Nowy numer 3/2021 Archiwum

Śledztwo sterowane

Śledztwo w sprawie zamordowania ks. Jerzego Popiełuszki było prowadzone w taki sposób, aby potwierdzić przyjętą przez ówczesne władze wersję zabójstwa.

W czasie procesu zabójców ks. Popiełuszki zostały pominięte te wątki śledztwa, które mogłyby kierować podejrzenia na mocodawców sprawców mordu. Taki wniosek można sformułować na podstawie najnowszej publikacji Instytutu Pamięci Narodowej pt. „Aparat represji wobec księdza Jerzego Popiełuszki 1984, tom II”. Praca dotyczy jednego aspektu: śledztwa w sprawie uprowadzenia i zabójstwa kapłana. (Tom pierwszy z 2009 r. ukazywał działania SB wobec ks. Popiełuszki przed jego zabójstwem). Publikacja, która ukaże się na dniach, zawiera 193 protokoły przesłuchań świadków i oskarżonych oraz 5 innych dokumentów powstałych w czasie tego dochodzenia. Ich fragmenty były znane wcześniej, zostały bowiem odczytane w trakcie procesu toruńskiego i częściowo przytoczone w książkach dotyczących samego procesu. Obecna publikacja IPN stanowi kompletny zbiór całych dokumentów powstałych w czasie śledztwa (z pominięciem adresów i danych osobowych). Materiały zostały opatrzone przypisami i biogramami funkcjonariuszy MSW, prokuratorów i innych osób zaangażowanych w dochodzenie. Choć praca ma charakter naukowy, to dla osób zainteresowanych poznaniem prawdy o zabójstwie ks. Jerzego będzie ważną pozycją, gdyż ukazuje przebieg procesu śledczego w tej sprawie.

Priorytetowe śledztwo

W realiach PRL niemożliwe było, aby bezpośredni sprawcy zabójstwa ks. Jerzego działali z własnej inicjatywy, bez rozkazu i wiedzy przełożonych. I choć właśnie mija 30. rocznica tej zbrodni, wciąż nie udało się pociągnąć do odpowiedzialności osób, które wydały rozkaz: „Zabić księdza”. Wśród wielu wątków, jakie pokazują protokoły przesłuchań, na uwagę zasługuje sprawa sterowania śledztwem, aby nie ujawnić udziału w morderstwie władz PRL. Dokumenty wskazują, że takie działania w trakcie postępowania podjęto, co jest potwierdzeniem, że za zabójstwem ks. Jerzego stało ówczesne kierownictwo państwa.

W pierwszych dniach po morderstwie, do którego doszło 19 października 1984 roku, Milicja Obywatelska oraz Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Toruniu wykonywały normalne czynności śledcze. Do napadu doszło o 21.20, o godz. 23.15 funkcjonariusze MO zostali powiadomieni o tym zdarzeniu telefonicznie przez kierowcę kapłana, Waldemara Chrostowskiego, który uciekł z rąk morderców i przebywał w szpitalu. Milicja od razu udała się na wskazane przez niego miejsce. Odnalazła tam samochód, którym podróżowali. O 23.40 wysłała psa tropiącego, który zbadał okolicę, ale żadnych śladów nie znalazł. Jeszcze w nocy został przesłuchany W. Chrostowski, a rano zawieziony w miejsce zdarzenia, gdzie znaleziono jego but oraz wyrwanego z milicyjnej czapki orzełka. W tym samym dniu przyleciała helikopterem z Warszawy grupa oficerów śledczych z Komendy Głównej MO i włączyła się w postępowanie. Biuro Kryminalne KG MO zarządziło ogólnokrajowe poszukiwania ks. Jerzego, a następnego dnia informację o jego porwaniu podano w „Dzienniku Telewizyjnym”. Sporządzono portret pamięciowy sprawców, zebrano zeznania świadków, które potwierdzały wersję kierowcy ks. Jerzego. Jak podkreśla historyk Jerzy Gołębiewski, który opracowywał tom drugi „Aparatu represji...”, z analizy pierwszych dni postępowania organów ścigania wynika, że śledztwo było prowadzone priorytetowo, poszukiwaniami kierowało Biuro Śledcze MSW – jednostki przeznaczonej do spraw o szczególnym znaczeniu, a najważniejsze decyzje zapadały na szczeblu centralnym. Zaangażowanie aparatu ścigania w śledztwo potwierdza opublikowany w książce „Plan czynności śledczych w sprawie zaginięcia ks. Jerzego Popiełuszki”.

Piotrowski obciąża Pietruszkę

Sprawcy porwania zostali ustaleni na podstawie zeznań W. Chrostowskiego i świadków. 23 października aresztowano Grzegorza Piotrowskiego, dzień później Waldemara Chmielewskiego i Leszka Pękalę. W tym samym momencie – 23 października – prowadzenie dochodzenia przejęło formalnie Biuro Śledcze MSW. Dwa dni później G. Piotrowskiemu postawiono zarzut porwania kapłana. Historyk prof. Jan Żaryn mówi GN, że po przejęciu dochodzenia przez centralę śledczy kierowali postępowaniem w taki sposób, aby „stworzyć propagandową papkę przedstawioną opinii publicznej w czasie procesu toruńskiego”. Jak podkreśla, świadczy o tym fakt, że w czasie procesu prokuratura i sąd użyły tylko te protokoły przesłuchań i wezwały tylko tych świadków, których zeznania pasowały do koncepcji politycznej i propagandowej władzy. Pominęły natomiast wątki, które wskazywały na odpowiedzialność innych funkcjonariuszy SB, przede wszystkim wyższego kierownictwa. Tezę tę potwierdza analiza przesłuchań G. Piotrowskiego. W czasie pierwszych ośmiu, które odbyły się między 25 października a 1 listopada, kluczył, początkowo nie chcąc powiedzieć, kto oprócz niego brał w udział w porwaniu ani co stało się od momentu, gdy umieścili ks. Jerzego w bagażniku. Odmawiał odpowiedzi na pytania dotyczące śmierci kapłana. Zapewniał przy tym, że była to jego osobista inicjatywa: „Nie uzgadniałem z nikim swojego wyjazdu ani też nie meldowałem przełożonym o swoim wyjeździe” – zeznał.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama