Nowy numer 29/2020 Archiwum

Matka Boża zmieniła tylko datę

Chciałbym opisać jak w cudowny sposób Pan Bóg i Matka Boża zadziałali w naszym życiu. Chciałbym, aby to świadectwo dotarło do setek ludzi, którzy pragną poczęcia dzieciątka.

Od dłuższego czasu zastanawialiśmy się z żoną, czy nie zdecydować się na trzecie dziecko. Ponieważ nasi synkowie Mateusz (10 lat) i Kuba (8 lat) już podrośli, stwierdziliśmy, że warto by było postarać się o maluszka, szczególnie, że żonie marzyła się dziewczynka. I tak w lipcu 2013 roku rozpoczęliśmy starania o poczęcie nowego członka rodziny.

Jakież było nasze rozczarowanie, gdy mijały kolejne miesiące, a ciąży ciągle nie było. Było ono tym większe, że przy obu synach praktycznie od razu po podjętej decyzji, że chcemy mieć dzidziusia, żona zachodziła w ciążę.

Po kilku miesiącach bezskutecznych starań udaliśmy się do ginekologa, który stwierdził, że żona ma hiperprolaktynemię i zalecił stosowanie leku hormonalnego. Mijały kolejne miesiące i nic się niestety nie zmieniało.

W międzyczasie byliśmy na Mszy św. 25 marca 2014 roku w intencji wujka żony, który ma w tym dniu urodziny. Po Mszy św. zapraszano do włączenia się do duchowej adopcji dziecka poczętego. Żona z początku nie chciała, tłumaczyła, że jest roztrzepana, że będzie zapominać o codziennej modlitwie w intencji dzieciątka poczętego, jednak po moich namowach oboje przystąpiliśmy do akcji.

Mijały kolejne miesiące i oto w sierpniu zeszłego roku radosna nowina, żona zaszła w ciążę. Po pewnym czasie radość stała się jeszcze większa, okazało się, że to są bliźniaki.

Choć oczywiście przyjęlibyśmy z radością każde dzieciątko, to nie ukrywam, że liczyliśmy choć na jedną dziewczynkę. Na kolejnej wizycie u lekarza informacja: jeden to chłopczyk. I wreszcie za miesiąc: drugie to dziewczynka. Radości nie było granic.

Ale żeby nie było za kolorowo, okazało się, że żona musi iść do szpitala, bo niebezpiecznie skracała się szyjka macicy. Leżała tam sześć tygodni na oddziale patologii ciąży. Termin wyliczony przez lekarza był na 3 maja.

W drugiej połowie marca lekarze w trakcie badań stwierdzili, że zachodzi tzw. syndrom podkradania i synek rośnie szybciej od córeczki. W trakcie kolejnych badań potwierdziła się ta diagnoza, różnica w wadze powiększała się. Ponieważ było to groźne dla córeczki, podjęto decyzję, że należy ciążę zakończyć w 35 tygodniu przez cesarskie cięcie. Wyznaczono termin operacji na wtorek 24 marca lub na środę 25 marca.

We wtorek zabieg się nie mógł odbyć, więc wyznaczono go ostatecznie na środę. Operacja miała się odbyć rano, więc stawiłem się o godzinie 7 i wtedy się dowiedzieliśmy, że wypadło bardzo dużo nieplanowanych, nagłych przypadków konieczności cesarskiego cięcia z porodówki, że nie wiadomo, czy w dniu dzisiejszym zabieg się odbędzie. Wreszcie przed godz. 14 lekarze zadecydowali: koleżankę przenieśli na czwartek, a żona udała się na salę operacyjną, gdzie o godzinie 14.23 urodziła się Weronisia, a o 14.25 Wojtuś. Bardzo się martwiliśmy czy dzieciaczki będą zdrowe, ale okazało się, że wszystko jest w porządku i nawet różnica w wadze nie była taka duża, jak spodziewali się lekarze.

Gdy rozradowany dzwoniłem po całej rodzinie, moja starsza siostra uświadomiła mi coś, o czym wcześniej nie myślałem: "Jak mi powiedziałeś, że cesarka będzie w środę, to byłam przekonana, że wszystko będzie dobrze. Zobacz, dzisiaj jest 25 marca, święto Zwiastowania Najświętszej Marii Panny, a do tego to jest dzień, gdzie rozpoczyna się modlitwy w duchowej adopcji dziecka poczętego. W ten sposób Matka Boża podziękowała Wam za to, że oboje podjęliście się z żoną tej adopcji, dzięki temu dziś możecie cieszyć się z narodzin bliźniaków! Musisz dać o tym świadectwo, musisz napisać do Gościa!".

Jestem przekonany, że nie jest to przypadek. To kolejny z licznych znaków, które Pan Bóg daje człowiekowi, by widział Jego działanie w życiu każdego człowieka. Oczywiście sceptyk powie, że to tylko przypadek, że poczęły się bliźniaki, że to na pewno hormony, że to przypadek, że urodziły się 25 marca, ale ja się pytam, czemu nie np. 24, albo czemu to koleżankę przesunęli na czwartek? Jeśli spojrzysz na to oczyma wiary, to wszystko jest jasne i układa się w logiczną całość, a jak dodam, że termin był na 3 maja, Święto Matki Bożej Królowej Polski, to aż się prosi, żeby stwierdzić, że Matka Boża zmieniła tylko datę na inne święto ku swojej czci.

Chciałbym, aby to świadectwo dotarło do setek ludzi, którzy pragną poczęcia dzieciątka. Oczywiście, medycyna i pomoc lekarska jest bardzo ważna, ale trzeba pamiętać, że najlepszym lekarzem jest Pan Jezus i jego ukochana Matka. Gdy człowiek całym sercem zaufa, zostanie wysłuchany. Proponuję wszystkim rodzicom, którzy nie mogą począć swoich ukochanych pociech, przystąpienie do akcji ratowania dzieciątek nienarodzonych zagrożonych zagładą. Pan Bóg na pewno im za to pobłogosławi!

Z Panem Bogiem,

Marek

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama