Nowy numer 44/2020 Archiwum

Piękno katolicyzmu: Maryja

Dlaczego w ostatnich dwustu latach (mniej więcej) mieliśmy tak wiele maryjnych objawień? I to, oczywiście, biorąc pod uwagę tylko i wyłącznie te, które zostały uznane oficjalnie przez Kościół.

Było ich naprawdę sporo. I prawie zawsze odbywały się w tym samym stylu: w jakimś zapadłym zakątku świata, wobec „nieważnych” ludzi (dzieci, chorzy, grzesznicy, analfabeci) i zawsze z podobnym przesłaniem (pokuta, nawrócenie, modlitwa).

Dlaczego? Skąd to natężenie?

Próbując to wyjaśnić, w 2010 roku, w Fatimie, Benedykt XVI mówił, że kiedy w 1917 roku „otwarło się niebo nad Portugalią”, było to „jak okno nadziei”, które Bóg otwiera, „gdy człowiek zamyka przed Nim drzwi”. Oto więc Maryja i Jej objawienia są otwartym oknem łaski, miłosierną reakcją Boga na zaryglowane przed Nim drzwi świata, zatrzaskiwane przez ateistyczny racjonalizm i krwawe dyktatury. W naszej epoce rozwój wiary wiąże się (między innymi) właśnie z tym: z coraz mocniejszym wkraczaniem w świat Matki Bożej jako drogowskazu. Ona – od wieków czczona jako „Przewodniczka chrześcijan”, „Przewodniczka w drodze” (Hodegetria – na Wschodzie) – jest światłem od Boga, w którego blasku widać drogę przez nasze czasy, także przez nam współczesne mroki bezbożności. Trójca Przenajświętsza nam Ją daje, by nas prowadziła z troską i pokorą Matki, która ukazuje się swoim małym dzieciom (czyli nam, bezradnym) i mówi im to, co istotne: wiara, nadzieja, miłość są ważne, pokuta: to róbcie. Mamy tym samym odzyskać wzrok umożliwiający dojrzenie Boga w naszym świecie, z jego wszystkimi ograniczeniami i całym jego zamknięciem na Stwórcę.



Właśnie Ją, miłość do Niej, prawdę o Niej; trwanie przy Niej, pod Jej płaszczem, jesteśmy jako katolicy winni naszemu współczesnemu światu. Miłość do Matki Bożej jest wielką siłą katolicyzmu. To olbrzymi dar i wielkie zadanie katolicyzmu – miłość do Maryi; pielęgnować ją, nią żyć i zarażać nią świat, leczyć nią jego rany.

Zaiste: Ona jest oknem nadziei, które otwiera Bóg, gdy człowiek zamyka przed Nim drzwi. I naszym, katolickim zadaniem jest, by było ono stale otwarte.



Dlaczego Maryja i nauka o Niej, pobożność maryjna, Jej poświęcone sanktuaria, różance i majowe nabożeństwa są tak ważne? Za Benedyktem XVI, jasno, w punktach:

Bo wszystkie cztery dogmatyczne prawdy maryjne (o dziewictwie, o Bożym macierzyństwie, o niepokalanym poczęciu i o wniebowzięciu) chronią autentyczną wiarę w Chrystusa jako prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka. Strzegą też właściwego kierunku życia (ku niebu) i zagrożoną dziś wiarę w Boga Stworzyciela, mającego suwerenną władzę nad materią.

Bo maryjność Kościoła utrwala nierozerwalny związek między Biblią i Tradycją. Cztery dogmaty maryjne mają zakorzenienie w Biblii. Tkwią w niej jak ziarno, które wzrasta i daje owoc w życiu Tradycji.

Bo Ona, hebrajska dziewczyna, matka Mesjasza, łączy w jedno, żywotnie i niepodzielnie, starożytny i nowożytny Lud Boży, Izrael i chrześcijaństwo, Synagogę i Kościół. W Niej dokonuje się synteza obu Testamentów.

Bo pobożność maryjna gwarantuje wierze harmonijne współistnienie w Niej rozumu i serca. Maryja chroni Kościół przed niedoszacowaniem któregoś z nich bądź przed któregoś przerysowaniem (dominacja uczuć nad logiką rozumu lub odwrotnie, pycha i ciasnota rozumu niezdolnego do symbiozy z czymkolwiek poza sobą). Maryja chroni Kościół, w którym człowiek jest (ma być) zawsze jednością obu tych wymiarów.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama