Nowy numer 42/2020 Archiwum

Jeńcy wracają

Propozycja rosyjskiego ministra kultury, aby warunkiem postawienia pomnika ofiar katastrofy w Smoleńsku była zgoda na zbudowanie w Krakowie pomnika czerwonoarmistów, zmarłych w 1920 r. w polskiej niewoli, nie jest przypadkowa. Rosja od dawna stara się ze sprawy jeńców uczynić symbol relacji polsko-rosyjskich.

Do końca lat 80. ubiegłego wieku żaden z sowieckich historyków nie interesował się losem żołnierzy Armii Czerwonej, którzy podczas wojny polsko-bolszewickiej dostali się do niewoli. Temat pojawił się, kiedy sowieckie kierownictwo uznało, że trzeba ujawnić prawdę o odpowiedzialności Związku Sowieckiego za wymordowanie polskich jeńców wojennych, internowanych w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. W kwietniu 1990 r. w komunikacie agencji rządowej TASS oficjalnie przyznano, że zbrodni dokonało NKWD na polecenie Ławrentija Berii i jego zastępcy Wsiewołoda Mierkułowa. We wrześniu 1990 r. Główna Prokuratura Wojskowa ZSRR wszczęła sprawę karną o ustalenie faktu rozstrzelania polskich jeńców. Natomiast 3 listopada 1990 r. sekretarz generalny KC KPZR Michaił Gorbaczow nakazał różnym instytucjom sowieckiego państwa przeprowadzenie prac badawczych, m.in. dokumentujących losy jeńców Armii Czerwonej z wojny 1919–1920. W latach 90. w rosyjskiej prasie zaczęły się pojawiać agresywne artykuły, oskarżające Polskę o wymordowanie dziesiątków tysięcy jeńców.

Anty-Katyń

Jednym z celów tej kampanii było przedstawienie zbrodni katyńskiej jako słusznego odwetu Stalina za zbrodnie popełnione rzekomo przez Polaków 20 lat wcześniej. Tezy medialne wkrótce zaczęły pobrzmiewać także w głosach przedstawicieli państwa rosyjskiego. W 1998 r. prokurator generalny Federacji Rosyjskiej Jurij Czajka w oficjalnym piśmie do polskiego Ministerstwa Sprawiedliwości domagał się wyjaśnienia losów jeńców oraz wszczęcie śledztwa „w sprawie ludobójstwa”, którego stali się ofiarami.

Temat wrócił także podczas obchodów 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Podczas konferencji w Smoleńsku premier Władimir Putin powiedział, że wydając rozkaz zabicia polskich jeńców wojennych, Stalin kierować się miał zemstą za wymordowanie 37 tys. jeńców w polskiej niewoli. Zaś w maju 2011 r. na terenie byłego obozu jenieckiego pod Strzałkowem na obelisku upamiętniającym 90. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości nieznani sprawcy przymocowali tablicę, na której napisano po rosyjsku: „Tutaj spoczywa 8000 radzieckich czerwonoarmistów, brutalnie zamęczonych w polskich obozach śmierci w latach 1919–1921”. Tablica została zdjęta, ale w komentarzach o tym wydarzeniu prasa rosyjska napisała, że pojawienie się tablicy było odpowiedzią na napis umieszczony na kamieniu w Smoleńsku, który głosił, że tutaj zginęli członkowie delegacji, która udawała się na uroczystości upamiętniające ofiary sowieckiego ludobójstwa w Katyniu.

Skąd się wzięli jeńcy?

Zdaniem prof. Giennadija Matwiejewa, kierownika Katedry Historii Południowych i Zachodnich Słowian Wydziału Historycznego Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego, do polskiej niewoli na różnych etapach wojny polsko-bolszewickiej dostało się ponad 200 tys. żołnierzy Armii Czerwonej. Polscy historycy uważają, że jeńców było mniej, ok. 110 tysięcy. Opierają się przy tym na ewidencji sporządzonej dla obozów, w których byli przetrzymywani. Natomiast szacunki rosyjskie obejmują wszystkich tych, których po wojnie nie doliczono się. Obok jeńców są wśród nich jednak także zaginieni, padli na polu walki i nierozpoznani. Największy napływ jeńców miał miejsce po Bitwie Warszawskiej w sierpniu 1920 r., ale część znalazła się w niewoli jeszcze w 1919 roku. Wielu jeńców, głównie narodowości ukraińskiej, zostało zwolnionych wiosną 1920 roku. Pewna grupa spośród nich walczyła później u boku armii polskiej. Mogło ich być nawet 30 tysięcy. Pozostałych gromadzono w prowizorycznych obozach, a następnie przewożono w głąb kraju. Trafiali do poniemieckich lub poaustriackich obozów jenieckich z czasów I wojny światowej. Największe znajdowały się w Strzałkowie i Tucholi. Do tego dochodziło kilka innych, m.in. w Wadowicach, Dąbiu pod Krakowem, Pikulicach, Brześciu Litewskim. Część jeńców, ok. 43 tys., pracowała na rzecz polskich instytucji państwowych. Ich los był lepszy, mieli zapewnione lepsze warunki sanitarne. Nie są znane przypadki rozstrzeliwania jeńców w obozach, co zdarzało się obu stronom podczas działań bojowych.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama