Nowy numer 42/2019 Archiwum

Za dziennikarką jesteś ty

O stawianiu głupich pytań, miłości i chodzeniu drobnymi kroczkami z Jeanem Vanierem rozmawia Barbara Gruszka-Zych.

Barbara Gruszka-Zych: Co trzeba zabrać ze sobą na Arkę?

Jean Vanier: Serce otwarte na wszystkie niespodzianki, ponieważ Arka jest miejscem niespodzianek i wielkiej wolności. Uczymy się jej od niepełnosprawnych umysłowo, którym towarzyszymy. Można powiedzieć, że osobom upośledzonym nikt nie może zabronić być głupimi. Po swojemu pokazują światu prostotę i szczerość serca, a co za tym idzie – swoją naiwność, ale też i to, jacy naprawdę są. Nikomu nie udaje się ich wcisnąć w ramy naszego skostniałego świata. My, tworzący resztę społeczeństwa, staramy się przestrzegać narzuconych norm, udawać kogoś, kim w głębi duszy nie jesteśmy. Niepełnosprawni nie muszą nikogo udawać. Mają tę wolność, że mogą być sobą. Uczą zajmujących się nimi asystentów, jak być wolnymi i jak być sobą. Bo najważniejsze to nie dać się zniewolić przez swoje lęki.

A jest ich wiele. Na przykład ja boję się śmierci.

To musisz nad tym jeszcze popracować. Jednak nie chodzi o to, czy jej się boisz, czy nie. Istotne, żeby ten strach nie zapanował nad tobą, nie dyktował ci twoich zachowań, nie utrudniał ci życia. Bo najważniejsze jest właśnie świętowanie życia.

Jaką największą niespodziankę dostał Pan, świętując życie w Arce?

Każdego dnia jestem zaskakiwany nowymi. Niepełnosprawni są nieprzewidywalni i mogą znienacka rzucić ci się w ramiona, okazując miłość. Nie mogę wyjść z podziwu nad ich spontanicznością. Byłbym zaskoczony, gdybyś ty nagle wstała, poszła do kuchni i stłukła tam parę naczyń. Ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby na ten pomysł wpadł ktoś z naszych podopiecznych. Oni są wolni, a kiedy ktoś jest wolny, można zobaczyć, jak potrafi zaskoczyć. Niekoniecznie tłuczeniem naczyń, ale pokazaniem, jaki jest autentyczny w swojej spontaniczności. Bóg też jest nieprzewidywalny, zaskakujący. To miłość pełna niespodzianek. Zaskakujący jest każdy drugi człowiek, którego zachowań nigdy nie da się do końca przewidzieć. Nigdy nie jest taki, jak się sobie staramy wyobrazić. Wolność człowieka wyraża się też w tym, w jaki sposób i czym nas zaskakuje i zadziwia.

Nieraz boimy się pokazać innym, jacy naprawdę jesteśmy.

Dlatego spotykając drugiego, trzeba zawsze patrzeć dalej. Za upośledzonym psychicznie kryje się on sam, za dziennikarką „Gościa Niedzielnego” jesteś ty. Redaktor naczelny waszego tygodnika ma na głowie całe pismo. Wielu rzuca się w oczy wyłącznie to, w jaki sposób pełni swoją rolę. Może bywa zbyt poważny, surowy, wymagający, ale to jest tylko to, co widać na zewnątrz. A jaki jest jako osoba? Za każdą funkcją pełnioną społecznie czy zawodowo kryje się osoba z całym swoim światem. A najgłębsza prawda o osobie, którą wszyscy możemy u siebie odkryć, to zdolność do bycia kochającym, pokornym i niemającym ambicji, żeby wszędzie i zawsze być najlepszym. Każda osoba, odkrywając swoją prawdę, zaskakuje innych i siebie. Jako dziennikarka jesteś zaskakująca, ale staram się zobaczyć, jaka osoba kryje się za dziennikarką. Pomagamy sobie wzajemnie być sobą, ale jednocześnie żyjemy w społeczeństwie i musimy starać się dobrze wypełniać swoje funkcje. Jako dziennikarka musisz pisać dobre artykuły, żeby podobały się szefowi i czytelnikom, bo inaczej nie zarobisz pieniędzy.

Jako dziennikarka muszę też dobrze wypadać podczas każdego wywiadu. Nie przyznawać się do swojej słabości.

A może te twoje pytania skierowane do rozmówcy, które wydają ci się najgłupsze, są właśnie najlepsze? Może największej prawdy o drugim i sobie dowiesz się, kiedy się pomylisz, kiedy ci coś nie wyjdzie? Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze to być człowiekiem zdolnym do miłości.

Miłość oddala strach, ale wszyscy się jej boimy.

Żeby się jej nie bać, trzeba się w nią rzucić jak w wodę i zacząć pływać. Okazywanie miłości bywa czasem czymś bardzo prostym. Wystarczy uśmiechnąć się do przechodnia mijającego nas na ulicy, podać mu rękę, porozmawiać, spojrzeć na drugiego z akceptacją w oczach. To są zwyczajne oznaki miłości, które sprawiają ogromną radość. No bo czy warto się bać odwiedzenia kogoś, kto jest samotny? Czy to jest takie straszne? Niektórzy czują strach przed wejściem w relację z kimś na stałe, przed zawarciem małżeństwa. Jeśli to ich tak paraliżuje, lepiej niech się do tego nie zmuszają. Wtedy powinni spróbować odkryć, dlaczego się tego tak boją. Czy to wynika z relacji z ojcem, który był gwałtowny, pił alkohol? Może lepiej będzie, kiedy spróbują znaleźć swoją miłość, wchodząc w inny rodzaj relacji, np. wstępując do wspólnoty modlitewnej.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:

Barbara Gruszka-Zych

Dziennikarka działu „Kultura”.

W „Gościu Niedzielnym” od 1988 r. Reportażystka, poetka, krytyk literacki. Należy do: Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego oraz do Międzynarodowej Wspólnoty Ekumenicznej (IEF). Za cykl reportaży o tematyce społecznej otrzymała tytuł „Przyjaciel Ubogich Dzieci Miasta Katowice”, przyznany przez katowicki Dom Aniołów Stróżów. Za cykl reportaży o Polakach żyjących na Wschodzie w 2005 r. uhonorowana została nagrodą Polskie Pióro, przyznawaną przez Pomoc Polakom na Wschodzie. W 2005 r. otrzymała Nagrodę Kultury Miasta Czeladź (miasta rodzinnego). W 2009 r. – II nagrodę w konkursie Silesia Press za reportaż o pracowniku sonderkomando w Oświęcimiu. Była stypendystką wiedeńskiej fundacji „Janineum” (2002) i Fundacji Jana Pawła II w Rzymie (2003). Jest autorką kilkunastu książek poetyckich oraz dwóch zbiorów reportaży: „Mało obstawiony Święty. Cztery reportaże z Bratem Albertem w tle” i „Zapisz jako…”,  osobistego wspomnienia o Czesławie Miłoszu „Mój Poeta”, a także biografii Wojciecha Kilara „Takie piękne życie. Portret Wojciecha Kilara” i wywiadu rzeki z Krzysztofem i Elżbietą Zanussi „Życie rodzinne Zanussich. Rozmowy z Elżbietą i Krzysztofem”. Jej utwory zostały przetłumaczone na języki: rosyjski, litewski, białoruski, ukraiński, włoski, węgierski, francuski, niemiecki, angielski, arabski. Jej obszar specjalizacji to reportaże, obszerne wywiady z ludźmi kultury i sztuki (m.in. Josifem Brodskim, Czesławem Miłoszem, Wojciechem Kilarem, Adamem Zagajewskim, Ewą Lipską, Agnieszką Holland).

Kontakt:
barbara.gruszka@gosc.pl
Więcej artykułów Barbary Gruszki-Zych

 

Zobacz także

  • ksadamkaczor64
    15.11.2014 13:51
    ksadamkaczor64

    Jean Vanier:
    "Bo najważniejsze jest właśnie świętowanie życia!"
    "Trzeba przekazywać innym dobrą nowinę, że życie jest radością."

    doceń 5
  • zenek
    11.03.2015 17:09
    Najlepsza wiadomość od początku roku kalendarzowego 2015 Jean Vanier laureatem nagrody Templetona. Artykuł pani Barbary znakomicie oddaje głębię i siłę tej świętej - nie mam wątpliwości - osoby. To człowiek Boży. Pan Bóg kieruje do nas orędzie poprzez słowa i postawy wielkoludów. Wgapiajmy się w Vaniera, bo to przejrzysta podpowiedź naszego Zbawiciela
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji