Nowy numer 42/2020 Archiwum

Neuland

Naród to najpierw po prostu życie.

Naród to na początku odrębność, która wyprzedza odpowiedzialność. Jesteśmy Polakami, bo nie jesteśmy Niemcami, Rosjanami, nikim innym. Odrębność rodzi pragnienie samodzielności i dopiero jej uzyskanie stawia wobec pytań: co dalej? jaki jest sens wspólnego życia, a tym bardziej – ponoszonych w jego imię poświęceń? To są pytania ważne dla wszystkich, choć tylko niektórzy świadomie próbują na nie odpowiedzieć. Utrwaloną odpowiedzią jest państwo, dzięki któremu poszczególne rodziny i społeczności mogą żyć swoimi sprawami, a całość życia narodowego jednocześnie trwa. Państwo to instytucje, które pracują dla dobra wspólnego, i procedury (jak wybór władzy czy płacenie podatków), które utrwalają obywatelskie powinności. I szczególna odpowiedzialność tych, którym powierzono władzę, oraz tych, którzy kształtują opinię publiczną i świadomość zbiorową.

Książka „Neuland” Eshkola Nevo to izraelska powieść o dylematach narodu, który zbudował państwo w najtragiczniejszym momencie swojej historii, za cenę wielkiego wysiłku, powiększonego jeszcze o problemy, których skali wcześniej nie zakładał. Autor ma dobrą perspektywę, bo historia Izraela jest jednocześnie historią jego rodziny. Jego dziadek, Lewi Eszkol, przyjechał do Palestyny jeszcze przed pierwszą wojną światową, bił się w Legionie Żydowskim o ustanowienie w Ziemi Świętej żydowskiej siedziby narodowej, walczył w wojnie o niepodległość, a w końcu został trzecim premierem państwa, które budował. Zasadniczy problem „Neulandu” świetnie obrazuje paradoks Izraela. Najstarszego narodu świata, który w XX wieku zbudował jedno z „nowych państw”. Narodu, którego dzieje dla nas, chrześcijan, stanowią podstawę wszelkiej teologii narodu, ale którego nowoczesne państwo powstało na fali demokratyzacji i narodowych ruchów XIX-wiecznej Europy.

Co było motywem tego wysiłku? Babka bohaterki książki, wyjeżdżając do Palestyny pod koniec lat 30., mówi: „Chcę żyć w miejscu, w którym nie muszę się wstydzić, że jestem sobą”. Naród żyjący według własnych praw to wzór wolności, której Izrael doświadczył już u początków swej historii, w czasie Exodusu. Ale budowa nowoczesnego państwa oznaczać musiała konstrukcję nowej tożsamości: nowych, podobnych do europejskich instytucji, nowych zawodów (jak rolnictwo czy wojsko), niby starego, a przecież nowego (bo nowoczesnego, codziennego, niesakralnego) języka. „Hebrajski. To wszystko, co łączyło ich na początku. (…) Porozmawiać z kimś w ojczystym języku”. Spór, który w latach międzywojennych podzielił syjonizm, wiązał się z pytaniem, na ile dla zbudowania państwa konieczna będzie walka zarówno z państwami kolonialnymi (w tym wypadku Wielką Brytanią), jak i z miejscowymi Arabami, niezgadzającymi się na państwo żydowskich osadników. Jednak właściwie nikt z przywódców syjonistycznych nie zakładał, że walka o niepodległość zmieni się po jej uzyskaniu w stan nieustającej, jedynie przygasającej czasami wojny z sąsiadami.

Lewicowa opinia europejska, mająca niewiele zrozumienia dla wartości państwa i bezpieczeństwa narodowego, na dodatek wzmocniona uprzedzeniami antysemickimi – w konfliktach, które przeżywa Izrael, widzi jedynie przewagę izraelskiej armii i „niezrozumiałe” opory wobec uznania państwa palestyńskiego. Z równym niezrozumieniem ta sama opinia patrzyła w czasach młodości naszych dziadków na walkę rodzącej się Polski o nasze wschodnie granice, widząc na przykład w konflikcie polsko--ukraińskim nie dramat dwóch narodów żyjących na jednej ziemi, nie konieczność uzyskania przez Polskę granic naprawdę chroniących niepodległość, ale „polski imperializm”. Wszystkie zaś wojny, które Izrael musiał toczyć przez ostatnie kilkadziesiąt lat, były zawsze odpowiedzią: na agresję, na przygotowania do agresji, na „transgraniczne” ataki terrorystyczne. Ale ta uparta walka o przetrwanie państwa, któremu sąsiedzi odmówili prawa do istnienia, miała wielką ludzką cenę, której nie widać w telewizji, a o której poruszająco opowiada „Neuland”.

W książce najodważniej mówią o tym bohaterowie z „drugiego pokolenia”, dzieci pionierów urodzone w Palestynie, dla których powracająca wojna stała się zasadniczym doświadczeniem: „życie (…) w Izraelu jest rozciągniętą w czasie traumą. Każdy (…) jest w większym lub mniejszym stopniu okaleczony”; „izraelski ból przygniata mnie zbyt wielkim ciężarem (…) wszyscy mają w oczach ten sam potworny strach, co będzie, jeśli nas nie będzie”; „dochodzi się do punktu, kiedy nie można dłużej wytrzymać (…) jak menachem begin, który powiedział dłużej nie mogę” [pisownia za dziennikiem bohatera]. W momencie, gdy zaczynało być jasne, jak wielka będzie cena własnego państwa, jeden z bohaterów, reprezentujących w „Neulandzie” generację pionierów, zaczyna przekonywać, że Izrael był pomyłką: „Nasi sąsiedzi nie chcą nas tutaj. Będziemy zmuszeni przez wieki stać naprzeciw nich z wyciągniętym mieczem, a kto nie wypuszcza z ręki miecza, nie może grać, pisać ani kochać”.

Ale przyjaciółka, do której to mówi, ta sama, która chciała żyć w miejscu, gdzie będzie mogła być sobą – odpowiada po prostu, że zostaje na swojej ziemi, ze swoją córką, bo to dziecko jest teraz jej ojczyzną. Kobiety czasami rozumieją to lepiej. Naród musi szukać duchowego sensu swego życia i być mu wierny, ale naród to najpierw po prostu życie. I oczywiście wolność, którą można zbudować tylko wspólnie.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama