Nowy numer 24/2021 Archiwum

Moment przejścia

O sporach wokół wyborów 4 czerwca 1989 r. z prof. Antonim Dudkiem

Andrzej Grajewski: Władze oraz część mediów świętują czerwcowe wybory sprzed 25 lat nieomal jako kamień węgielny naszej demokracji i wolności. W rzeczywistości blisko 40 proc. wyborców nie poszło do urn, a wynik wyborów został zmanipulowany zmianą ordynacji między pierwszą a drugą turą. Jest więc co świę- tować?

Prof. Antoni Dudek: Można dyskutować, czy 4 czerwca jest najlepszą datą, ale ja nie widzę lepszej dla III Rzeczypospolitej. Nie ulega wątpliwości, że w 1989 r. Polska zasadniczo się zmieniła. Przeszła od dyktatury do demokracji. Proces ten rozciągnął się na kolejne lata, a moim zdaniem skończył się dopiero jesienią 1991 r., kiedy odbyły się pierwsze wolne wybory do Sejmu. Jednak w całym tym okresie 4 czerwca jest najważniejszy.

Dlaczego?

Dlatego że po 4 czerwca rozpoczął się proces, który ja określam jako żywiołowy rozpad struktur władzy. Przykładem tego mogło być zachowanie ministra finansów w rządzie Mieczysława Rakowskiego, Andrzeja Wróblewskiego, który pod koniec czerwca 1989 r. wysłał pismo do Komitetu Centralnego PZPR z odpowiedzią na żądanie, aby zasilić konta partyjne budżetową dotacją, gdyż są kompletnie wyczyszczone po kampanii wyborczej. Wróblewski odpisał, że nie widzi takich możliwości. To w praktyce PRL było czymś zupełnie niebywałym. Wcześniej bez wahania takie żądania spełniano.

Teraz Wróblewski odmówił, a główny liberał partyjny Stanisław Ciosek zażądał postawienia go za to przed komisją kontroli partyjnej. Wróblewski jest symbolem tysięcy urzędników państwowych, którzy wymawiają posłuszeństwo różnym komitetom partii, z Komitetem Centralnym na czele. To oznaczało, że w istocie rozpadło się jądro systemu, czyli struktury PZPR, będące dotąd centrum władzy. Wybory z 4 czerwca nie były demokratyczne, przedmiotem wolnej gry w przypadku Sejmu było zaledwie 35 proc. mandatów, ale pokazały, że król – czyli władza – jest nagi.

Zastanawiam się, dlaczego władza tak głupio te wybory przegrała?

Kampania obozu władzy była rzeczywiście wyjątkowo nieudolna. W wyborach do Senatu, które były wolne, koalicja PZPR–PSL–SD wystawiła ponad 300 kandydatów, rywalizujących między sobą i rozpraszających własne głosy. Był także pomysł, aby zrobić kampanię uderzeniową w ostatnich dniach. Z badań ośrodków rządowych wynikało, że blisko 40 proc. wyborców będzie do końca niezdecydowanych. Ale okazało się, że ta diagnoza nie była prawdziwa. Kandydaci „Solidarności”, bardzo aktywni w terenie, zdołali już narzucić społeczeństwu własną narrację polityczną, która sprowadzała się do jednego: stary system trzeba odrzucić.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się