GN 3/2021 Archiwum

To prawdziwi męczennicy

O holocauście chrześcijan w Iraku z abp. Jeanem Benjaminem Sleimanem OCD, łacińskim metropolitą Bagdadu, rozmawia Weronika Pomierna

Weronika Pomierna: Krążące w sieci makabryczne zdjęcia zamordowanych w Iraku chrześcijan są porażające. Na wielu z nich widać mężczyzn, trzymających głowy zabitych chrześcijan niczym trofea.

Abp Jean Benjamin Sleiman: Nie tylko mężczyźni pozują do takich zdjęć. Na jednym z nich widziałem małego chłopca, który trzymał w dłoni głowę zabitego człowieka. Pewnie zamordował go jego ojciec.

Radykałowie z Państwa Islamskiego wybierają najbardziej brutalne metody zabijania. 

To prawda. Podcinają ludziom gardła, odcinają głowy. Zależy im, żeby zastraszyć ludzi. Stąd takie barbarzyństwo. Wszystkie wspólnoty w Iraku cierpią z powodu terroru, który wprowadza Państwo Islamskie. Bojówkarze z wyjątkową brutalnością odnoszą się do jazydów. W przypadku chrześcijan ostrzegają wcześniej i dają ludziom czas na ucieczkę z domów. Nie sądzę, żeby postępowali tak samo z jazydami. Chcą zasiać w ludziach panikę. Wysyłają przekaz: to może przydarzyć się też tobie i twojej rodzinie.

Chyba że przejdziesz na islam?

W Mosulu dali chrześcijanom wybór: albo przejdziesz na islam, albo musisz zapłacić specjalny podatek, dżizji, ok. 450 dolarów za osobę. Ci, którzy nie byli w stanie zapłacić, musieli opuścić swój dom, a nawet region, w tym, co mieli na sobie. Nawet jeśli ktoś zdecydowałby się zapłacić, to musiałby podporządkować się obowiązującym zasadom. Mówią one, że nie wolno budować chrześcijanom nowych kościołów, a ich domy nie mogą być wyższe od domów muzułmanów. I tak dalej.

Czy ludzie mają siłę, żeby powiedzieć „nie”?

W internecie można znaleźć filmy zrobione przez bojówkarzy, na których widać grupy jazydów, deklarujących, że przechodzą na islam. Czy ci jazydzi zmienili wyznanie z własnej woli? Podejrzewam, że jeśli rzeczywiście to zrobili, to tylko po to, żeby uratować swoje życie. Słyszałem o nielicznych starszych, schorowanych kobietach w Mosulu, które podobno przeszły na islam. Większość się opiera.

Ludzie wolą uciec, zostawić dobytek całego życia, niż zmienić wyznanie. Nie boją się umrzeć. To prawdziwi męczennicy. Gdy do wiosek przychodzą islamscy fundamentaliści, chrześcijanie muszą uciekać. W kilku miejscowościach nie udało im się opuścić na czas domów. Zostali otoczeni. Wiele kobiet zostało porwanych i sprzedanych jako niewolnice. Na targu w Mosulu można kupić chrześcijańską kobietę i chętnych nie brakuje. Sytuacja jest naprawdę dramatyczna. Wiele dzieci jest porywanych i sprzedawanych przez bojówkarzy. Inne są zabijane.

To prawda, że w Mosulu nie odprawia się już Mszy świętych?

Tam już praktycznie nie ma chrześcijan, zostali wypędzeni. Wspólnota, która w 2003 r. liczyła 100 tys. osób, została zmieciona z powierzchni ziemi. To właśnie w tym mieście islamiści oznaczali domy chrześcijan arabską literą „n” od słowa „nasara”, czyli „chrześcijanie”. Kościoły zostały sprofanowane. Przejęło je Państwo Islamskie, które wytrwale dąży do ekspansji.

Dokąd uciekają ci ludzie?

Część znalazła schronienie u swoich rodzin i znajomych. Mieszkają po trzy, cztery rodziny w jednym domu. Tylko nielicznych stać na wynajęcie domu czy nawet pokoju w hotelu. Wielu zatrzymało się w kościołach, szkołach i centrach katechetycznych. Istnieją obozy dla wysiedlonych, ale nie wszyscy mogą się tam pomieścić. Większość nadal szuka domu. Bardzo dużo ludzi mieszka na dworze. Pod drzewami, mostami, w ogrodach miejskich albo w lasach. Ostatnio z miejsca swojego zamieszkania musiało uciekać aż 100 tys. osób. Przed 2003 r. w Iraku mieszkało 1,4 mln chrześcijan. Obecnie jest ich zaledwie 150 tysięcy. To jest katastrofa humanitarna. Wielu z nich dostało kilkanaście minut na opuszczenie domu. Dla starszych ludzi musiało to być bardzo trudne. Jeśli ktoś przychodzi do ciebie w środku nocy i każe ci opuścić twój własny dom, zabiera ci wszystko, co posiadasz, to umierasz. Naprawdę. Powoli umierasz. Ci ludzie nie mają za co żyć, bo islamiści zajęli również banki i przejęli ich konta. Z dnia na dzień stracili oszczędności całego życia. Wiele szkół jest używanych jako tymczasowe noclegownie. Niedługo rozpocznie się rok szkolny i trzeba będzie je opuścić. Ci ludzie nie wiedzą, dokąd będą musieli się przeprowadzić.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama