Nowy numer 3/2021 Archiwum

Ebola gubi trop

Mijają dwa miesiące, od kiedy w zachodniej Afryce rozpoczęła się jedna z najgroźniejszych epidemii XXI wieku. Jej końca niestety nie widać.

Po ogólnoświatowej panice na początku kwietnia, gdy wirus Ebola zaczął zbierać śmiertelne żniwo w Gwinei, w ostatnich tygodniach epidemia zniknęła z czołówek światowych mediów. Nie oznacza to jednak, że problem został zażegnany.

– Sytuacja jest poważna. Nie można powiedzieć, że wirus jest pod kontrolą. Pojawiają się nowe przypadki, rozprzestrzeniające się na kolejne tereny – ostrzegł na niedawnej konferencji prasowej dr Pierre Formenty, działający w Gwinei ekspert Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Wyjaśnił, że mniejsze natężenie informacji o epidemii wynikało jedynie z niemożności doliczenia się przez WHO wszystkich przypadków choroby. Według ostatnich danych, do końca zeszłego miesiąca w Gwinei zmarło 186 osób, w Liberii 9, a w Sierra Leone 5.
 

Z jądra ciemności

Ebola wzięła swoją tajemniczą nazwę od pierwszego udokumentowanego miejsca pojawienia się wirusa. W 1976 roku zaatakował mieszkańców Nzara w Sudanie oraz Yambuku, miejscowości leżącej nad rzeką Ebola w ówczesnym Zairze, obecnie Demokratycznej Republice Konga. Potężne lasy równikowe dorzecza Kongo są siedliskiem wielu groźnych chorób i wirusów. Naukowcy wciąż mają ograniczoną wiedzę na temat Eboli. Za naturalnego nosiciela tego wirusa uważa się nietoperze, lecz z łatwością przenosi się on też na inne ssaki – małpy czy świnie.

Od 1976 roku wirus pojawiał się głównie w centralnej Afryce. Wszędzie zbierał śmiertelne żniwo. Ostatnio 224 ofiary w Ugandzie w 2000 roku oraz 187 w Demokratycznej Republice Konga w 2007 roku. WHO nazywa Ebolę „jedną z najgroźniejszych znanych ludzkości chorób wirusowych”. Śmiertelność wynosi od 25 proc. do aż 90 proc. przypadków. Objawy są zdradliwe, gdyż w pierwszych dniach nie różnią się od zwykłej grypy. Dopiero po dwóch, trzech tygodniach choroba nasila się, dochodzą wymioty, biegunka i krwawienie z narządów wewnętrznych, stąd Ebola zwana jest także gorączką krwotoczną. Przeżywają tylko najsilniejsze organizmy. Niebezpieczeństwo jest tym większe, że wirus rozprzestrzenia się bardzo szybko, a wciąż nie wynaleziono skutecznej szczepionki.

Nowe ogniska epidemii

Epidemii Eboli poświęcano już wiele uwagi w mediach. Choroba była postrzegana jako bardzo niebezpieczna, ale odległa i o ograniczonym zasięgu występowania. W marcu tego roku wirus nieoczekiwanie zaatakował w Gwinei, w północno-zachodniej Afryce. Prawdopodobnie przeniósł się na ludzi przez nietoperze, które w tamtej części świata są lokalnym przysmakiem. Trwająca właśnie epidemia jest najpoważniejszym z dotychczasowych ataków choroby.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama