Nowy numer 8/2021 Archiwum

Alarm w piekle

W domu gada za nich żona, w pracy – szef, a w kościele – ksiądz. Dlatego nie mogą sobie znaleźć miejsca, a słysząc słowo „nabożeństwo”, zaczynają ziewać. Czy bycie katolikiem pozbawia testosteronu? Czyni z twardzieli mięczaków? Czy facet w kościele musi się nudzić?

Alarm w piekle   – Nie jestem męskim szowinistą, ale przy Jezusie byli faceci, tłum uczniów, a kobiet nawet nie liczyli. Dziś są prawie same kobiety, a facetów policzysz na palcach – opowiada Andrzej Strączek zdjęcia roman koszowski /foto gość Niebo. Dwie bramy. Na pierwszej napis: „Pantoflarze”. Stoi przy niej długa kolejka mężczyzn. Przy drugiej bramie: „Dla niezależnych mężczyzn” kręci się jeden facet. „Co pan tu robi?” – pyta św. Piotr. „Sam nie wiem. Żona kazała mi tu stanąć” – bąka spłoszony delikwent. Takie kawały opowiada się o facetach. W Kościele okrzykniętym „żeńsko-katolickim”. Czy naturalnym środowiskiem mężczyzn muszą być jedynie pub i stadion (z całym szacunkiem dla tych instytucji!)? Dlaczego słowo „modlitwa” kojarzy się z sopranem śpiewającym „Ave Maria”, a nie z pełnym mocy szturmem do nieba? Mój syn na słowo „Msza” reagował alergicznie. Do czasu, gdy postanowił zostać ministrantem. Zaczął z własnej nieprzymuszonej woli biegać do kościoła. Wreszcie ma co robić! Dzwoni, zasuwa z pateną, odmawia do mikrofonu zdrowaśki. Czy facet w kościele musi być jakoś zaangażowany, by przestał ziewać? Postanowiłem zapytać o to mężczyzn działających we wspólnotach Kościoła.

Okrzyk wojenny!

– Wróciliśmy właśnie z rekolekcji dla mężczyzn – opowiada Andrzej Strączek z Czyżowic (branża budowlana, od 30 lat zajmuje się ewangelizacją, ze stowarzyszeniem Kahal organizuje kursy Alpha). – Było nas 80 chłopa. Facetów zapraszamy nie na rekolekcje, ale na „weekend dla mężczyzn”. Hasło „rekolekcje” raczej odstrasza, niż zachęca. Przyjechali razem z dorastającymi synami. Zamknęliśmy listę z powodu braku miejsc do spania, ale jeśli facet ci mówi, że zapętlił się w życiu i musi pojechać, by pogadać o tym z drugim facetem, to proponujemy spanie na podłodze. (śmiech) Oni są zdeterminowani, nie chcą grać siebie. Chcą prawdziwego życia i są gotowi za ten wybór zapłacić każdą cenę. Czym ich zajmujemy? Program jest bogaty: spływ kajakowy, kort tenisowy, hala do siatkówki, sauna, jacuzzi, wyjście w góry, ognisko.

Nie chcemy ich nawracać, uwalniamy przestrzeń do spotkania i rozmowy. Oni potrzebują tej przestrzeni, by zaistnieć. Ostatnio rozmawialiśmy o seksie, o tym, że trzy czwarte ludzi na sali ma problem z pornografią. Statystyki i spowiednicy to potwierdzają. Pod krawatem, w koloratce czy w roboczym ubraniu – nikt z nas nie jest przed tym impregnowany. A głęboko czujemy, że rozprawienie się z tym problemem jest kluczem do prawdziwego życia. Później były rozmowy przy kawie, adoracja i spowiedź: dla wielu przełomowa. Po niej modlitwa wstawiennicza, podczas której mężczyźni modlą się za siebie nawzajem o uwolnienie z nałogów, zniewoleń. Na koniec uwielbienie, a raczej okrzyk radości oddany Bogu. Jak słyszałem tych facetów śpiewających pełnym głosem: „Jezus jest Panem”, to miałem wrażenie, że kaplica drży, a w piekle jest alarm... Wstają Boży mężowie, Kościół wstaje z kolan. Jeśli w domu za faceta gada żona, w pracy szef, a w kościele ksiądz, to dla niego nie ma miejsca i ucieka: w pracę, w alkohol, hazard, pornografię czy inne zniewolenia. – Faceci nudzą się w kościele, bo nie ma dla nich miejsca. Wielu z nich tłoczy się pod chórem, wydeptuje kościelny plac, a reszta woli spędzić ten czas w galerii handlowej czy przed telewizorem. Nie jestem męskim szowinistą, ale przy Jezusie byli faceci, tłum uczniów, a kobiet nawet nie liczyli. (śmiech) Dziś są prawie same kobiety, a facetów policzysz na palcach – mówi A. Strączek.

Jak to się robi w Ameryce?

Gdy ks. Michael White i jego świecki przyjaciel Tom Corcoran trafili do parafii w Baltimore, zastali wiecznie niezadowolonych konsumentów, którzy na ewangelizacyjne pomysły reagowali histerią. Nic nie zapowiadało tego, że uda im się przemienić pogrążoną w letargu parafię w tętniącą życiem wspólnotę. Gdy po latach dotkliwych porażek obrali nowy kierunek: skupili się na modlitwie, wspólnocie, dziesięcinie, posłudze i ewangelizacji, osiągnęli imponujący efekt. Liczba praktykujących wiernych w tygodniu wzrosła niemal trzykrotnie z 1400 do ponad 4000.

To 4 tysiące parafian zaangażowanych w konkretne posługi, a nie biernych konsumentów! – W Niedzielę Wielkanocną Zmartwychwstania Pańskiego posługiwało u nas 600 członków wspólnoty w T-shirtach, pomagając podczas nabożeństw, w których łącznie wzięło udział około 6000 parafian – opowiadają. Skąd ta imponująca statystyka? Ksiądz White szybko się zorientował, że faceci straszliwie się nudzą, jeśli nie mają jakiegoś konkretnego zajęcia. „Co pan potrafi?” – zaczepił pewnego dnia jednego z parafian. „Niewiele” – usłyszał w odpowiedzi. „A może pomógłby pan parkować parafianom na naszym parkingu? To posługa polegająca na stworzeniu serdecznej atmosfery, która dla wiernych będzie komunikatem: Czekamy na ciebie, cieszymy się, że tu jesteś”. „Z chęcią!”. – Mężczyźni w parafii nie mogą pozostać konsumentami – opowiada ks. White. – Muszą stać się zaangażowanymi naśladowcami Jezusa. Proboszczowie mają przysposabiać wiernych, a nie rozpieszczać! Sam Jezus domagał się pomocy swoich uczniów. Począwszy od cudu rozmnożenia chleba i ryb po wskrzeszenie Łazarza, z naciskiem przynaglał otaczających Go ludzi, aby pomagali Mu w posłudze. Oczekiwał od nich pomocy!

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama