Nowy numer 47/2020 Archiwum

Pomoc kontraktowana

Pacjentów nam szkoda i tego, co tworzyliśmy od podstaw. My znajdziemy pracę – mówią pielęgniarki. Pewnie tak, zwłaszcza że pójdzie za nimi dobra opinia stacji Caritas.

U pani Barbary stwardnienie rozsiane lekarze zdiagnozowali 24 lata temu. Przez 6 ostatnich nie wstaje już z łóżka. Opiekuje się nią mąż. – Od godz. 6 do 23, codziennie. Tak już 9 lat, bez jednego dnia „urlopu”. Karmię żonę, odwracam na bok, sadzam na wózek, cewnikuję, bo trzeba trzy razy dziennie – mówi pan Stanisław. Dzieci mieszkają daleko. Pomaga sąsiadka. Kiedyś przychodziła Danuta Więckowska ze stacji opieki Caritas. Poznał też pozostałe pielęgniarki gliwickiej stacji, bo przez kilka lat były codziennymi gośćmi w ich domu.

Od 1 lipca formalnie zakończyły pracę, bo wszystkie stacje opieki Caritas w diecezji gliwickiej (jest ich 17) nie mają już kontraktu z NFZ. Ciężko chorych pacjentów pielęgniarki dalej odwiedzają, tak długo, jak to będzie konieczne – postanowił ks. Rudolf Badura, dyrektor Caritas Diecezji Gliwickiej, gdzie wypowiedzenia otrzymało 35 pielęgniarek. Na razie koszt tych wizyt pokrywa Caritas.

W takiej sytuacji jak pan Stanisław jest 220 osób – zmuszonych, aby przejść do firm, które wygrały konkurs. Od razu zaniósł dokumenty do dwóch. W jednej jest na 8. miejscu, w drugiej, ze względu na wyjątkowo trudną sytuację, 4 lipca przyszła nowa pielęgniarka, na razie w zastępstwie. – Do tej pory wszystko wiedziałem, znałem pielęgniarki, zawsze mogłem zadzwonić, poradzić się, jak coś się działo z żoną. Teraz nie wiem nic … – opowiada. Żeby cokolwiek załatwić poza domem, zamawia opiekunkę (około 10 zł za godzinę). Inni korzystający z opieki Caritas też ruszyli z dokumentami. Opiekujący się chorą żoną Norbert Jakubiec trafił na listę oczekujących. Jest na 8. i 10. miejscu. Co to realnie oznacza, nie wiadomo. Wielisław Piernikowski też zaniósł formularz wypełniony przez lekarza, ale ponieważ były błędy, wrócił z nim do przychodni i zaczął całą procedurę od początku.

Pokój szpitalny w domu

Stacje opieki Caritas przepadły w konkursie przede wszystkim dlatego, że nie zeszły poniżej ceny, którą zaproponował NFZ, czyli 26 zł za dzień. Konkurenci zaproponowali ponad 2 zł mniej i wygrali. Rzecznik śląskiego NFZ Małgorzata Doros mówi, że kryteria były obiektywne dla wszystkich, a Caritas złożyła słabszą ofertę. – Braliśmy pod uwagę kryteria jakościowe, czyli np. posiadanie certyfikatu ISO, oraz cenowe, czyli ile możemy kupić świadczeń i za jaką cenę. Udało nam się kupić ich więcej za cenę korzystniejszą. Dotychczas na tym terenie było objętych pielęgniarską opieką długoterminową 1313 pacjentów, teraz będzie 1371. Z naszego punktu widzenia, czyli instytucji, która rozpisuje konkurs, więcej pacjentów będzie zabezpieczonych – wyjaśnia.

Z tym tokiem rozumowania nie zgadza się dyrektor Caritas, bo jego zdaniem, nie uwzględnia jakości oferowanej opieki. – Nasz budżet jest tak napięty, że po obniżeniu ceny nie bylibyśmy w stanie prowadzić usługi na dotychczasowym poziomie. Musielibyśmy może zlikwidować połowę samochodów i pielęgniarki jeździłyby autobusami – wyjaśnia ks. Badura. Co ma znaczenie szczególnie w gminach wiejskich. Podkreśla, że o jakości ich pracy może świadczyć to, że w czasie 22 lat NFZ nie otrzymał żadnej skargi na pracę stacji opieki Caritas. Ani razu nie było też kontroli z NFZ.

Ks. Arnold Drechsler, dyrektor Caritas Diecezji Opolskiej, na specjalnie zwołanej konferencji prasowej podkreślał, że certyfikat ISO nie przekłada się w żaden sposób na jakość pracy przy łóżku pacjenta. A konkretne zadania po prostu zlecają firmom, które mają takie certyfikaty. Z jedną z opolskich stacji, w Sierakowie, również nie podpisano kontraktu (3 pozostałe na terenie woj. śląskiego otrzymały je).

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama