Nowy numer 42/2018 Archiwum

Szelest jedwabnej sukni

Paryż. Jedno z jego cudownych miejsc. Jedzie się metrem linią 12, wysiada na Sèvres-Babylone, mija dom handlowy Bon Marché, skręca w rue du Bac i pod 140 wchodzi w bramę. „Tutaj jest źródło” – przekonuje mieszkanka tego domu.

Do tej kaplicy w zwykły roboczy dzień przychodzą setki ludzi, aby się modlić. Klękają na stopniach ołtarza, przynoszą kwiaty. Przed konfesjonałem kilka osób czeka na spowiedź. Drobniutka zakonnica szykuje ołtarz, za chwilę zacznie się Msza święta. – Tutaj jest źródło, choć to miejsce jest dobrze ukryte – zaczyna swoją opowieść Polka, szarytka posługująca tu od kilku lat. – Ludzie trafiają tutaj często przypadkiem. Widzą, że inni skręcają w tę bramę, więc idą za nimi z ciekawością, potem patrzą i się dziwią… Oj, ale niech ksiądz nie podaje mojego imienia, proszę – uśmiecha się siostra. No dobrze, dyskrecja jest jedną z cech historii tutejszych objawień. Katarzyna Labouré, 24-letnia nowicjuszka szarytek, pół roku po wstąpieniu do sióstr trzykrotnie rozmawiała tutaj z Maryją. Najbardziej uderzające dla mnie jest to, że do końca życia Katarzyna żyła jak zwykła siostra. Ukryta wśród setek innych, służyła umierającym w paryskim hospicjum. O jej objawieniach wiedział tylko spowiednik, ks. Aladel, i to jego upoważniła do przekazania informacji. Papież Pius XII nazwał ją „świętą milczenia”.

Jak matka z córką

– Lourdes mamy trochę dzięki siostrze Katarzynie. Tak można powiedzieć, ponieważ podczas jednego z objawień Matka Najświętsza prosiła, żeby paryska kaplica została otwarta dla wiernych. Miejsce to było wtedy prywatną kaplicą sióstr miłosierdzia. Żyło tutaj wówczas jakieś 500 sióstr, kaplica była mniejsza, więc było to technicznie niemożliwe. Katarzyna była bardzo smutna z tego powodu. Po jej śmierci znaleziono zrobioną przez nią notatkę: „Maryjo, ukaż się gdzie indziej”. Objawienia w Lourdes były w 1858 roku, a tutaj w 1830 roku. Maryja ukazała się w Lourdes, gdzie jest dużo miejsca, ale nie powiedziała tam nic nowego. Przedstawiła się Bernadecie: „Jestem Niepokalane Poczęcie”. W Paryżu Maryja ukazała się, trzymając w rękach kulę ziemską z krzyżem, a wokół niego napis: „O Maryjo, bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy”.

 To było 24 lata przed ogłoszeniem dogmatu o Niepokalanym Poczęciu. Kaplica sióstr został udostępniona dla wszystkich dopiero w 1955 roku. Ludzie jednak znali to miejsce, bo siostry szarytki w charakterystycznych białych rozłożystych kornetach pracowały wśród wiernych. W czasie II wojny światowej w pewnych godzinach kaplica była otwarta na prośbę biskupa Paryża. Ludzie modlili się tutaj o pokój. Po raz pierwszy Matka Boża ukazała się Katarzynie w nocy z 18 na 19 lipca 1830 roku. Obok ołtarza. Dziś w tym miejscu w kaplicy jest na posadzce wyryta data. Stało tam niegdyś krzesło celebransa, kierownika duchowego sióstr. Dlaczego jest ono takie ważne? – Pierwsze objawienie miało miejsce po uroczystości przeniesienia relikwii św. Wincentego à Paulo, naszego założyciela, z katedry Notre Dame do kaplicy lazarystów. Katarzyna bardzo przeżyła tę wielką wspaniałą procesję ulicami Paryża po latach rewolucji. Ale muszę jeszcze coś wspomnieć. Jako 9-letnia dziewczynka straciła mamę, widziano ją, jak kiedyś przytuliła do figury Maryi stojącej w jej domu. Miała powiedzieć: „Maryjo, teraz Ty będziesz moją mamą”. I gdy się śledzi życie Katarzyny, to widać, że Maryja wzięła to sobie do serca… Wiem, że tego się słucha jak bajki, ale to prawda. Wróćmy do pierwszego objawienia. Więc jak to było? – O godz.11.30 w nocy Katarzyna została obudzona przez małe dziecko, od którego bił blask. Ona tak to odczytała, że to jej Anioł Stróż, który zwrócił się do niej: „Wstawaj, Najświętsza Maryja czeka na ciebie”. I poprowadził ją do kaplicy. Weszła do środka. Kaplica była rozświetlona jak na Pasterkę. Nie od razu zobaczyła Maryję. Anioł jej aż trzy razy powtarzał: „Oto Najświętsza Panna, oto Ona!”. Maryja siedziała na tym fotelu, który stoi teraz po prawej stronie kaplicy. Katarzyna rzuciła się do Jej stóp i trzymała przez dwie godziny na kolanach Matki Najświętszej złożone ręce. To jedyny przypadek wizjonerki, która miała łaskę tak bliskiego, fizycznego kontaktu z Matką Najświętszą.

« 1 2 3 »
oceń artykuł
  • masermarks
    08.06.2014 20:39
    Zaiste, ciekawe bluźnierstwo. A rogaty się cieszy, oj cieszy.
    doceń 0
  • Edyta
    14.06.2014 16:59
    Przepraszam , gdzie mogę kupić taki medalik
    Dziękuję za odpowiedź
    doceń 0
  • gut
    18.06.2014 22:11
    Pięęęknnny artykuł!
    doceń 0
  • Ola C
    19.06.2014 00:23
    ech atmosfera spokoju wyczuwalna tak jak w Częstochowie Gietrzwałdzie czy w Licheniu ! Czujesz wiesz że Maryja jest blisko. Cieszę się że mogłam tam być.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji