Na 300 Polaków, którzy mieli wziąć udział w pierwszej rzymskiej oazie, w Wiecznym Mieście pojawiły się 132 osoby. Reszta nie dostała paszportów. W tym ojciec Ruchu, ks. Franciszek Blachnicki. – Ta rzymska oaza była impulsem nie tylko dla Ruchu, ale dla całego Kościoła – mówi ks. Andrzej Madej. W 1979 r. oblat Maryi pojechał do Rzymu za Blachnickiego. – Ojciec nie dostał paszportu – mówi mi. – Do dziś go słyszę: „Andrzej, jedź za mnie!”. Aż się wyprostowałem. Oazowicze, świadkowie tamtych wydarzeń, spotkali się niedawno na Jasnej Górze. Niektórzy przekroczyli już siedemdziesiątkę, ale mają do dziś w oczach ten sam ogień, którym zarażał ich Blachnicki.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








