Nowy numer 48/2020 Archiwum

Zobaczyłam słowo "poślubić"

Iza, mam 58 lat. Od trzech lat nawrócona, po bez mała czterdziestoletnim związku niesakramentalnym.

Wychowałam się w rodzinie, gdzie Boga nie było – nie znałam Go, dziękuję rodzicom, że mnie ochrzcili (pierwsza Komunia św. 28 lat, a bierzmowanie lat 54).

Obok mojego miejsca zamieszkania mieści się klasztor sióstr i tam, biegając jako dziecko, dowiedziałam się o Bogu. W momencie separacji a potem rozwodu moich rodziców pojawiły się prośby do Pana Boga, aby rodzice się nie rozeszli. A jednak tak się nie stało i we mnie, dziecku, narastała pewność, że Pana Boga nie ma. Ojciec się mną w ogóle nie interesował. I tak sobie żyłam, próbując sama z tym życiem coś zrobić. Dziś wiem, że bez Boga, jako osoba poraniona, odrzucona, nie miałam szans na stworzenie „dobrej rodziny”.

Mając 18 lat spotkałam swoją miłość (która trwa do dziś), z którą próbowałam stworzyć rodzinę „nowoczesną”, bo bez ślubu. Urodził się mój ukochany syn, pojawił się alkoholizm partnera, non stop choroby dziecka. Przy tym moja ogromna samotność, bo jak problemy, to pozostaje się z tym samemu. Dołączyły do tego też stany depresyjne, niska samoocena i tzw. pochylnia w dół. Apogeum nastąpiło, kiedy dorastający syn sięgnął po narkotyki – plus alkoholizm ojca – czułam, że za moment zwariuję. I wtedy stał się pierwszy cud, Bóg postawił na mojej drodze osobę, która holowała mnie, ucząc modlitwy na różańcu. I wtedy zawierzyłam swojego syna Matce Boskiej Częstochowskiej. I po trzech latach walki z nałogiem syn został uzdrowiony (dziś jest wspaniałym człowiekiem). Ja dalej bez Boga trwałam w tym chorym związku. Ten stan nazywa się współuzależnieniem. Nie potrafiłam z tym nic zrobić, choć próby były, ale kończyły się fiaskiem. Czułam się jak dziecko we mgle, nic nie wychodziło, totalna beznadzieja.

Trwało to latami. Przyszła pierwsza moja choroba – i co, jak trwoga to do Boga. Chwyciłam za różaniec, modlitwy, i po trzech miesiącach leczenia depresji podźwignęłam się, nawet pojechałam do Lichenia podziękować Matce Bożej. I po tym znowu „posucha” wiary. Czasem zajrzałam do kościoła, ale gdzieś z tyłu głowy miałam coraz większe pragnienie uwierzenia, że Bóg istnieje. I tak po trzech latach przyszła następna choroba – to była błogosławiona choroba – cierpiałam przez siedem miesięcy i tu już była walka dobra ze złem. Z jednej strony chwyciłam za różaniec i modlitwy – to już było takie prawdziwe, choroba rzuciła mnie na kolana. A z drugiej strony medycyna nasza zostawiła mnie z tym problem, a ja cierpiąc, szukałam pomocy w homeopatii, bioenergoterapii, akupunkturze itp. Oczywiście że to nie pomogło, otworzyło mnie na zło. Dziękuję za różaniec, bo każdego dnia Matka Boża zanosi mnie do Jezusa, dziś wiem, jak wielkie jest to narzędzie przeciwko złu – moc egzorcyzmu (np. cała tajemnica bolesna, nowenna pompejańska, post). Dziś nie wyobrażam sobie dnia bez modlitwy na różańcu. Cierpiąca, pokorna, bezsilna – pamiętam jak siedziałam nad Wisłą i do siostrzenicy wypowiedziałam te słowa: „Jak ja zazdroszczę ludziom takiej prawdziwej, żywej wiary” – prosisz i otrzymujesz – dzięki ci Jezu.

Zaczęłam mieć potrzebę bycia codziennie w kościele, na Mszy Św. i przez długi okres płakałam, wtedy już nie żyłam w grzechu, więc mogłam przystępować do spowiedzi i Eucharystii. Trafiłam do kościoła pw. św. Faustyny, bo to ona tam mnie zaprosiła, ponieważ ja urodziłam się w tym samym dniu i miesiącu co ona. W tym kościele wisi obraz „Jezu ufam Tobie” i na którejś Mszy św. widzę, że Jezus poruszył prawą nogą, a w sercu usłyszałam głos „uwierz, Ja jestem”. Do dziś widzę Jego prawe oko bardzo wyraźne, jak żywe i wiem, że każdy z nas jest źrenicą Jego oka – Opatrzność Boża. Wpływ miała też książka pt. „Dowód” E. Aleksander oraz spotkanie osoby opętanej – to się dzieje naprawdę!

I to były przełomowe momenty w moim życiu. Tu zaczęło się moje nawrócenie. Spotkałam księdza egzorcystę, który rozeznał sprawę klątw pokoleniowych. Odbyło się 30 Mszy św. (gregorianki) za dusze z rodzin, potem przebłagalno-dziękczynna i Msze św. o przerwanie grzechu w rodzinie i ich nawrócenie. Zdałam sobie sprawę, jak ważne jest przebaczenie innym, również samej sobie, prawda – ta daje wolność i w niej zapraszam Boga do swojego życia a ona otwiera na łaskę Bożą. Uczestniczę też we Mszach z adoracją i modlitwą uwielbienia „Wieczór dla Jezusa”, na jednej z nich w Świątyni Opatrzności Bożej w Wilanowie zostałam uzdrowiona z depresji, smutku, niskiej samooceny, myśli samobójczych, mam nie oceniać i Pan Jezus powiedział, że nie pozwoli mnie więcej skrzywdzić – i w tym momencie poczułam się jak w niebie i że mam Ojca w niebie, któremu na mnie zależy, który o mnie walczy, który mnie kocha i obsypuje łaskami. Każdego dnia dziękuję za te, które otrzymałam i za te, które otrzymam.

Następnym cudem był fakt, jaki miał miejsce w internecie na stronie BBC weather. Wchodziłam na tę stronę co jakiś czas sprawdzając pogodę, aż pewnego dnia na słowie niedziela czyli „nd” było słowo „słońce” a na środzie „śr” było słowo „poślubić”. Załączam zdjęcie, ponieważ moje zdziwienie trwa do dziś. Wcześniej rozstałam się z moim partnerem, wyjechał do Anglii. Nie mając pojęcia, o co chodzi, poszłam do spowiedzi w Opatrzności Bożej i tam ksiądz rozeznał, że Pan Bóg pragnie abyśmy się pobrali, dostałam wytyczne, że mam się oświadczyć i o resztę się nie martwić. W głowie miałam jedno pytanie – przecież on jest alkoholikiem. Panie Jezu, powiedziałeś, że nie pozwolisz mnie skrzywdzić – i to był moment w którym bezgranicznie zaufałam Jezusowi, Pan uzdrowił go z choroby alkoholowej.

I tak też się stało, 12 stycznia 2014 r. w dzień Chrztu Pańskiego w godzinie Miłosierdzia Bożego (15.00) wzięliśmy ślub kościelny. Dziękuję Jezusowi za moje nowe życie, za ludzi, jakich stawia mi na drodze, że z każdej złej rzeczy wyciągnie dobro, za małe cuda dnia codziennego. Uzdrowienie moje jest procesem, czasami jeszcze cierpię (wtedy proszę o modlitwę wstawienniczą, o namaszczenie olejami dla chorych) ale ufam, że Jezus z wolą Bożą mnie całkowicie uzdrowi. Poczułam też ogromną moc adoracji i modlitwy uwielbienia – zły nienawidzi tej modlitwy i odchodzi (we śnie przez całą noc walczyłam i zabijałam demony). Istotna jest też w modlitwie prośba o przecięcie negatywnych więzów dusz. Dziś wiem, jaką moc ma słowo – błogosławi albo przeklina (błogosławmy się nawzajem). Chwała Panu za Jego bezgraniczną miłość, miłosierdzie, cierpliwość, obietnice, wierność, nieskończone łaski. Pan Bóg jest wszechmogący, wszystko może, nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych. Dzięki Jego łasce i modlitwie moje życie nabrało sensu.

Bądź uwielbiony Panie w Trójcy Jedyny, Boże Ojcze i Matko moja.

Wasza córka – Izabela

Po roku zgrałam moje zdjęcia z telefonu na komputer i jakie było moje zdziwienie, gdy na zdjęciu (zdj. oryginalnym, najeżdżając kursorem) była data urodzin mego już teraz męża.

Zobaczyłam słowo "poślubić"  

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama