Nowy numer 46/2019 Archiwum

Kasa 
z nieba

Czy można się modlić o pieniądze? 
– zapytała znajoma katechetka w drugiej klasie podstawówki. 
„Nieee!” – zgodnym chórem krzyknęły dzieci. Nie? A dlaczego nie? 


Nie potrzebuję jałmużny. Modlimy się inaczej; daj mi pracę, pozycję, a na chleb to sam sobie zarobię”. Co więcej: aramejskie lahmo, tłumaczone jako „chleb powszedni”, ma głębsze znaczenie niż tylko kromka chleba. Oznacza to wszystko, czym żyjemy i czego potrzebujemy do życia. Spotkałem niedawno ludzi, którzy modlili się o spore pieniądze na cele ewangelizacyjne (przygotowanie Kursu Alfa, czyli serii ewangelizacyjnych spotkań, w restauracjach dla setki osób to wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych). Prosili i dostali wszystko. Co do grosza. 
– Czy dzisiejsze ubóstwo materialne nie wynika z pychy? Z tego, że ludzie, którym brakuje pieniędzy, nie są zdolni o nie prosić? – pytał wprost rabina Szaloma Ber Stamblera Filip Memches w znakomitej książce „Ekonomia w judaizmie”. – A co z sytuacją, w której człowiek stara się, ciężko pracuje, a efektów nie widać? Jeśli Bóg go kocha, to powinien chyba jakoś na to odpowiadać. W przeciwnym razie trudno, żeby taki człowiek wierzył w Boga.
– Proponuję odwrócić ten problem – odpowiedział przewodniczący wspólnoty Chabad-Lubavitch w Polsce. – Warto zadawać sobie pytanie o własne powodzenie. W moim przypadku nie zasługuję na sukcesy, które odniosłem. Gdybym myślał, że zawdzięczam je sobie, byłbym głupcem. Komu więc zawdzięczam swoje powodzenie? Bogu. Najważniejsze, żeby w życiu nie rozminąć się z powołaniem. Człowiek, który dobrze szlifuje diamenty, ale jest piekarzem, robi błąd. I tak samo w duchowości – jeśli ktoś może uczyć się głęboko, a uczy się powierzchownie, to szkoda. Trzeba maksymalizować swoje możliwości, bo są darami od Boga i misją. W judaizmie ważne jest, co czemu służy. Kiedyś w nowojorskim Crown Heights był rabin, który zajmował się szkolnictwem dla społeczności Chabad. Któregoś razu w szabas przechodził obok używanego autobusu, na którym wisiało ogłoszenie „Do sprzedaży”. Postanowił od razu kupić pojazd jako schoolbus, ale wyższy rangą rabin powiedział, żeby tego nie robić. Tamten tłumaczył, że to nie dla niego, tylko dla szkoły. A zarazem pomyślał, że przypuszczalnie chodzi o zakaz handlu w szabas. Tymczasem jego rozmówca oświadczył, że nie należy kupować tego używanego autobusu, ponieważ trzeba kupić całkiem nowy. Na tym to wszystko w judaizmie polega… Są biurowce, w których jedna sala przeznaczona jest na modlitwę. I tam przychodzą biznesmeni z całego biurowca, żeby się modlić. To piękna rzecz. Pokazuje, że są ludzie, którzy mają świadomość tego, że ich pieniądze pochodzą nie tylko z pracy, ale przede wszystkim są darem Bożym. Przychodzi godzina 15 i biznesmen idzie się modlić. A jakie to świadectwo dla jego pracowników! Jeśli oni są niewierzący, to jednak daje im do myślenia fakt, że ich szef w godzinach pracy się modli. Trzyma na półce Torę. Wyciąga ją i otwiera na jakimś fragmencie. Słowo Boże stanowi bowiem drogowskaz także w biznesie.


Daj mi 440 zł i 50 gr


W Odnowie w Duchu Świętym funkcjonuje słowo wytrych. Mawia się: „Proś konkretnie. Wyłóż runo przed Panem”. Co to konkretnie znaczy? Mam informować Boga, jakiej kwoty potrzebuję, tak jakby o tym nie miał pojęcia? – pytam organizatora rekolekcji zorganizowanych przed rokiem na Stadionie Narodowym. Wynajmujecie stadion i brakuje wam, strzelam, 800 tys. zł. Przedstawiacie „górze” rachunki czy błagacie jedynie: „Pomóż!”? Słyszałem kiedyś konferencję o tym, że wzorem modlitwy jest to, co Maryja powiedziała w Kanie. „Nie mają już wina”. Koniec, kropka. Nie mówiła: „Jezu, dostarcz tu trochę caberneta, a trochę merlota i pamiętaj, że kilka kobiet pije jedynie białe wino, bo po czerwonym ma migrenę”. Przedstawiła stan faktyczny: nie mają wina. Z drugiej strony co chwila słyszę: „Proś konkretnie! Powiedz: potrzebuję 51 tys. zł 47 gr”. 
– Mówię Bogu o wielu rzeczach, o wielkich marzeniach i detalach. O wszystkim. O pieniądzach również – wyjaśnia ks. Rafał Jaroszewicz. – Nie chodzi o to, by teraz się zafiksować, że potrzebuję 51 tys. zł 47 gr, tylko żeby powiedzieć uczciwie: „Panie, brakuje mi tego i tego, przecież Ty to widzisz!”. Kiedyś profesor w seminarium zadał mi ciekawe pytanie: „Po co prosicie, jeżeli Bóg wie wszystko?”. Po co prosicie? Oczywiście odpowiedź jest bardzo prosta: Bóg chce, żebyśmy Go prosili, bo pragnie, żebyśmy widzieli, że to On sam nam daje. Czeka na to, aby człowiek był wobec Niego całkowicie szczery. Nigdy nie mówiłem Bogu, że ma mi dać 7,50, bo akurat tyle mi brakuje do zapłacenia rachunku telefonicznego. Zastanawiam się, czy to nie jest z mojej strony zuchwałość, ale mam mocne doświadczenie, że gdy nie mam żadnej pensji, a zbliża się termin spłacenia rachunków (np. fundacji „SMS z nieba”), to Bóg daje mi tyle i dokładnie tyle, ile potrzebuję. Jeśli robi to przez ileś lat, to dlaczego mam Mu nie ufać, że i tym razem tego nie zrobi? „Nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie – czytamy przecież w Biblii. – Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie”.
Drugoklasiści nie mieli racji. Można modlić się o pieniądze. Niezwykle istotne jest jednak rozłożenie akcentów. – Rodzice rabina Desslera zrywali się o świcie, by czytać Biblię – przypomina o. Augustyn Polanowski. – Byli świetnymi kupcami. Dlaczego? Nie dlatego, że cały dzień poświęcali na biznes, ale dlatego, że mieli na to tylko 4 godziny! Resztę poświęcali Torze. Niewiele. „Szukajcie wpierw królestwa Bożego”. Przez te 4 godziny pracowali tak intensywnie, że zarabiali naprawdę świetnie. A my harujemy po 12 godzin i co z tego mamy?

Nasza sonda: Czy modlisz się o pieniądze?

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

  • myśląca
    05.04.2014 21:57
    Pismo Św. mówi , że talenty otrzymane należy
    rozmnażać .Jak będziemy swój talent właściwie
    wykorzystywać ( rozmnażać ) to i biedni finansowo nie będziemy . Ja osobiście nie mam
    nic do ludzi zamożnych , byle swój majątek nabywali uczciwie , nie krzywdząc innych .Nie sądzę aby Bóg też miał im to za złe .Przecież
    najczęściej z ich bogactwa korzystają też inni np. z tworzonych miejsc pracy itp.
    Przed Bogiem należy być przede wszystkim szczerym . Jak są potrzebne pieniądze to dlaczego mam o nie , nie prosić ?
    A najbardziej skuteczną metodą jest proszenie za przyczyną
    jakiegoś świętego .
    Kiedyś wpadła mi do ręki książka .Autor , kapłan protestant , psycholog , wyjaśniał
    jaką siłę , daje człowiekowi , jego życie codzienne z Bogiem .
    Mnie również , wówczas , zdziwiła sugestia takiego bezpośredniego , codziennego zwracanie się do Boga .Zaczęłam stosować w je w swoim życiu .Efekty są widoczne do dnia dzisiejszego .
  • www
    06.04.2014 10:42
    ludzie nie modlą się o pieniądze, bo wiedzą, że Bóg ich nie daje. pieniądze biorą się albo z ciężkiej pracy, albo ze złodziejstwa. w III RP głównie z tego drugiego.
    doceń 1
  • źródło
    06.04.2014 23:33
    Widzę, że temat bardzo ważny, skoro znów artykuł. Fakt, trochę zmieniony, "wyprostowany" tu i ówdzie. Moje doświadczenie mowi, ze niestety czasem jest tak, że są ludzie - w tym księża, którzy doskonale wiedzą komu szepnąć o potrzebie gotówki. Mówią o tym Jezusowi na modlitwie i owszem, ale jednocześnie mimochodem wspominają paru znajomym, czasem nazywając ich swoimi przyjaciółmi. A wiadomo, "prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie". Kiedy bieda jest, ktoś kto na serio traktuje przyjaźń, otwiera serce i... portfel. Tylko po jakimś czasie, zwłaszcza kiedy serce pozostaje otwarte, ale portfel już skromniejszy, ów przyjaciel, czasem ksiądz :( znika... A wraz z nim deklarowana przyjaźń, co miała być zawsze. A kasa dalej spada mu z nieba, w innym miejscu, od kolejnych "przyjaciół".
    doceń 3
  • grecz
    08.04.2014 09:32
    Jak Pan Jakimowicz dożyje emerytury (czego serdecznie życzę oczywiście), to pewnie też będzie jeździł po całych Katowicach (bilety wszak za darmo dla emerytów)w poszukiwaniu produktów tańszych o 2 zł... i wtedy za pięć produktów, na których zaoszczędzi 10 zł kupi sobie chleb na cały tydzień. Takie realia niestety.
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji