Nowy numer 3/2021 Archiwum

Nie bierzcie wzoru z tego świata

Nie używają Facebooka, nie ćwierkają na Twitterze. Wybrali sutannę, to teraz mają za swoje.

Tak naprawdę nie są nawet uchwytni przez komórkę. Złośliwi mówią, że za kilka lat pewnie kompletnie wypadną z obiegu, choć mieszkają w samym centrum tętniącej życiem metropolii. Klerycy z krakowskiego seminarium nie sprawiają jednak wrażenia załamanych umieszczeniem w „miejscu odosobnienia”. Mówią, że ciężko jest tylko temu, kto obowiązujących tu zasad nie uważa za swoje. Jest ich 170, rozlokowanych w dwóch budynkach. Najbardziej wytrwali zostaną kapłanami diecezji krakowskiej i bielsko-żywieckiej.

Coś za coś

Ten najsłynniejszy dom Archidiecezjalnego Seminarium Duchownego w Krakowie już od ponad 100 lat (z krótką przerwą w czasie okupacji) mieści się przy ul. Podzamcze. – Kiedyś kolega mył szyby w bibliotece. Tam są zakratowane okna. Jakaś pani, przechodząc, zawołała do niego: Jakbyś był grzeczny, to byś tu nie siedział – opowiada Kamil Szydłowski. Oczy mu się śmieją, raczej nie wygląda na więźnia. Zapewnia, że nie ma poczucia ograniczenia wolności. Przeciwnie. Decyzję „samoograniczenia” traktuje się tu raczej jako tytuł do chwały, dokonanie pewnego świadomego wyboru: coś za coś. Nawiązanie szczególnej relacji z Bogiem musi kosztować. – Mówimy im wprost: to miejsce wymaga odejścia od świata. Nie budujemy iluzji, że to tak na niby, a w gruncie rzeczy możecie robić, co wam się podoba. Nie, to jest miejsce inne, osobne. Tak po ludzku trzeba czasu, by ten fakt zaakceptować i przyzwyczaić się do obowiązujących tu reguł – mówi ks. dr hab. Krzysztof Gryz, od roku rektor krakowskiego seminarium.

Karol Paluch przyznaje, że nie wszystko wygląda tu tak, jak sobie gdzieś, kiedyś wymyślił. – To trochę jak z zakochaniem. Na początku jest etap zauroczenia, wszystko wydaje się fajne, nie widać problemów, ale potem zauroczenie mija. I trzeba po prostu codziennie wstać o 5.30, nie zasnąć na nudnym wykładzie, codziennie zmagać się z samym sobą. Ale tak się buduje prawdziwy, trwały związek z Panem Bogiem – mówi. Zasady są jasne, każdy wie, czego nie powinien robić, z czego musi zrezygnować. Ale nie wiąże się to z rozbudowanym systemem inwigilacji. – Bo to nie jest test na posłuszeństwo, raczej sprawdzian powołania. Jest czy go nie ma? Później w kapłaństwie człowiek pozostawia za sobą o wiele więcej niż te gadżety, bez których, wydaje się, że nie można żyć – przekonuje rektor. Zaglądam do jednego z kleryckich pokoi. Na stole otwarty laptop. Pytam więc, jak to się ma do izolacji od spraw światowych? – Laptop jest dziś po prostu formą zeszytu czy notatnika. Oczywiście można za jego pomocą surfować po sieci, ale do tego służy nam oddzielna pracownia komputerowa. Zaufanie jest podstawą budowania wspólnoty – słyszę w odpowiedzi.

Jaka wspólnota?

Zdaniem księdza rektora, problem „wypadnięcia z obiegu” na skutek izolowania się od świata mediów jest wydumany, bo zadaniem duszpasterzy będzie budowanie wspólnoty realnej, a nie wirtualnej. – Muszą tylko w warunkach pełnej wolności odpowiedzieć sobie na pytanie, do kogo chcą przynależeć, do jakiej społeczności, tej realnej czy tej na portalu? Zbyt łatwo mylimy oba te porządki. Za rok już nikt nie będzie pamiętał tego, co dziś rozgrzewa emocje. Jakie to ma znaczenie, jakie aktualnie ogląda się seriale? Ważny jest drugi człowiek, obudzenie pragnienia dobra, zaufania, prawdy – przekonuje rektor. I to jest dla wszystkich jasne. Karol Paluch zapewnia, że problemem nigdy nie był dla niego zakaz korzystania z telefonu czy wieczornego wyjścia na miasto, ale walka duchowa, zmaganie się z sobą samym. I ona toczy się najczęściej w kaplicy, w ciszy, na modlitwie, albo podczas rozmów z opiekunem duchownym. – Oczywiście dzień wypełnia nam też mnóstwo spraw mających mało wspólnego z duchowością. Ale mycie podłóg czy sprzątanie toalet to też jest formacja. Jak nie będziesz człowiekiem służby, pokory, to nie będziesz dobrym kapłanem – mówi Karol. Daniel Tomczak dodaje: – Czasem słyszę pytanie, jak znoszę samotność. A ja do samotności często tęsknię, bo najtrudniejsze są relacje z drugim człowiekiem. Przebywanie 24 godziny na dobę wspólnie, pod jednym dachem, to duże wyzwanie. Konflikty w tej sytuacji są czymś nieuniknionym i naturalnym.

Człowiek, to nasza specjalność

Dwa pierwsze lata spędza się „pod krawatem” (jeszcze bez sutanny) w domu przy Piłsudskiego. Po drugim roku kończą się żarty, a zaczynają schody, czyli studiowanie teologii, już przy Podzamczu. Wcześniej krakowscy klerycy odbywają jeszcze dwutygodniową praktykę w szpitalu dziecięcym w Prokocimiu, najczęściej jako salowi.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama