Nowy numer 33/2018 Archiwum

Wimbledon: Coraz więcej przeciwników obowiązkowej bieli

Coraz więcej tenisistów narzeka na obowiązek gry w całkowicie białych strojach podczas Wimbledonu. Niektórzy zawodnicy cenią tę tradycję, ale uważają, że obowiązujące przepisy są zbyt surowe, a organizatorzy przesadzają ze skrupulatnością.

Jeszcze przed rozpoczęciem tegorocznej edycji imprezy zasadę tę skrytykował Pat Cash. Australijczyk określił ją jako przeżytek i dodał, że nie służy to popularyzacji dyscypliny oraz zabija indywidualność. Kilka dni temu triumfator Wimbledonu z 1987 roku po raz kolejny zabrał głos w tej sprawie. Eugenie Bouchard miała czarny biustonosz, którego ramiączko było widoczne i sędzia prowadzący jej spotkanie zastanawiał się, czy nie naruszyła zasad. Ostatecznie Kanadyjka nie została ukarana i pozwolono jej wystąpić w takim stroju.

"Niektórym kobietom w przeszłości kazano grać nawet bez stanika ze względu na obowiązujący w londyńskiej imprezie dress code. To się robi niedorzeczne" - ocenił Cash.

Dwa lata temu mniej szczęścia niż Bouchard miał Roger Federer. Utytułowany Szwajcar został wówczas ukarany grzywną za założenie butów z pomarańczowymi podeszwami. Wicelider światowego rankingu niedawno zaznaczył, że jest zwolennikiem zasady bieli, ale uważa, że jest przestrzegana zbyt restrykcyjnie.

"Teraz jest tak, jak było w latach 50. - dosłownie wszystko jest białe. Wciąż mam w pamięci obrazy z czasów, gdy zaczynałem starty w tourze i oglądałem wiele meczów w telewizji. Pamiętam Stefana Edberga i Borisa Beckera oraz resztę ówczesnych zawodników. Mieli więcej kolorów" - zaznaczył.

Podobny argument wysunęła znana z zamiłowania nie tylko do barwnych strojów, ale i wielokolorowych włosów Bethanie Mattek-Sands.

"Wzięłam ze sobą trochę kolorowej bielizny i nie będę mogła jej założyć, by nie narażać się na karę. Sprawdzałam w internecie i tacy gracze jak John McEnroe czy Arthur Ashe mieli wiele kolorowych elementów: rękawy, wielkie paski, kurtki. Na biało nie byłam nawet na... własnym ślubie" - zaznaczyła Amerykanka.

Jak zaznaczyła w rozmowie z PAP Alicja Rosolska, to właśnie działania dawnych zawodników przyczyniły się do tego, że organizatorzy zaostrzyli przepisy.

"Niektórzy za bardzo próbowali iść w drugą stronę. Zaczęli dodawać kolorowe paski. Potem z każdym rokiem były one coraz większe, aż te stroje robiły się biało-kolorowe" - podkreśliła polska tenisistka.

Sama ceni tradycję Wimbledonu związaną z białymi strojami.

"To historia i dlatego to jeden z najfajniejszych Wielkich Szlemów. Myślę, że gdyby można było tu grać +na kolorowo+, to turniej straciłby nieco urok. Jak były na tych obiektach igrzyska olimpijskie w 2012 roku, to dziwnie wyglądało, gdy każdy był w innych kolorach. Nie pasowało to do tego miejsca" - oceniła deblistka.

Rosolska przyznała jednak, że czasem organizatorzy przesadzają z dokładnością przestrzeganiem tej reguły.

"W tym roku wyszłyśmy na mecz deblowy z partnerką i pod białymi daszkami miałyśmy dodatkowe czarne. Te drugie widać było praktycznie tylko przy wyrzucie piłki przy serwisie, a mimo to kazano nam je zmienić. W poprzednim sezonie jedna zawodniczka miała pod sukienką kolorowy top i wystawało jej ramiączko i też nie mogła w nim grać. Organizatorzy na początku oferują nam zastępcze stroje, ale nie wiem, czy mają wszystkie rozmiary zawsze przygotowane" - zastrzegła.

Sama jest zdania, że reguła białych strojów może być mało wdzięczna dla firm odzieżowych, które dostarczają ubrania tenisistom. "Przez resztę roku mogą stosować kolory, więc wydaje mi się, że przez dwa tygodnie chyba można na biało pograć" - podkreśliła.

W podobnym tonie wypowiada się Jekaterina Makarowa, która uważa białe stroje za element wyróżniający Wimbledon na tle innych imprez tenisowych.

"Nie ustalam przepisów, tylko jestem od ich przestrzegania. Oczywiście, czasem organizatorzy nie powinni może aż tak czepiać się drobnostek, jeśli chodzi o niewielkie, kolorowe elementy. Moim zdaniem białe ubrania znacznie lepiej wyglądają na tle trawy niż kolorowe. Jeśli spojrzymy choćby na Roland Garros, gdzie jest pełno pstrokatych ciuchów, to zdecydowanie wolę biel" - powiedziała PAP Rosjanka.

Dużej dokładności co do wspomnianego przepisu doświadczył Mariusz Fyrstenberg, któremu kazano zdjąć białą opaskę na nadgarstek, gdyż miała... cienki czarny pasek. Z dystansem do całej sprawy podchodzi z kolei Marcin Matkowski, zwolennik kolorowych strojów.

"Mój partner deblowy - Nenad Zimonjic - serwował kilka dni temu w czarnych okularach przeciwsłonecznych i pozwolili mu dokończyć, więc nie zawsze się czepiają wszystkiego. A na poważnie, to tak wymyślili i się tego trzymają. To jeden turniej w roku, można się przemęczyć" - zaznaczył.

« 1 »

Zobacz także

  • Krzysiek
    06.07.2015 17:45
    W sporcie podział na kobiety i mężczyzn wynika z natury płci.

    Dość debilnie wyjdzie propozycja dewiantów, postulujących, że jak facet zdecydował się być kobietą to np. w tenisie będzie rozgramiał prawdziwe kobiety.

    Widać, że ten debilizm, genderowi dewianci w sporcie nie postulują bo to ... zbyt debilne i oczywiście bzdurne.

    Ale jak deprawanci ogłoszą olimpiadę człowieka - to ci będzie dopiero dyskryminacja prawdziwych-kobiet.

    Wszak żadna nie pdskoczy facetowi w sile itd. - i zrobi się z tego olimpiada facetów: w stanikach i bez staników.

    No i wtedy feministki będą tak za gender, że aż przeciw.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama