Nowy numer 48/2020 Archiwum

Za dziennikarką jesteś ty

O stawianiu głupich pytań, miłości i chodzeniu drobnymi kroczkami z Jeanem Vanierem rozmawia Barbara Gruszka-Zych.

Barbara Gruszka-Zych: Co trzeba zabrać ze sobą na Arkę?

Jean Vanier: Serce otwarte na wszystkie niespodzianki, ponieważ Arka jest miejscem niespodzianek i wielkiej wolności. Uczymy się jej od niepełnosprawnych umysłowo, którym towarzyszymy. Można powiedzieć, że osobom upośledzonym nikt nie może zabronić być głupimi. Po swojemu pokazują światu prostotę i szczerość serca, a co za tym idzie – swoją naiwność, ale też i to, jacy naprawdę są. Nikomu nie udaje się ich wcisnąć w ramy naszego skostniałego świata. My, tworzący resztę społeczeństwa, staramy się przestrzegać narzuconych norm, udawać kogoś, kim w głębi duszy nie jesteśmy. Niepełnosprawni nie muszą nikogo udawać. Mają tę wolność, że mogą być sobą. Uczą zajmujących się nimi asystentów, jak być wolnymi i jak być sobą. Bo najważniejsze to nie dać się zniewolić przez swoje lęki.

A jest ich wiele. Na przykład ja boję się śmierci.

To musisz nad tym jeszcze popracować. Jednak nie chodzi o to, czy jej się boisz, czy nie. Istotne, żeby ten strach nie zapanował nad tobą, nie dyktował ci twoich zachowań, nie utrudniał ci życia. Bo najważniejsze jest właśnie świętowanie życia.

Jaką największą niespodziankę dostał Pan, świętując życie w Arce?

Każdego dnia jestem zaskakiwany nowymi. Niepełnosprawni są nieprzewidywalni i mogą znienacka rzucić ci się w ramiona, okazując miłość. Nie mogę wyjść z podziwu nad ich spontanicznością. Byłbym zaskoczony, gdybyś ty nagle wstała, poszła do kuchni i stłukła tam parę naczyń. Ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby na ten pomysł wpadł ktoś z naszych podopiecznych. Oni są wolni, a kiedy ktoś jest wolny, można zobaczyć, jak potrafi zaskoczyć. Niekoniecznie tłuczeniem naczyń, ale pokazaniem, jaki jest autentyczny w swojej spontaniczności. Bóg też jest nieprzewidywalny, zaskakujący. To miłość pełna niespodzianek. Zaskakujący jest każdy drugi człowiek, którego zachowań nigdy nie da się do końca przewidzieć. Nigdy nie jest taki, jak się sobie staramy wyobrazić. Wolność człowieka wyraża się też w tym, w jaki sposób i czym nas zaskakuje i zadziwia.

Nieraz boimy się pokazać innym, jacy naprawdę jesteśmy.

Dlatego spotykając drugiego, trzeba zawsze patrzeć dalej. Za upośledzonym psychicznie kryje się on sam, za dziennikarką „Gościa Niedzielnego” jesteś ty. Redaktor naczelny waszego tygodnika ma na głowie całe pismo. Wielu rzuca się w oczy wyłącznie to, w jaki sposób pełni swoją rolę. Może bywa zbyt poważny, surowy, wymagający, ale to jest tylko to, co widać na zewnątrz. A jaki jest jako osoba? Za każdą funkcją pełnioną społecznie czy zawodowo kryje się osoba z całym swoim światem. A najgłębsza prawda o osobie, którą wszyscy możemy u siebie odkryć, to zdolność do bycia kochającym, pokornym i niemającym ambicji, żeby wszędzie i zawsze być najlepszym. Każda osoba, odkrywając swoją prawdę, zaskakuje innych i siebie. Jako dziennikarka jesteś zaskakująca, ale staram się zobaczyć, jaka osoba kryje się za dziennikarką. Pomagamy sobie wzajemnie być sobą, ale jednocześnie żyjemy w społeczeństwie i musimy starać się dobrze wypełniać swoje funkcje. Jako dziennikarka musisz pisać dobre artykuły, żeby podobały się szefowi i czytelnikom, bo inaczej nie zarobisz pieniędzy.

Jako dziennikarka muszę też dobrze wypadać podczas każdego wywiadu. Nie przyznawać się do swojej słabości.

A może te twoje pytania skierowane do rozmówcy, które wydają ci się najgłupsze, są właśnie najlepsze? Może największej prawdy o drugim i sobie dowiesz się, kiedy się pomylisz, kiedy ci coś nie wyjdzie? Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze to być człowiekiem zdolnym do miłości.

Miłość oddala strach, ale wszyscy się jej boimy.

Żeby się jej nie bać, trzeba się w nią rzucić jak w wodę i zacząć pływać. Okazywanie miłości bywa czasem czymś bardzo prostym. Wystarczy uśmiechnąć się do przechodnia mijającego nas na ulicy, podać mu rękę, porozmawiać, spojrzeć na drugiego z akceptacją w oczach. To są zwyczajne oznaki miłości, które sprawiają ogromną radość. No bo czy warto się bać odwiedzenia kogoś, kto jest samotny? Czy to jest takie straszne? Niektórzy czują strach przed wejściem w relację z kimś na stałe, przed zawarciem małżeństwa. Jeśli to ich tak paraliżuje, lepiej niech się do tego nie zmuszają. Wtedy powinni spróbować odkryć, dlaczego się tego tak boją. Czy to wynika z relacji z ojcem, który był gwałtowny, pił alkohol? Może lepiej będzie, kiedy spróbują znaleźć swoją miłość, wchodząc w inny rodzaj relacji, np. wstępując do wspólnoty modlitewnej.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:

Barbara Gruszka-Zych

od ponad 30 lat dziennikarka „Gościa Niedzielnego”, poetka. Wydała ponad dwadzieścia tomików wierszy. Ostatnio „Nie chciałam ci tego mówić” (2019). Jej zbiorek „Szara jak wróbel” (2012), wybitny krytyk Tomasz Burek umieścił wśród dziesięciu najważniejszych książek, które ukazały się w Polsce po 1989. Opublikowała też zbiory reportaży „Mało obstawiony święty. Cztery reportaże z Bratem Albertem w tle”, „Zapisz jako…”, oraz książki wspomnieniowe: „Mój poeta” o Czesławie Miłoszu, „Takie piękne życie. Portret Wojciecha Kilara” a także wywiad-rzekę „Życie rodzinne Zanussich. Rozmowy z Elżbietą i Krzysztofem”. Laureatka wielu prestiżowych nagród za wywiady i reportaże, m.innymi nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w dziedzinie kultury im. M. Łukasiewicza (2012) za rozmowę z Wojciechem Kilarem.

Kontakt:
barbara.gruszka@gosc.pl
Więcej artykułów Barbary Gruszki-Zych

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także