Nowy numer 44/2020 Archiwum

Estonia chce stałej obecności wojsk NATO

Prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves wezwał NATO do zwiększenia liczebności wojsk w swym kraju. W wywiadzie dla "DailyTelegraph" przyznał, że wojska rosyjskie, stacjonujące tuż przy granicy z Estonią, mogłyby w ciągu czterech godzin wkroczyć do Tallina.

Według prezydenta Ilvesa w obliczu wojennej retoryki Rosji, przebywający tymczasowo w Estonii 150-osobowy kontyngent wojsk USA to zdecydowanie za mało. Przyznał, że jego kraj czuje się zagrożony z powodu częstych ćwiczeń wojsk rosyjskich w pobliżu estońskiej granicy.

W rozmowie z brytyjskim dziennikiem prezydent podkreślił, że NATO miało dość czasu, by zobaczyć, że środowisko bezpieczeństwa zmieniło się od 1997 roku, kiedy to Sojusz zobowiązał się w akcie założycielskim Rady NATO-Rosja, iż nie będzie na stałe rozmieszczać znaczących sił bojowych w swoich nowych krajach członkowskich.

- 150 żołnierzy to nie jest dużo i dlatego sądzimy, że dalsze stacjonowanie wojsk o większej liczebności jest jedynym rozsądnym wyjściem - tłumaczył Ilves dodając, że przynajmniej jedna brygada sił NATO powinna na stałe stacjonować w Estonii.

"Mamy rosyjskie ćwiczenia odbywające się tuż za naszymi granicami, w których bierze udział 40-80 tys. żołnierzy. Jednak to my jesteśmy oskarżani o eskalację napięcia  - podkreślił prezydent Estonii.

Jego zdaniem, utworzenie nowych sił bardzo szybkiego reagowania, tzw. szpicy, w celu wzmocnienia wschodniej flanki Sojuszu, to bardzo dobry pomysł, ale może okazać się niewystarczający; wojska mają być gotowe do działania w ciągu 48 godzin.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama