GN 3/2021 Archiwum

Ojciec Pio i tajne akta

Podsycane przez pewne kręgi przekonanie, że Święte Oficjum prześladowało o. Pio, jest fałszywe. Kościół nigdy nie potępił stygmatyka, wykazując się w całej tej sprawie mądrością. Watykan właśnie odtajnił akta dotyczące kapucyna.


Wkładali ręce do jego ran, nękali przesłuchaniami i oskarżali o fałszywą świętość – to pomówienia, jakie od dekad rzucane są pod adresem Kościoła, który miał „bezdusznie rozeznawać sprawę o. Pio”. Faktem jest, że Święte Oficjum 2 czerwca 1922 roku obłożyło o. Pio zakazem udzielania błogosławieństwa, prowadzenia korespondencji, pokazywania stygmatów. Nakazało odprawiać Msze św. prywatnie oraz przenieść zakonnika z klasztoru w San Giovanni Rotondo. Rok później Pius XI podpisał oświadczenie, w którym Kościół nie stwierdził nadprzyrodzonego pochodzenia noszonych od ponad 10 lat stygmatów kapucyna. Rok 1931 przyniósł jeszcze ostrzejsze rozporządzenia: zakaz pełnienia funkcji kapłańskich.


Luigi Peroni, biograf ojca Pio, komentuje dziś z sarkazmem tamte decyzje, twierdząc,że w takim razie uzdrowienia, nawrócenia ateistów, proroctwa i bilokacje kapucyna Kościół „przypisał jego zdolnościom dyplomatycznym”.


Nieufność, z jaką Stolica Apostolska traktowała początkowo o. Pio, jest często przedstawiana jako wrogość. Jak bardzo niesprawiedliwe są te oceny, dowodzi wydana właśnie w Polsce publikacja „Ojciec Pio i Święte Oficjum. Odtajnione archiwa Watykanu”. Jej autor, Francesco Castelli, zrekonstruował fakty na podstawie watykańskich dokumentów.

Donosy


Rok 1919. Do Świętego Oficjum dociera list od „grupy wiernych z San Giovanni Rotondo”. „Mamy do czynienia z pogaństwem. Na pojawienie się »Świętego« wszyscy padają na ziemię na znak czci: dla tych fanatycznych ludzi nie ma już Boga, (…) liczy się tylko ojciec Pio”. Watykańska dykasteria sprawę bada i przekazuje ją do archiwum. Nadawcy listu są anonimowi, a takich przypadków Święte Oficjum nie traktuje poważnie. Po krótkim czasie do Watykanu trafia kolejny donos. Tym razem parafianie oskarżają o. Pio o gromadzenie wokół siebie fanatycznych kobiet, tzw. córek ducho-
wych, co ma być „znakiem zgorszenia” i „frustracji innych kobiet”. Twierdzą także, że zakonnik „oczekuje od kleru oddania mu czci”.


W kwietniu 1920 roku do bram klasztoru w San Giovanni Rotondo puka jeden z najbłyskotliwszych umysłów tamtego czasu, franciszkanin o. Agostino Gemelli (to od jego imienia bierze nazwę słynna klinika w Rzymie). Oficjalnie przyjeżdża tu „ujęty świętością o. Pio”. Święte Oficjum nic nie wie o jego wizycie. Ale to on odegra poważną rolę w dalszym biegu wypadków.


„Stosuje samookaleczenia. Jest oszustem i psychopatą” – pisze Gemelli o ojcu Pio. – „Interwencja władz kościelnych jest bardziej niż konieczna”.


Ojciec Gemelli jest wybitnym naukowcem. Utrzymuje, że rany kapucyna są rezultatem autosugestii. Jak wynika z odtajnionych akt, asystentka Gemellego Armida Barelli naciska, by o. Pio poddać badaniom. Próbuje wymusić na to zgodę zakonnego przełożonego o. Pio. Ojciec Benedetto stanowczo jednak odmawia. Zgadza się jedynie na krótką rozmowę franciszkanina i jego asystentki z o. Pio, który z kolei, poirytowany, odprawia oboje.


Po tym incydencie Gemelli pisze list do Świętego Oficjum, w którym wysuwa 11 propozycji działań Kościoła wobec stygmatyka. W punkcie 4. pisze: „obłożyć gipsem kończynę górną i dolną ojca Pio”. Święte Oficjum odrzuca jednak te propozycje. Tym niemniej otwiera postępowanie wobec o. Pio.


Oliwy do ognia dolewają złożone przed ordynariuszem Fo-
ggii zeznania Valentiniego Visty, aptekarza z San Giovanni Rotondo. Twierdzi on, że kuzynka o. Pio kupiła u niego „w tajemnicy” czysty kwas karbolowy oraz cztery gramy silnej trucizny, weratryny. Dla aptekarza był to sygnał, iż o. Pio sam wywołuje rany na ciele. W ramach śledztwa diecezjalnego kuzynka o. Pio przyznała, że leki były potrzebne o. Pio, który miał wykonywać zastrzyki braciom, a zakupów miała dokonać w tajemnicy przed przełożonymi. Fakt ten, z oczywistych powodów, jeszcze bardziej przyczynił się do wszczęcia postępowania przez Święte Oficjum niż hipotezy Gemellego.

Włożyć palec do ran


Kongregacja wynajmuje o. Josepha Lémiusa. Oblat, zasłużony dla Kościoła (był redaktorem encykliki „Pascendi” Piusa X), od razu wyklucza sugerowane przez Gemellego „działania diabelskie”. Badając sprawę, wystawia pozytywną opinię o ojcu Pio „co do strony moralnej, ascetycznej oraz mistycznej”. Stwierdza także, że „stygmaty mogą być owocem działania nadprzyrodzonego”. W raporcie dla Świętego Oficjum oblat opisuje też jednak atmosferę w San Giovanni Rotondo. Przejawy „zabobonnego kultu” i „zbiorowe histerie” wywołują zrozumiały niepokój wśród konsultorów Kongregacji. To zatem „nieuporządkowana pobożność” i fanatyzm ludzi, a nie osoba i stygmaty o. Pio, stają się głównym celem wspomnianej deklaracji i zakazów Świętego Oficjum z 1921 roku.
 

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama