Nowy numer 44/2020 Archiwum

"Chłopcy czekają tam na nas"

Takie bliźnięta syjamskie rzadko rodzą się żywe. Te urodziły się - a rodzice zdążyli się pożegnać.

4 grudnia w szpitalu w Altlancie (USA) przyszli na świat bracia syjamscy – Eli i Asa Hamby. Z góry było wiadomo, że nie ma możliwości rozdzielenia bliźniąt – miały wspólny tułów i wspólne serce. Najczęściej w podobnych wypadkach dzieci umierają przed urodzeniem, Eli i Asa jednak urodzili się żywi. Jak powiedział ich ojciec, Michael Hamby, dzieci z początku nawet czuły się całkiem dobrze, dopiero nad ranem wystąpiły problemy z sercem.

Gdy ze szpitala położniczego przywieziono ich matkę (była po cesarskim cięciu), oboje rodzice stale towarzyszyli bliźniakom. Potem dołączyli do nich dziadkowie i inni krewni. „Śpiewaliśmy naszym chłopcom i modliliśmy się nad nimi. Mówiliśmy im, jak bardzo ich obu kochamy” – relacjonował tata. Niespełna dwa dni po urodzeniu chłopcy „odeszli, aby być z Panem”.

„Chłopcy byli piękni” – mówi dochodząca do siebie matka chłopców. Zdążyła zauważyć, że mieli zupełnie różne charaktery, dały się też zauważyć różnice temperamentów. „Obaj byli tacy podobni do męża. Po prostu dwie małe, urocze istotki” – opowiada z czułością.

Pomimo bólu po stracie dwojga dzieci, rodzice mówią, że wbrew wszystkiemu ogromnie wzrosła ich wiara. Powiedzieli: „Bóg dał nam więcej czasu, więcej niż innym rodzicom, ponieważ wiele bliźniąt syjamskich rodzi się martwo… A my mieliśmy niemal dwa dni! Wiemy, że nasi chłopcy są w niebie i czekają tam na nas”.

Tłumaczenie cytatów: hli.org.pl

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama