Nowy numer 44/2020 Archiwum

Polska według NIK

Raporty Najwyższej Izby Kontroli pokazują poważne zaniedbania w różnych dziedzinach funkcjonowania polskiego państwa.

W sytuacji gdy fatalnie pracują organy śledcze, a rząd zachowuje się tak, jakby nie poczuwał się do odpowiedzialności za stan kraju, NIK stała się jedną z nielicznych instytucji, które działają na rzecz sprawnego funkcjonowania państwa. Raporty Izby obnażają jednak poważne nieprawidłowości w wielu obszarach. Zaniedbania w zasadniczym stopniu obciążają rząd, dlatego może się rodzić podejrzenie, że kontrole NIK mają podłoże polityczne. Jednak ta teza jest trudna do utrzymania, gdyż od lipca 2013 roku na czele Izby stoi Krzysztof Kwiatkowski, polityk wywodzący się z PO, były minister sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska. Dlatego raportom NIK nie można odmówić wiarygodności.

Bez środków na emerytury

Reforma emerytalna jest wymieniana przez PO na pierwszym miejscu wśród sukcesów rządów D. Tuska. Konieczność jej przeprowadzenia wynikała ze słusznej diagnozy, że system emerytalny jest niewydolny. Na skutek zapaści demograficznej liczba Polaków pracujących zawodowo gwałtownie spada, a osób w wieku poprodukcyjnym rośnie. W efekcie wpływy do ZUS maleją i bez reformy nie wystarczy środków na emerytury. Rząd Tuska wprowadził więc w 2013 r. zmiany, które polegają na wydłużeniu wieku emerytalnego do 67 lat, co ma zapewnić wyższe wpływy do ZUS. W sierpniu ubiegłego roku NIK opublikowała raport, w którym stwierdziła, że reforma emerytalna nie rozwiąże problemu – deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych będzie rósł i bez wsparcia budżetowego zabraknie środków na wypłaty świadczeń. Nie pomoże także przesunięcie do FUS środków z OFE. Z wyliczeń kontrolerów NIK wynika, że autorzy reformy nie uwzględnili coraz niższego wskaźnika urodzeń, emigracji, a także wchodzenia w wiek emerytalny roczników z wyżu demograficznego po 1945 r. oraz tego, że Polacy żyją coraz dłużej.

Kolejki coraz dłuższe

Innym przykładem fatalnego stanu państwa jest brak zmian w służbie zdrowia, a przede wszystkim wydłużające się kolejki do lekarzy. Problem ten dotyka praktycznie każdego Polaka. NIK przeprowadziła kontrolę działalności Narodowego Funduszu Zdrowia w 2013 roku. Od grudnia 2012 roku do grudnia 2013 średni rzeczywisty czas oczekiwania na świadczenia zdrowotne wydłużył się od kilku do kilkunastu dni. Na przykład w poradniach kardiologicznych o 10 dni (z 69 do 79), a w pracowniach tomografii komputerowej nawet o 18. Średni czas oczekiwania na leczenie szpitalne, np. na oddziałach chirurgii urazowo-ortopedycznej, wydłużył się o 18 dni (z 77 do 95). W grudniu 2013 roku na zabiegi rehabilitacyjne czekało prawie milion osób. Czas oczekiwania na oddziałach rehabilitacji wydłużył się aż o 20 dni – z 235 do 255! Autorzy raportu zwracają uwagę, że podobnie jak w latach poprzednich utrzymywały się znaczne dysproporcje w dostępie do świadczeń zdrowotnych pomiędzy poszczególnymi oddziałami wojewódzkimi NFZ. Na przykład w województwie dolnośląskim nie oferowano pacjentom m.in. badań echokardiograficznych dziecka przed urodzeniem czy świadczeń w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej. Jednym z poważnych problemów, który powoduje ograniczenia w dostępie do świadczeń zdrowotnych, jest brak lekarzy określonych specjalności.

Łupki bez prawa

Odkryte w Polsce złoża gazu łupkowego miały m.in. uniezależnić nas od dostaw energii z Rosji, a także poprawić stan finansów państwa. NIK badała działania administracji publicznej w związku z poszukiwaniem i rozpoznawaniem złóż gazu łupkowego. Kontrolerzy wykryli szereg nieprawidłowości, które miały negatywny wpływ na ten proces. Prace związane z tworzeniem prawa dotyczącego gazu łupkowego rząd rozpoczął ze znacznym opóźnieniem i do dziś ich nie zakończył. Nie powołał nawet pełnomocnika, do którego zadań miało należeć m.in. koordynowanie działań związanych z poszukiwaniem, rozpoznawaniem i wydobywaniem gazu z łupków. Ministerstwo Środowiska nie potrafiło właściwie zorganizować prac resortu. Sprawami dotyczącymi koncesjonowania poszukiwań złóż gazu z łupków zajmowały się w latach 2007–2012 jedynie trzy osoby. Postępowania administracyjne w sprawie koncesji były prowadzone przez ministra środowiska nierzetelnie i przewlekle. Decyzje wydawano ze znacznym przekroczeniem terminów, dopuszczano do nierównego traktowania wnioskodawców. Niewielka liczba odwiertów poszukiwawczych oraz braki w wynikach badań pobranych próbek nie pozwalają na zlokalizowanie i wiarygodne oszacowanie wielkości zasobów. Aby tego dokonać, trzeba wykonać ok. 200 odwiertów, co przy zachowaniu dotychczasowego tempa wierceń zajmie ok. 12 lat.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama