GN 43/2020 Archiwum

Arcybiskup oskarżony za homilię

Ten pozew, choć na pierwszy rzut oka absurdalny, może bezpośrednio uderzać w swobodę nauczania prawd wiary.

Lokalna aktywistka lewicy, niegdyś przewodnicząca świętokrzyskich struktur Twojego Ruchu, dziś związana z Anną Grodzką, znalazła pomysł na zaistnienie w mediach. Pozwała metropolitę przemyskiego. Małgorzata Marenin oskarża abp. Józefa Michalika o to, iż w homilii wygłoszonej podczas Mszy z okazji 90. urodzin kard. Henryka Gulbinowicza „pomówił ją i naraził na utratę zaufania potrzebnego w prowadzeniu działalności publicznej”. Pani Marenin oczywiście nie była bohaterką ani tej, ani żadnej innej homilii hierarchy, więc pozew jest kuriozalny, ale cała sprawa prowokuje wiele pytań. Na przykład, dlaczego rozprawa w ogóle się toczy? Jak daleko można się posunąć w wykorzystaniu wymiaru sprawiedliwości do ideologicznej krucjaty? Czy nie jest to aby ingerencja w wolność wyznania? Bo w gruncie rzeczy jesteśmy właśnie świadkami testowania polskich sądów, czy będą chciały orzekać w sprawach nauczania Kościoła.
 

Element uprawiania polityki

Małgorzata Marenin pozwała metropolitę przemyskiego już po raz drugi. Najpierw chciała wytoczyć mu proces karny – jako „ofiara” hierarchy. Postępowanie z prywatnego aktu oskarżenia zostało jednak w styczniu 2014 r. przez Sąd Rejonowy we Wrocławiu umorzone. Sędzia Anna Statkiewicz w uzasadnieniu postanowienia stwierdziła, że wypowiedź abp. Michalika podczas homilii w żadnym stopniu nie wyczerpuje znamion przestępstwa. „Oskarżony miał prawo wypowiedzieć swoje poglądy co do istoty problemów współczesności, w tym zjawiska pedofilii, rozwodów, feminizmu czy innych” – stwierdziła sędzia.

Drugi pozew, tym razem już cywilny, został złożony w Przemyślu. Feministka domaga się tysiąca złotych, przeprosin w czasie homilii oraz w ogólnopolskiej gazecie. M. Marenin uznała, iż krytyczna opinia metropolity na temat feminizmu „naraża ją na utratę zaufania” w działalności publicznej. Pozew – choć cywilny –wnosi więc nie tyle osoba prywatna, co publiczna. I jest to taki sam element uprawiania przez nią polityki jak marsz, pikieta czy konferencja prasowa. Ot, jeden więcej „event” obliczony na zyskanie rozgłosu.

Jedni politycy walczą z korupcją, inni z obcym kapitałem, zaś pani Marenin walczy z Kościołem, i to jest jej pomysł na zaistnienie w życiu publicznym. W tym przypadku pomysł zakończony już w pewnym sensie politycznym sukcesem, bo o pozwie jest głośno i postanowili go do swych celów wykorzystać liderzy nowej lewicy. Prof. Jan Hartman osobiście zjawił się na pierwszej rozprawie, która odbyła się w Przemyślu 12 marca.

chór atakujących

Przypomnijmy: 16 października 2013 roku, podczas homilii wygłoszonej we Wrocławiu z okazji 90. urodzin kard. Gulbinowicza, abp Józef Michalik podjął temat pedofilii. Słowa o jej kulturowym kontekście – wszechobecnej pornografii, aborcji, braku miłości, rozwodach i promocji ideologii gender – wywołały w mediach burzę. Zostały zinterpretowane jako relatywizowanie, unik i ucieczka od odpowiedzialności za grzech w Kościele. Od razu zakwalifikowano je jako „skandaliczne”.

Tymczasem w swoim kazaniu metropolita przemyski mówił o podstawowych zasadach nauczania Kościoła dotyczących rodziny. Nie odszedł ani na jotę od treści doktrynalnych i oczywiście nie odnosił ich do żadnej konkretnej osoby. Mimo to po wygłoszeniu swojej wrocławskiej homilii arcybiskup stał się obiektem zmasowanej kampanii. Jedna z gazet zamieściła na okładce jego zdjęcie z podpisem: „Zamilcz”. W takim kontekście pojawił się pierwszy pozew kieleckiej feministki. I – mówiąc kolokwialnie – wstrzelił się w temat. Małgorzatę Marenin można więc jedynie uznać za jeden z głosów w chórze atakującym hierarchę. Może nawet nie tyle głos, co echo nagonki.

W wyborach uzupełniających do Senatu M. Marenin zdobyła 325 głosów, czyli 1,19 proc. poparcia, i zajęła ostatnie miejsce. Nie zraziło jej to i z listy Nowoczesna Lewica Nowoczesnego Samorządu wystartowała w ostatnich wyborach na prezydenta Kielc. Również zajmując ostatnie miejsce – ze śladowym poparciem. Nie ma wątpliwości, że pozwy przeciw arcybiskupowi były elementem prowadzonych przez nią kampanii. Tylko dzięki temu udało jej się zwrócić na siebie uwagę opinii publicznej. W demokratycznych wyborach na żadnym szczeblu nie udało się pani Marenin zdobyć społecznego mandatu. Istnienie w mediach zawdzięcza wyłącznie atakowaniu metropolity przemyskiego.
 

Już sprawę wygrali?

Dlaczego sądy RP pozwalają się traktować instrumentalnie w politycznych kampaniach czy ideologicznych nagonkach? Czy tego typu rozprawy powinny się w ogóle odbywać? Krzysztof Wąsowski, znany adwokat i adiunkt na UW, uważa, że sędziowie nie mają specjalnego wyboru. – Jeśli chodzi o proces cywilny, to pozew można odrzucić jedynie wtedy, gdy nie spełnia wymogów formalnych. Ze względów merytorycznych można go co najwyżej oddalić, ale dopiero po rozpoznaniu sprawy. Natomiast nie jest konieczne, by na takiej rozprawie musiał stawiać się pozwany – wyjaśnia adwokat.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama