Nowy numer 3/2021 Archiwum

Mundial: Deszcz bramek i kolejne awanse

Piłkarze Belgii awansowali do 1/8 finału mistrzostw świata. Mogli do nich dołączyć Amerykanie, lecz rzutem na taśmę drugiego zwycięstwa w turnieju pozbawił ich Portugalczyk Silvestre Varela. W niedzielę zakończyła się druga runda meczów grupowych.

Wcześniej do najlepszej "16" mundialu zakwalifikowała się tylko jedna drużyna ze Starego Kontynentu - Holandia, a oprócz niej: Chile, Kolumbia, Kostaryka i Argentyna.

O sukcesie Belgii w spotkaniu z Rosją (1:0) w Rio de Janeiro przesądził w 88. minucie jeden z najmłodszych zawodników tego turnieju, zaledwie 19-letni Divock Origi z francuskiego Lille. To jego pierwsze trafienie w kadrze. Udział przy golu miał gwiazdor "Czerwonych Diabłów" Eden Hazard, który minął kilku obrońców, a następnie wyłożył koledze piłkę w polu karnym.

Konfrontacja dwóch potencjalnie najsilniejszych drużyn grupy H rozczarowała. W pierwszej połowie rzadko dochodziło do spięć pod bramkami. Po przerwie nie było lepiej i wciąż z boiska wiało nudą. Blisko 74 tys. kibiców, a wśród nich król Belgów Filip i królowa Matylda, doczekało się ciekawych akcji i gola dopiero w ostatnich minutach.

Belgijskie media świętując awans podkreśliły, że wyniki są na razie lepsze niż gra zespołu. "Misja wykonana" - głosił jeden z tytułów. Dziennik "Nieuwsblad" w internetowym wydaniu skwitował krótko: "Święto! Divock Origi bohaterem".

Część dziennikarzy zaznacza jednak, że w grze reprezentacji "potrzeba nieco więcej soli i pieprzu".

W drugim spotkaniu grupy H Korea Południowa przegrała z Algierią 2:4. Po raz pierwszy w MŚ afrykańska drużyna zdobyła cztery bramki w jednym meczu. Dzięki sukcesowi Algierczycy zachowali szanse na awans do 1/8 finału. Ich losy rozstrzygną się w potyczce z Rosją.

"Lisy Pustyni" zaczęły konfrontację z Azjatami z dużym animuszem. Już w czwartej minucie należał im się rzut karny, ale gwizdek kolumbijskiego sędziego milczał. Ten sam arbiter nie uznał dwóch prawidłowo zdobytych goli przez Meksyk w spotkaniu z Kamerunem, ale z mundialu wykluczono jednego z jego asystentów.

Do przerwy Algieria wygrywała 3:0, w drugiej straciła dwa gole, ale jej zwycięstwo nie było zagrożone.

Drugą rundę grupową zamknęło spotkanie Portugalii ze Stanami Zjednoczonymi w Manaus. Cristiano Ronaldo i jego koledzy nie mogli przegrać, bowiem to oznaczałoby wyeliminowanie z turnieju. Zwycięstwo ekipy USA dawało jej miejsce w fazie pucharowej. Dosłownie sekundy dzieliły Amerykanów, trenowanych przez Niemca Juergena Klinsmanna, od realizacji wymarzonego scenariusza.

Spotkanie rozpoczęło się szczęśliwie dla Portugalczyków, bowiem w piątej minucie Nani z bliska pokonał Tima Howarda. Amerykanie mieli kilka szans na wyrównanie, a najlepszą zmarnował Michael Bradley, który w 55. minucie stojąc pięć metrów przed bramkę trafił w obrońcę Ricardo Costę. Dziewięć minut później gola zdobył Jermaine Jones, który po rzucie rożnym idealnie przymierzył z ponad 20 metrów.

O sukcesie ekipy USA mógł przesądzić jej kapitan Clint Dempsey, który w 81. minucie wepchnął piłkę do bramki... brzuchem. Tuż przed zakończeniem piątej minuty doliczonego czasu gry piękną główką wyrównał Silvestre Varela, któremu podał mało widoczny wcześniej Cristiano Ronaldo.

Amerykanie, którzy od 1930 roku czekają na dwa z rzędu zwycięstwa w MŚ, w ostatnim meczu grupowym zmierzą się z Niemcami. Obie drużyny mają po cztery punkty. Remis zapewni awans... obu.

W 39. minucie tego meczu argentyński arbiter Nestor Pitana zarządził przerwę techniczną i pozwolił piłkarzom uzupełnić płyny. To pierwszy taki przypadek w tym mundialu. A wszystko ze względu na doskwierający upał i wilgotność.

Z innego powodu głośno było o pewnym polskim kibicu, który - jak podały zagraniczne media - wbiegł na boisko podczas sobotniego meczu Niemcy - Ghana (2:2). Mężczyzna pojawił się na murawie w Fortalezie po bramce strzelonej na 1:0 przez Mario Goetzego w 51. minucie.

Na klatce piersiowej miał wypisany numer telefonu i adres mailowy. Pierwotnie doszukano się w nich symboli "HH" i "SS", które zinterpretowano je jako skróty od "Heil Hitler" i niemieckiej formacji nazistowskiej.

Później lokalne media zamiast "SS" doczytały się dwóch czwórek, a bohater zdarzenia, pracujący w kraju jako barman, zapewnił, że chciał tylko na siebie zwrócić uwagę, gdyż potrzebuje środków m.in. na bilet powrotny do ojczyzny.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Najnowsze