Istnieje w Rzymie pradawna tradycja, zgodnie z którą pobożni chrześcijanie w każdy dzień Wielkiego Postu odwiedzają inny kościół Wiecznego Miasta. George Weigel, amerykański teolog i biograf Jana Pawła II podążył tym pielgrzymkowym szlakiem. Jak później wyznał, był to najlepszy Wielki Post w jego życiu. Owocem tego czasu są jego komentarze do czytań biblijnych i brewiarzowej liturgii godzin. George Weigel wydał je w książce pt. „Rzymskie pielgrzymowanie”, która właśnie ukazała się po polsku nakładem wydawnictwa M.
Użytkownik Gosc.pl każdego dnia tegorocznego Wielkiego Postu znajdzie tu kolejny fragment tej książki.

Wielka Środa - stacja u Matki Boskiej Większej

Męczeństwo Maryi polegało na tym, że musiała powtórzyć jeszcze raz: „Niech mi się stanie”. Jej przykład – świadectwo i trwały wzorzec bycia uczniem Chrystusa – zachęca i skłania wielkopostnych pielgrzymów, by czynili podobnie.

Pięć tygodni temu, kiedy Bazylika Matki Boskiej Większej pojawiła się po raz pierwszy na naszym wielkopostnym szlaku poszczególnych kościołów stacyjnych, czytania przypadające na tamten dzień zachęcały nas do refleksji nad Matką Jezusa jako wzorcem bycia uczniem. Maryja jako kobieta wiary wypowiadająca swoje fiat – „niech Mi się stanie według twego słowa” (Łk 1, 38) − ustaliła wzorzec postępowania dla wszystkich późniejszych uczniów i uczennic jej Syna. Zdecydowane fiat Maryi było prologiem Wcielenia, misji Jezusa i Kościoła; zgoda Maryi, by urodzić Syna Bożego, skierowała ludzkość ku dwom wielkim tajemnicom historii zbawienia: tajemnicy Wcielenia oraz tajemnicy Trójcy Świętej.

Wielka Środa - stacja u Matki Boskiej Większej   Bazylika Matki Boskiej Większej Stephen Weigel Dzisiaj, w ostatni pełny dzień Wielkiego Postu, nasza pielgrzymka stacyjna powraca do świątyni, którą rzymianie nazywają także ,,Basilica Liberiana”, czyli bazyliką (papieża) Liberiusza. W Wigilię Triduum Paschalnego siły ciemności zamykają ciasnym kręgiem Światłość świata, a Baranek Boży przygotowuje się do świętowania swej ostatniej Paschy, zanim wkroczy w tajemnicę nowej i definitywnej Paschy własnej śmierci. W ten dzień, gdy wydłużają się cienie i narastają złe przeczucia, uwaga wielkopostnych pielgrzymów kieruje się w sposób naturalny ku „drugiemu fiat” Maryi: niewypowiedzianemu, milczącemu fiat u stóp Krzyża, tam gdzie Redemptoris Mater (Matka Odkupiciela, jak zatytułował w 1987 roku swą encyklikę o Matce Bożej św. Jan Paweł II) przyjmuje martwe ciało Syna i podporządkowuje po raz kolejny swą wolę nieprzeniknionej woli Boga.

W ostatnich stuleciach, kiedy inne wspólnoty chrześcijańskie zaczęły bardziej doceniać szczególną rolę Maryi w historii zbawienia, także Kościół katolicki rozwinął w znaczący sposób swoje nauczanie maryjne zarówno w wymiarze chrystologicznym, jak i eklezjologicznym, co zaowocowało pogłębieniem naszego rozumienia tajemnicy Chrystusa oraz tajemnicy Kościoła. W 1854 roku papież Pius IX, po konsultacji z biskupami z całego świata, ogłosił uroczyście, że Matka Boża, by stać się Theotokos – Bogarodzicą, została zachowana od grzechu pierworodnego. To właśnie jest prawda o Niepokalanym Poczęciu, którą świętujemy 8 grudnia, w święto patronalne Stanów Zjednoczonych. W 1950 roku papież Pius XII, także konsultując się wcześniej z biskupami całego świata, ogłosił uroczyście, iż Maryja została wzięta do nieba z duszą i ciałem. Wniebowzięcie Maryi jest – jak mówi o tym Katechizm Kościoła Katolickiego – „szczególnym uczestniczeniem w Zmartwychwstaniu Jej Syna i uprzedzeniem zmartwychwstania innych chrześcijan”. Tym samym Maryja jest zarówno początkiem Kościoła, jak i obrazem Kościoła w chwale „jako znak pewnej nadziei i pociechy”, jak napisali ojcowie Drugiego Soboru Watykańskiego w Konstytucji dogmatycznej o Kościele.

Kościół od dwóch tysięcy lat czci Maryję pod wieloma tytułami, z których najpiękniejsze zebrano w litanii loretańskiej: „Zwierciadło sprawiedliwości”, „Stolica mądrości”, „Róża duchowna”, „Brama niebieska”, „Ucieczka grzeszników”, „Pocieszycielka strapionych” i wiele innych. I chociaż wielu chrześcijan zna te rozliczne tytuły Matki Bożej, niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że Maryję można także postrzegać jako męczennicę. Dzisiejsza stacja, którą nawiedzamy dwa dni przed wskazaniem na jej męczeństwo w opisie Męki w Ewangelii św. Jana, to właściwy moment do refleksji nad tym często niedostrzegalnym aspektem życia i świadectwa Maryi.

Wyobrażenie Maryi jako męczennicy, która jednak – podobnie jak umiłowany uczeń stojący razem z nią u stóp Krzyża – nie umiera śmiercią męczeńską, ma bardzo czcigodny rodowód. Przywołał to wyobrażenie w jedenastym stuleciu św. Bernard z Clairvaux w swoim kazaniu, które Kościół czyta każdego roku 15 września we wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Bolesnej. W kazaniu tym św. Bernard snuje refleksję nad słowem „miecz” (Łk 2, 35), który zgodnie z proroctwem Symeona miał przeszyć duszę Maryi, i utożsamia go z włócznią żołnierza, która przebiła bok martwego Syna Maryi, tak że wypłynęły z niego krew i woda, będące znakami Chrztu i Eucharystii:

O Święta Matko! Miecz naprawdę przeniknął Twoją duszę. Bo zresztą jedynie przenikając duszę Matki, mógł dosięgnąć ciała Syna. Kiedy więc Twój Jezus – wszystkich oczywiście, ale szczególnie Twój – oddał ducha, sroga włócznia nie dotknęła Jego duszy. Umarłemu, któremu nie mogła już zaszkodzić niemiłosierna włócznia, otworzyła bok, Tobie zaś przeszyła serce. Jego duszy tam już nie było, ale Twoja nie mogła się stamtąd oderwać. Straszny ból przeszył Twoją duszę, toteż zupełnie słusznie nazywamy Cię więcej niż Męczennicą, ponieważ ból współcierpienia przewyższa udrękę ciała.

Ktoś jednak może powiedzieć: „Czyż nie ufała, że wkrótce zmartwychwstanie?”. Zapewne. „I pomimo to cierpiała, widząc Ukrzyżowanego?” Bardzo. A zresztą kimże jesteś, jakże rozumujesz, skoro trudniej ci przyjąć współcierpienie Maryi niż cierpienie Syna Maryi? On mógł umrzeć w ciele, Ona zaś nie mogła współcierpieć w duchu? W Chrystusie sprawiła to miłość, ponad którą większej nie miał nikt. W Maryi – miłość, z którą żadna inna, poza Chrystusową, nie może się równać[1].

A zatem męczeństwo Maryi jest męczeństwem miłości zrodzonej z niezachwianej wierności zrządzeniom Opatrzności.

D ziewięć wieków później Hans Urs von Balthasar, w niewielkiej książeczce poświęconej różańcowi pod tytułem Różaniec. Zbawienie świata w modlitwie maryjnej, rozwija tę myśl, pisząc, jak zasadnicza forma bycia uczniem, którą ucieleśnia Maryja, czyli jej fiat, kształtowała jej uczestnictwo w Męce i Śmierci jej Syna. Cierpienie Maryi podczas Via Crucis, drogi na Kalwarię, jest większe niż cierpienie kogokolwiek innego, twierdzi Balthasar, ponieważ jest to cierpienie mające za podstawę jej „niech mi się stanie”. Maryja nie mogła uczynić niczego dla Jezusa i dlatego, pisze Balthasar, „cierpi ona z tego powodu, że nie może ulżyć Synowi”. Cierpienie Maryi jest prawdziwym męczeństwem, ponieważ „musi Mu [...] pozostawić to brzemię, które, jak się domyśla, przekracza wszelkie doczesne ciężary”. Zachowując wierność ekonomii zbawienia zaplanowanej przez Trójjedynego Boga, Maryja „musi się zgodzić na to wszystko; może Mu jedynie ofiarować swą zgodę [podkreślenie G.W.] na bieg wypadków, która Jezusowi nie może ulżyć”.

Jednak właśnie w tej zgodzie zawiera się istota męczeństwa Maryi i jej świętości, a także istota Maryi jako Matki Kościoła:

Maryja nie rozpacza z tego powodu, nie myśli bowiem o tym, co ona sama może czy nie może, lecz jej myśli są z Synem. Nie buntuje się też – ani przeciwko Bogu, który do tego dopuszcza, ani przeciwko ludzkości, która torturuje jej Syna; godzi się pokornie na wszystko w kontekście swego przyzwolenia, które w obecnej chwili jest pozbawione jakiejkolwiek aktywnej mocy, lecz jest jedynie – eucharystycznym – rozpływaniem się[2].

To milczące fiat u stóp Krzyża jest symbolem przyjęcia Eucharystii, Ciała i Krwi Chrystusa, ofiarowanych na Krzyżu dla zbawienia świata.

Fragment Listu do Hebrajczyków z dzisiejszej Liturgii Godzin przedstawia nam zapierającą dech w piersiach i dodającą otuchy wizję tego Królestwa, w którym Maryja, pierwsi uczniowie i pierwsi mający udział w chwale członkowie Kościoła żyją w blasku i miłości Trójcy: „Wy natomiast przystąpiliście do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zebranie, do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach, do Boga, który sądzi wszystkich, do duchów sprawiedliwych, które już doszły do celu, do Pośrednika Nowego Testamentu − Jezusa, do pokropienia krwią, która przemawia mocniej niż [krew] Abla”. To wieczne życie w Nowym Jeruzalem, którego fundamentami są apostołowie Baranka, stało się możliwe, ponieważ – jak widzieliśmy to ponownie w dzisiejszej Ewangelii – Jezus do końca pozostanie panem sytuacji, gdy nadejdzie „godzina”, dla której Syn przyszedł na ten świat: Wykorzystuje właściwy moment („Czas mój jest bliski”) i obraca ludzką zdradę na swą Bożą korzyść: „Ja miłuję Ojca, i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał” (J 14, 31).

List do Hebrajczyków przypomina nam dzisiaj, że miłość Boga Ojca do Syna i do świata „jest ogniem pochłaniającym”. W ciągu następnych czterdziestu ośmiu godzin za sprawą ofiary Syna w mocy Ducha Świętego ogień ten pochłonie grzech świata, tak iż nie będzie już więcej śmierci. Męczeństwo Maryi polegało na tym, że musiała powtórzyć jeszcze raz: „Niech mi się stanie”. Jej przykład – świadectwo i trwały wzorzec bycia uczniem Chrystusa – zachęca i skłania wielkopostnych pielgrzymów, by czynili podobnie.

[1]     Za: Internetowa Liturgia Godzin, http://premium.brewiarz.pl/ix_12/1509p/godzczyt.php3#czyt2.
[2]     H.U. von Balthasar, Różaniec..., s. 52–53.

« 1 »
Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Reklama

Najnowszy numer

Nowy numer 44/2020

1 listopada 2020

Gniew

Każdy ma prawo przeżywać gniew – to ludzkie i częste. Ten jednak, który charakteryzujemy jako jeden z grzechów głównych, nie odnosi się jedynie do uczucia, ale raczej do tego, co z tym uczuciem zrobimy.

Więcej w Artykuł