Nowy numer 48/2020 Archiwum

Dwanaście trudnych kroków

W Drohobyczu mieszka prawie 80 tys. ludzi, ale nie ma kina. Jest bezrobocie. Lista zakładów pracy, które przestały istnieć, brzmi jak Apel Poległych.



Zaczyna się lato i w „Naszej chacie” jest tylko dwanaścioro stałych rezydentów. Pracy dla każdego nie brakuje. Wspólnota na swojej drodze do samowystarczalności prowadzi spore gospodarstwo. W inkubatorze zaczynają wylegać się pisklęta. Dawne garaże radzieckiego sprzętu wojennego rozbrzmiewają kwikiem prosiąt i rżeniem koni. W jednym z pomieszczeń znajduje się sortownia starych mebli i przywiezionych z Zachodu ubrań.

– Mamy zamiar otworzyć sklep z używaną odzieżą – wyjaśnia Bogdan Wituszyński, administrator Naszej Chaty.

W chaszczach za dawnymi garażami buszują włochate wieprze specjalnej rasy Mangalica. To duma Węgier, od roku 1974 chroniona specjalną ustawą. Mięso tych świń jest droższe niż zwykła wieprzowina. – Na dodatek nie potrzebują chlewka – wyjaśnia pan Bogdan. – Żyją na wolności cały rok. Teren jest oczywiście zagrodzony, żeby nie uciekły i nie krzyżowały się z dzikami, których w okolicy dostatek.

Naszą Chatę odwiedzają wolontariusze z różnych krajów. Byli Holendrzy, Czesi, Polacy. Od trzech lat przyjeżdżają wolontariusze z Austrii. Johann jest emerytowanym chirurgiem, Christian adwokatem, a Herman urzędnikiem. Pracują przy rozbudowie domu, zrobili kanalizację. Teraz największym problemem staje się niedobór wody dla rozwijającej się hodowli.

– Pomagają nam ludzie z całej Europy – kwituje pan Bogdan – a nasi urzędnicy z Drohobycza byli u nas tylko raz, przed wyborami. Przywieźli nam w podarunku żeliwną płytę kuchenną.

Nadzieja ważniejsza od chleba

Brat Artur Deska, kierownik Centrum Wolontariatu, ma ponad setkę wolontariuszy – uczniów szkoły średniej. – Praca z młodzieżą to rodzaj profilaktyki przed patologiami przez wskazanie różnych sposobów spędzania czasu, innych niż dyskoteka. Staramy się dawać młodym ludziom marzenia i pomagamy w ich realizowaniu – mówi brat Artur. – Pomagamy w wyborze kierunku studiów. Ktoś lubi podróżować, więc wydaje mu się, że powinien studiować turystykę. Nie zdaje sobie sprawy, że po studiach będzie siedział za biurkiem i sprzedawał wycieczki. Ktoś chce być dziennikarzem i naiwnie myśli, że droga do tego fachu wiedzie przez dziennikarskie studia. Staramy się pomagać im w takim wyborze zawodu, który daje największe szanse na realizację ich marzeń.

Brat Artur jest zdania, że marzenia i nadzieja są w życiu najważniejsze. Ważniejsze od kawałka chleba. – Ludzie bez marzeń, nawet we względnym dobrobycie, popadają w depresję i nałogi. A człowiek głodny, jeśli tylko wie, do czego dąży i widzi szansę, przetrwa.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama