Nowy numer 37/2021 Archiwum

Serce Ukrainy

Gdyby nie Chortyca, mielibyśmy w Zaporożu dzisiaj drugi Donieck – słyszałem podczas przechadzki po legendarnej wyspie na Dnieprze, gdzie narodziła się Sicz Zaporoska. Miejscowy skansen i muzeum na wyspie rocznie odwiedzaponad 250 tys. ludzi.

Pojawiło się także sporo programów edukacyjnych, co wywołuje zainteresowanie tą tematyką wśród młodych ludzi. Niektórzy z nich biorą udział w pracy miejscowych zespołów rekonstrukcyjnych, które na potrzeby turystów, ale także dla siebie, starają się odtwarzać kozacki styl życia, walki oraz tradycje. Zresztą kozackie klimaty pociągają nie tylko miejscowych. W Zaporożu słyszałem o Polaku, który kilka lat temu tak zafascynował się wyczynami miejscowej grupy rekonstrukcyjnej, które oglądał na YouTube, że postanowił do niej dołączyć. Przyjechał do Zaporoża, aby z nimi poćwiczyć. Doszedł do takiej wprawy, że uznał, iż nie ma sensu robić w życiu cokolwiek innego. Z wyboru został Kozakiem. Osiedlił się w Zaporożu i jest jednym z liderów zespołu, który wprowadza młodych Ukraińców w arkana sztuki wojennej Kozaków. – Jego przypadek można potraktować symbolicznie – dodaje Własow. – W poprzednich stuleciach Polacy licznie zasilali szeregi „towarzystwa”, uciekając na Sicz przed ciążącymi na nich wyrokami sądowymi, pańszczyzną bądź z powodu fascynacji wolnym stylem życia. Sicz narodziła się jednak nie na Chortycy, ale na sąsiedniej mniejszej wyspie, tzw. Małej Chortycy, zwanej Bajdą na cześć księcia Dymitra Wiśniowieckiego. Bajdą, czyli hulaką przezwali go Turcy. – Jak wielu przywódców kozackich, Wiśniowiecki – opowiada Własow – wywodził się z ruskiej, prawosławnej szlachty niespokojnego ducha, która w Rzeczypospolitej nie znajdowała dla siebie miejsca. Wzniósł na Małej Chortycy fortyfikację otoczoną zasiekami, zwanymi tutaj Siczą. Tak powstała Sicz Zaporoska (czyli forteca za porohami), która dała początek całej organizacji kozackiego państwa. Później powstało siedem dalszych Siczy, które przesuwały się od porohów na południe, w stronę Morza Czarnego.

Odzyskiwanie pamięci

Dzieje Chortycy są dobrym przykładem tego, z jak wielkimi oporami szło na Ukrainie odkrywanie własnych korzeni. To zresztą może tłumaczyć wiele współczesnych problemów tego kraju we wschodnich regionach. W manifeście carycy Katarzyny II, likwidującym kozacki samorząd, pojawia się zapis, aby nawet nazwa Sicz Zaporoska nigdy nie była wymieniana. Kolejni carowie konsekwentnie tego się trzymali, kwestionując nawet odrębność języka ukraińskiego, sprowadzonego do roli narzecza małoruskiego języka rosyjskiego. Na Chortycy stacjonował rosyjski garnizon, a jako osadników sprowadzono grupę menonitów z Gdańska. Wszelkie próby odwoływania się do tradycji kozackich były piętnowane jako przejaw zdrady słowiańskiej jedności. Nie inaczej było w czasach sowieckich, gdy Kozaków przedstawiano jako grupę uciskaną przez polskich panów. W klasowych kategoriach było także interpretowane powstanie Chmielnickiego. Do obalenia pozostało jeszcze wiele mitów. Zaledwie kilka lat temu udało się uruchomić program, przypominający współczesnym mieszkańcom Ukrainy jeden z najważniejszych epizodów ich narodowej tradycji. Dzięki wsparciu prezydenta Wiktora Juszczenki utworzony został park narodowy Chortyca oraz przystąpiono do odtworzenia na terenie 3 hektarów skansenu budownictwa kozackiego czy raczej dość dowolnej rekonstrukcji historyczno-kulturalnej „Sicz Zaporoska”. Prezentowana tam opowieść o dziejach Kozaczyzny, z naszego punktu widzenia, nie jest wolna od uproszczeń, nacjonalistycznego patosu czy wręcz kłamstw, czego dowodzi pomnik Bohdana Chmielnickiego na Chortycy, który miał sławić rzekome zwycięstwo nad Polakami. Chortyca była rzeczywiście świadkiem wielu batalii i wojen, głównie kozacko-tatarskich oraz rosyjsko-tureckich, ale nigdy na niej nie walczyli Polacy. Po protestach tablicę zasłonięto napisem sławiącym tylko postać hetmana wojska zaporoskiego. Dopiero w ostatnich czasach zaczęły się systematyczne prace archeologiczne na dawnych Dzikich Polach, umożliwiające naukową weryfikację wielu narosłych wokół Kozaczyzny mitów i legend. – Niestety miejscowy skansen wiele z nich utrwala – mówi Własow. Sicz Zaporoska nigdy w ten sposób nie wyglądała, większość budynków wznoszono bowiem nie z drewna, ale z gliny – przekonuje. Także miejscowe świątynie nie były tak okazałe, jak wzniesiony w skansenie kościół pw. Opieki Najświętszej Bogurodzicy (Pokrowa). Od ks. Popowa słyszałem, że w zamierzeniach cerkiew w skansenie miała mieć charakter ekumeniczny. Wznoszono ją w czasach prezydentury Wiktora Juszczenki i przy jej poświęceniu brał udział m.in. rzymskokatolicki bp Jan Sobiło z Zaporoża. Miała symbolizować odrodzenie ukraińskiego prawosławia. Dlatego prawosławni z Patriarchatu Moskiewskiego uroczystość zbojkotowali. Jednak gdy do władzy doszedł Wiktor Janukowycz, przejęli świątynię. Dzisiaj tam gospodarzą, nie dając innym dostępu do niej. Znaczenie Chortycy jako matecznika ukraińskiej tożsamości narodowej, w obecnych czasach rośnie. Kryzys polityczny na wschodniej Ukrainie (historycznie w części to Dzikie Pola), jest także konsekwencją niedokończonych procesów krystalizacji postaw narodowych mieszkańców tych terenów. Putin i jego propaganda od wielu miesięcy wmawiali im, że nie są Ukraińcami i nie mają nic wspólnego z przeszłością tej ziemi. Przekonywali, że ich prawdziwe korzenie rzekomo są w Rosji, a sama ukraińskość powinna się wyłącznie kojarzyć z banderowskim nacjonalizmem oraz faszyzmem. Dla uzasadnienia tego wymyślono cały projekt polityczny o nazwie Nowa Rosja, będący ideologicznym uzasadnieniem separatyzmu na wschodniej Ukrainie. Chortyca, nazywana sercem Ukrainy, swym trwaniem zaprzecza tym kłamstwom, przypominając o trwającej stulecia ukraińskiej obecności na tej ziemi.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się