Nowy numer 12/2019 Archiwum

Kogo bardziej

Są tysiące powodów, żeby trwać w grzechu, i tylko jeden, żeby się nawrócić: wola Boża.

Napisała mi kobieta: „Jestem w drugim związku małżeńskim i ubolewam nad tym, że nie mogę przystąpić do Komunii św.”. Następnie uzasadniła pozostawanie w nowym związku, który zawarła długo po rozpadzie małżeństwa: bo „pierwsze małżeństwo było koszmarem”, bo trzeba było dzieci godnie wychować, bo ten drugi mężczyzna był schorowany. Potem przedstawiła zalety obecnego stanu, po czym stwierdziła: „Chodzimy co niedzielę na Mszę i żal nam się robi, jak inni przystępują do stołu Pańskiego, a my nie”. Autorka kończy zdaniem: „Myślę, że Pan Jezus przyznałby mi rację”.

To jeden z kilku podobnie brzmiących listów, jakie ostatnio otrzymałem. Przytaczam jego fragmenty, bo dobrze ilustrują istotę problemu. Zacznijmy od tego, że to nie fizyczne rozstanie z mężem uniemożliwiło Autorce przystępowanie do Komunii, lecz jej własna, wolna decyzja. Człowiek nieraz, mimo starań, nie jest w stanie zapobiec rozpadowi sakramentalnego małżeństwa, ale nikt nie jest zmuszony wejść w ponowny związek – a to dopiero zamyka dostęp do sakramentu. To zawsze dzieje się świadomie i dobrowolnie, a to znaczy, że wybór życia bez przyjmowania Jezusa Eucharystycznego również jest świadomy i dobrowolny.

Jeśli dane słowo ma jeszcze na tym świecie coś znaczyć, to już na pewno słowo dane w czasie ślubu. Tymczasem jakoś rzadko kto żałuje, że złamał przysięgę małżeńską. Autorka listu ubolewa nad tym, że nie może przystąpić do Komunii, a nie nad własną decyzją, która to sprawiła. Tę decyzję stara się usprawiedliwić, wskazując korzyści z niej płynące. To nie żal za grzech, lecz uzasadnianie niewierności. Żal pojawia się, gdy „inni przystępują do stołu Pańskiego, a my nie”. Pytanie, czy tu chodzi o Jezusa, czy też o to, żeby nie odstawać? Bo jeśli o Jezusa, to, przynajmniej w przypadku tej pani, sprawę da się załatwić od ręki: decyzja rozejścia się, spowiedź – i już można przyjmować Komunię.

Człowiek z przypowieści, który znalazł wielką perłę, tak się nią zachwycił, że aby ją kupić, sprzedał wszystkie małe perły. Dziś wmawia się ludziom, że można mieć i wielką perłę, i małe, że można żyć jednocześnie i w łasce uświęcającej, i w grzechu, że można jednocześnie cudzołożyć, i trwać w wierności.

No nie. Każdy chrześcijanin na jakimś etapie życia staje przed pytaniem, które od Jezusa usłyszał Piotr: „Czy miłujesz mnie BARDZIEJ...”. Czasem oznacza to konieczność wyboru między Jezusem a człowiekiem, który wpadł mi w oko.

Kto ulega pokusie i wybiera człowieka, wie, że nie będzie mógł jednoczyć się z Jezusem w Komunii. Skąd więc teraz te postawy roszczeniowe? Kościół nie ma władzy zgodzić się na Komunię dla osób, które czynem potwierdzają, że ktoś jest dla nich ważniejszy od Jezusa.

„Myślę, że Pan Jezus przyznałby mi rację” – napisała Autorka listu. Ale to właśnie Pan Jezus powiedział: „Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo” (Mk 10, 11–12).

Bóg kocha „niesakramentalnych”. Dlatego ich także wzywa do nawrócenia.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • fd
    23.04.2015 15:21
    To się tak łatwo mówi.
    Ale dlaczego osoba zdradzona ma odpowiadać za grzech zdrady swego współmałżonka i cierpieć w samotności do końca życia ? Za jakie grzechy ?
    Podczas, gdy ewidentnie winna jest druga strona...
  • Obudźcie się.
    23.04.2015 18:22
    "Człowiek nieraz, mimo starań, nie jest w stanie zapobiec rozpadowi sakramentalnego małżeństwa, ale nikt nie jest zmuszony wejść w ponowny związek – a to dopiero zamyka dostęp do sakramentu. To zawsze dzieje się świadomie i dobrowolnie, a to znaczy, że wybór życia bez przyjmowania Jezusa Eucharystycznego również jest świadomy i dobrowolny."

    Przyznam bez ogródek że ten cytat mnie zdenerwował. A jeżeli Bóg świadomie i dobrowolnie pozwala by człowiek nie urodził się zdolny do małżeństwa, pomimo tego że ponoć według Boga "nie jest dobrze by mężczyzna był sam", to jest wina człowieka?.
    To jest kompletna bzdura że istnieje coś takiego jak sprawiedliwość Boża, bo cóż to za sprawiedliwość że ktoś już się rodzi w stanie który sam Bóg uznaje za zły?. Oczywiście mam na myśli samotność.
    Poza tym jak widzę że moi oprawcy, ludzie którzy mnie katowali, wyśmiewali żyją szczęśliwie, a ja na każdym kroku jestem kopany w serce przez życie, to przestałem wierzyć że ktoś taki jak Bóg istnieje. Istnieje coś takiego jak choroba która może zniszczyć życie, istnieje coś takiego jak wolna wola, gdzie ludzie dla swojej satysfakcji są w stanie zabić czyjąś psychikę, ale czegoś takiego jak sprawiedliwość nie ma. To bzdura dla takich bezwartościowych ludzi jak ja, by modlili się o mannę z nieba do obrazka.
  • Enne
    23.04.2015 18:33
    Padło bardzo ważne pytanie- dlaczego osoba zdradzona ma odpowiadać za grzech drugiej osoby, bo przecież to niesprawiedliwe...Osoba zdradzona ma trwać gotowa do wybaczenia i czekać aż mąż powróci. Do Końca życia, wzorem Boga, który daje nam szansę na pojednanie do końca życia. A co jeśli mąż nie wróci do końca życia...Coż, jeśli wytrwam, to przyjdzie po mnie ktoś o wiele ważniejszy- sam Pan Jezus. I nie zaznam samotności na wieki.
    doceń 14
  • saherb
    24.04.2015 14:30
    Padł tutaj zarzut o "sprawiedliwość której nie ma" oraz że "co jest winny człowiek kaleki od urodzenia"?
    Jeśli urodził się kaleką to był to zapewne skutek WOLNEJ WOLI innych ludzi (danej im przez Boga), którzy dopuścili się grzechu np. in vitro, które skutkuje kalectwem dziecka, zatruwanie środowiska, które również ma swoje konsekwencje dla rozwoju płodu, itp. Tak więc wolna wola (źle wykorzystana) jednych może skutkować cierpieniem innych niewinnych ludzi. Wszystko, co złe na świecie jest skutkiem grzechu pierworodnego...

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji