Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Spokój i pokój

Około 25 km od centrum Krakowa, a 35 od klasztoru benedyktynów w Tyńcu 15 mniszek ciężko pracuje, by zapewnić Opactwu 
św. Wojciecha przetrwanie.


W tym samym czasie matka ksieni wydeptuje ścieżki w urzędach, by zdobyć pieniądze na ochronę bezcennych zabytków. – Jesteśmy w stanie same się utrzymać – podkreśla s. Małgorzata Borkowska OSB, mniszka i autorka wielu książek, która do Staniątek przyjechała kilka lat temu z klasztoru w Żarnowcu. – Ale o tę ogromną zabytkową strukturę same nie zadbamy.


Osiągnięcia „pięciolatki”


Także obecna ksieni – matka Stefania Polkowska OSB – przyjechała tu w 2009 roku z innego klasztoru – w Łomży. Pytana o to, co od tamtej pory zmieniło się w Opactwie św. Wojciecha, zaczyna od życia wspólnoty. – Starałyśmy się ożywić benedyktyński tryb życia, w myśl zasady „ora et labora” (módl się i pracuj) – mówi matka Stefania.


Wcześniej siostry, ze względu na trudności materialne, skupiły się na utrzymaniu wspólnoty. Udało im się nie przerwać życia zakonnego w Staniątkach, ale wymagało to wytężonej (często nadmiernie) pracy. Na tym z kolei ucierpiały wspólnotowe modlitwy – mniszki spotykały się przede wszystkim rano i wieczorem, a w ciągu dnia częściej modliły się indywidualnie. Po wsparciu opactwa przeprowadzką sióstr z innych klasztorów można było wrócić do normalnego porządku dnia. – Chodzi o to, żeby modlitwa odbywała się także w ciągu dnia, żeby brewiarz był przeplatany pracą. I to nam się udało – zapewnia matka ksieni.


Dopiero na drugim miejscu wymienia osiągnięcia materialne. A w ciągu ostatnich lat było tego sporo: udało się m.in. wyremontować część dachu (nad prezbiterium, chórem zakonnym, większą częścią nawy głównej kościoła wraz z wieżyczką oraz nad odnowioną tzw. celą apteczną), zamontować system sygnalizacji przeciwpożarowej na strychach, zmienić sposób ogrzewania klasztoru, odsłonić zabytkowe ściany kościoła (gotycką i barokową), poprawić warunki w domu gości czy zdigitalizować zbiory muzyczne i kancjonały. Pieniądze na wiele inwestycji siostry dostały w znacznej mierze z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, od Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków oraz z województwa małopolskiego.


Dodatkowym źródłem codziennego utrzymania klasztoru stały się także odnowiona szklarnia (najpierw dojrzewają w niej pomidory, nieco później ich miejsce zajmują chryzantemy), stawy hodowlane z karpiami oraz najrozmaitsze przetwory i ciasteczka.


Gra z misją


Jedną z form promocji podkrakowskiego klasztoru jest dostępna na smartfony i tablety gra „Misja. Opactwo w Staniątkach”. Powstała przy wsparciu finansowym województwa małopolskiego w ramach konkursu „Małopolska Gościnna”.


– Chodziło o to, żeby stworzyć coś nietypowego, co wciągnie ludzi, zachęci do poznania samego miejsca, jego niezwykłej historii i roli, jaką pełniło w historii Polski przez prawie 800 lat swojego nieprzerwanego istnienia – mówi Magdalena Poprawska, współautorka pomysłu na aplikację.
W obecnej wersji gra ma dwa rozdziały dotyczące średniowiecza. Jeden odwołuje się do momentu fundacji klasztoru, drugi – do udzielenia mniszkom przywileju na wydobycie i transport soli, co miało się stać jednym ze źródeł dochodów opactwa. Wraz z kolejnymi aktualizacjami wątków będzie jednak przybywać. Gotowy już scenariusz gry, w którym wątki historyczne przeplatają się z legendarnymi, doprowadza jej fabułę aż do roku 1956, do Wigilii po powrocie sióstr z przymusowego pobytu w klasztorze w Alwerni.


W „Misji” gracz wciela się w fikcyjną postać dobroczyńcy, który w różnych historycznych okresach stara się wesprzeć klasztor – na różne sposoby, zależnie od tego, jaka pomoc jest akurat potrzebna. Raz szuka pieniędzy na ukończenie budowy kościoła, kiedy indziej musi pomóc w budowie przeprawy przez rzekę, żeby siostry mogły transportować bałwany solne.


Otwarcie umiarkowane


Gdy tylko uda się znaleźć na coś pieniądze, natychmiast pojawiają się kolejne potrzeby. Po wydzieleniu mniejszych pokoi w domu dla gości trzeba zabrać się za remont jego ścian. Na dalsze prace czeka część dachu klasztoru i kościoła. Tak zwana czerwona szkoła, czyli pochodzący z międzywojnia nigdy nie ukończony budynek, który miał być nową siedzibą prowadzonej przez siostry placówki, nadaje się już tylko do rozbiórki. Miałby go zastąpić nieco mniejszy obiekt, przeznaczony na muzeum. Bez tego traci sens szukanie pieniędzy na odnowę przechowywanych w opactwie, zaniedbanych dzieł sztuki – po renowacji nie byłoby gdzie nie tylko ich eksponować, ale nawet przechowywać w odpowiednich warunkach.


Za swoje starania mniszki ze Staniątek otrzymały na początku tego roku nagrodę „Perła Powiatu Wielickiego”. Uhonorowano je za trud włożony w utrzymanie i renowację opactwa, organizację imprez kulturalnych (odbywają się tam koncerty, za klasztorną klauzurę można wejść podczas nocy „Cracovia Sacra”) czy „Medytacji Biblijnych”.


– To nagroda między innymi za otwarcie się na zewnątrz – mówi s. M. Borkowska. – Ale jak się zanadto otworzymy, to przestaniemy być sobą, stracimy to, czym właśnie się dzielimy – przestrzega. Bo, jak dodaje matka ksieni, największym skarbem Staniątek nie są ani zabytki, ani naturalne produkty sprzedawane w niewielkim sklepiku przy furcie, ale „spokój i pokój”. – Panuje tu „benedyktyńska cisza”. To nie znaczy, że nic się nie dzieje, cały czas trwa przecież praca. To cisza, w której można odnaleźć siebie i swoje miejsce – mówi matka Stefania.


Pieniądze 
lub sprzęt


Opactwo w Staniątkach można wesprzeć, wpłacając pieniądze na konto nr 49 1020 2892 0000 5802 0118 6170 lub przekazując konkretne sprzęty, potrzebne w klasztorze i gospodarstwie – także np. sieci i podbieraki, które są potrzebne przy utrzymaniu stawów hodowlanych.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama