GN 19/2022 Archiwum

Zapomniany kardynał

Jego biografię w jakimś sensie przysłonił wielki kard. Newman. Ale Henry Edward Manning był nie mniej wybitnym angielskim konwertytą. Biskup robotników, twórca katolickich szkół, kardynał społecznik oraz… wdowiec, który do końca życia z czułością pamiętał o żonie. 


Odrodzenie się katolicyzmu angielskiego w XIX w. to jeden z cudów Bożej łaski. Lista anglikanów, którzy odkrywali w Kościele katolickim swój duchowy dom, obfituje w postacie wybitne, intelektualnie i duchowo. Tę listę otwiera bł. John Henry Newman (1801–1890), teolog, pisarz, zakonnik oratorianin, kardynał, wcześniej jeden z pionierów tzw. Ruchu Oksfordzkiego, zbliżającego anglikanizm do katolicyzmu. Newman, także dzięki niedawnej beatyfikacji, urósł do rangi symbolu angielskiego katolicyzmu, budzącego się po wiekach z niebytu, w który wtrącił go Henryk VIII. Konwersja Newmana stała się zaraźliwa. Młodszy o 7 lat Henry Edward Manning poszedł podobną drogą, stając się drugim katolickim arcybiskupem Londynu (Westminster), czyli de facto głową angielskiego Kościoła katolickiego po oficjalnym przywróceniu hierarchii w 1850 roku. Aktywnie uczestniczył w Soborze Watykańskim I. Mianowany kardynałem, wniósł swój wkład w pierwszą społeczną encyklikę „Rerum novarum” papieża Leona XIII. Rzadko wspominanym fragmentem biografii (nie miał szczęścia do biografów) była jego miłość do żony Caroline, z którą przeżył zaledwie 4 lata. W książce „Wieczne kapłaństwo” kardynał bronił słuszności celibatu, ale do końca życia trzymał przy sobie zapiski zmarłej żony. Ponoć raz w roku przywożono mu róże, które rosły na jej grobie. Choć kard. Manning nie stał się kandydatem na ołtarze, to jednak bez wątpienia zasługuje na pamięć braci w wierze. 


Niedoszły polityk, 
ksiądz, wdowiec


Często porównuje się obu kardynałów, Newmana i Manninga, zwykle w mniej korzystnym świetle stawiając tego drugiego. W niektórych biografiach Manning przedstawiany był jako człowiek o wybujałych ambicjach i despotycznym charakterze, który wręcz konkurował z Newmanem. Tego typu opinie są krzywdzące. Obaj duchowni byli bez wątpienia tytanami katolicyzmu budzącego się do życia w wiktoriańskiej Anglii. Owszem, różnili się intelektem i charakterem, w wielu sprawach mieli odmienne zdanie. Newman był typem subtelnego naukowca, filozofa, intelektualisty stroniącego od społecznych funkcji, cenionego przez wyższe sfery. Manning był człowiekiem czynu, energicznym duszpasterzem zaangażowanym społecznie i politycznie, zwłaszcza w obronę robotników. 
Henry Manning urodził się jako trzeci i najmłodszy syn bankiera londyńskiego City, zasiadającego przez 30 lat w parlamencie z ramienia torysów (konserwatyści). Studiował w Oxfordzie. Tam brylował jako znakomity mówca. Jego ambicją była początkowo polityka, ale po bankructwie ojca sprawy przybrały inny obrót. Pod wpływem przyjaciół związanych z ewangelikalną odnową w łonie anglikanizmu zainteresował się wiarą i teologią. Został diakonem w Oksfordzie, a wkrótce księdzem. Objął małą wiejską parafię Lavington w hrabstwie Sussex. Lata tam spędzone wspominał później jako wręcz ziemski wzorzec raju. 
Jako młody duchowny poznał swoją przyszłą żonę Caroline Sargent, córkę proboszcza, poprzednika Manninga w Lavington. Ślub wzięli jesienią 1833 roku. To było bardzo udane, szczęśliwe małżeństwo, choć bezdzietne i tragicznie krótkie. Po 4 latach wspólnego życia Caroline zmarła na gruźlicę. Miała zaledwie 25 lat. „Próbuję zostawić wszystko w rękach Boga, ale to bardzo, bardzo trudne” – pisał do Newmana, swojego oksfordzkiego tutora. „Żaden człowiek nie wie, co znaczy patrzeć, jak gaśnie radość jej oczu”. Dla 29-letniego męża i księdza był to potężny cios. Rzucił się w wir pracy duszpasterskiej, może po to, by ukoić ból po stracie. Po wielu latach, kiedy zmarł jako znany i ceniony hierarcha rzymskokatolicki, znaleziono przy nim medalion z portrecikiem żony.


Drugi katolicki 
biskup Londynu 


W Lavington Manning pracował 17 lat. Powoli zaczął zbliżać się w myśleniu o Kościele do swojego uniwersyteckiego przewodnika, Johna H. Newmana. Zaangażował się w tzw. ruch oksfordzki, który krytykował zbyt dużą zależność Kościoła anglikańskiego od władzy świeckiej. Manning szukał swojej drogi, nie chciał być tylko interpretatorem Biblii skazanym na własny subiektywizm. Intuicyjnie szukał tego, co niezmienne, trwałe. Chciał Kościoła zbudowanego na skale. Ale w tamtym czasie zdarzało mu się jeszcze głosić antypapieskie kazania. W 1838 r. odbył swoją pierwszą podróż do Rzymu. W 1841 r. awansował, został mianowany archidiakonem w katedrze w Chichester. Był coraz bardziej znanym kaznodzieją, lojalnym pasterzem tzw. High Church (nurt anglikanizmu najbliższy katolicyzmowi). Po konwersji Newmana Manning stał się jednym z liderów tego nurtu. 
Co zadecydowało o przejściu Manninga do Kościoła katolickiego? Języczkiem u wagi okazała się tzw. sprawa Gorhama. Otóż świecki sąd nakazał Kościołowi anglikańskiemu utrzymanie na stanowisku w parafii duchownego, który nie uznawał skuteczności sakramentu chrztu. Krótko mówiąc, jawnie głosił poważną herezję. Manning nie krył oburzenia. Skoro świecki sąd może zmusić Kościół Anglii do akceptowania duchownego głoszącego jawnie nieortodoksyjne poglądy, znaczy to, że ten jest wytworem świeckiej władzy, nie jest pochodzenia Boskiego, ale tworem czysto ludzkim. Po co komu taki Kościół?

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama