Nowy numer 12/2019 Archiwum

Na śmierć i życie

„Słyszałam, że Lucyfer ma być znowu wypuszczony na pewien czas, coś na 50 czy 60 lat przed rokiem dwutysięcznym po Chrystusie” – pisała. Choć żadne słowa nie oddadzą kaźni niewinnego Baranka i wyglądu „Tego, przed którym zasłania się twarz”, szczegółowe opisy Anny Katarzyny Emmerich od 200 lat wprowadzają czytelników w osłupienie. 


Diabeł tkwi w szczegółach, mawiamy. Tym razem powinniśmy jednak powiedzieć: „w szczegółach tkwi Pan Bóg”. Anna Katarzyna Emmerich, niemiecka mistyczka, w swych wizjach jest precyzyjna jak GPS. Opisuje szczegóły kartograficzne i geograficzne Ziemi Świętej z nieprawdopodobną dokładnością amerykańskiego satelity. Choć była zamknięta w klasztorze odległym od Jerozolimy o 5300 km, potrafiła odtworzyć z detalami topografię spalonego słońcem Miasta Pokoju.To rzeczywistość, wobec której współczesna nauka jest kompletnie bezradna. Nieruszająca się ze swojego łóżka błogosławiona stygmatyczka widziała nie tylko jakiego koloru był ołtarz na arce, na której Noe składał ofiarę Panu, i jaką barwę nosiła szata, którą wdziewał każdego dnia Abraham, ale nawet jak wyglądała weselna szata Najświętszej Maryi Panny (Jej zaślubiny z Józefem opisała zresztą ze szczegółami). Zdumiewające jest to, że Emmerich nigdy sama nie przeczytała Biblii.
Mel Gibson, pytany na konferencjach prasowych, skąd wiedział, że męka Chrystusa wyglądała tak drastycznie, odpowiadał: z lektury pism niemieckiej mistyczki. Film „Pasja”, który zobaczyły tłumy ludzi na całym świecie, sprawił, że zapiski z domu w Dülmen zaczęły przeżywać prawdziwy renesans.


Krwawe pieczęcie


Urodziła się 8 września 1774 roku w wiosce Flamske, w diecezji Münster, w Westfalii, w północno-wschodnich Niemczech. Była piątym z dziewięciorga dzieci ubogich rolników Bernarda i Anne Emmerichów. Choć jako dziecko często chorowała, od najmłodszych lat bez żadnej taryfy ulgowej pomagała w pracach w polu i przy domowym gospodarstwie. Uchodziła za osobę skrytą i cichą. Najbliżsi z niepokojem spoglądali na jej, niespotykaną u rówieśników, pobożność. Sprawy wiary traktowała niezwykle poważnie. Gdy jako 7-latka przygotowywała się do Pierwszej Komunii Świętej, w drodze do kościoła, gdzie miała odbyć swą pierwszą spowiedź, wzbudziła w sobie tak szczery żal za grzechy, że… straciła przytomność. Towarzyszące jej dzieci musiały zanieść ją na rękach do kościoła. 
W wieku 12 lat Anna Katarzyna zaczęła pracować jako służąca. Marzyła o tym, by zamknąć się za murami klasztoru. Rodzice nie chcieli słyszeć o jej wyborze. Dopiero jako 28-latka wstąpiła do klasztoru augustianek w Dülmen. Śluby złożyła po roku nowicjatu – 13 listopada 1803 roku. „Oddałam się zupełnie niebieskiemu Oblubieńcowi, a On czynił ze mną według swojej woli” – powiedziała wówczas. Gdy po 8 latach władze państwowe wprowadzające w życie program przymusowej laicyzacji zamknęły klasztor, Anna Katarzyna przeprowadziła się do prywatnego domu. Zaczęła chorować. Wkrótce nie była już w stanie wstawać z łóżka, a śmierć kilkakrotnie zaglądała jej w oczy. W czasie choroby miała ujrzeć Maryję, która szepnęła: „Jeszcze nie umrzesz, jeszcze wiele o tobie mówić będą, ale nie bój się! Jakkolwiek ci powodzić się będzie, zawsze doznasz pomocy”. Po wyzdrowieniu Anna Katarzyna wprowadziła się do domu wdowy Roters w Dülmen.
Niebawem w całej Westfalii zaczęto szeptać o stygmatach, które pojawiły się na jej ciele. Najpierw głowę Anny Katarzyny naznaczyło znamię korony cierniowej, po kilkunastu latach, 29 grudnia 1812 roku, na jej rękach i nogach pojawiły się wyraźne krwawe stygmaty, a w boku obficie krwawiąca rana. 
Sama mistyczka tak opisywała chwile bolesnego naznaczenia: „Było to trzy dni przed Nowym Rokiem, mniej więcej o godzinie trzeciej po południu. Rozważałam właśnie Mękę Pańską, prosząc Pana Jezusa, by mi pozwolił uczestniczyć w tych strasznych cierpieniach, a potem zmówiłam pięć »Ojcze nasz« na cześć pięciu świętych ran. Nagle ogarnęła mnie światłość. Widziałam Ciało Ukrzyżowanego, żywe, świetliste, z rozkrzyżowanymi ramionami, lecz bez krzyża. Rany jaśniały jeszcze silniejszym blaskiem niż reszta Ciała. W sercu czułam coraz większe pragnienie ran Jezusowych. Wtedy najpierw z Jego rąk, a potem z boku i nóg wyszły czerwone promienie, które niczym strzały przeszyły moje ręce, bok i nogi”.


Sensacja!


Takie rzeczy nie ukryją się na długo przed ciekawą gawiedzią. O mistyczce obdarowanej dodatkowo charyzmatem proroctwa zaczęło być głośno, a jej stygmaty poddawano wielokrotnym badaniom. Gdy o wizjach zakorzenionych głęboko w Biblii dowiedział się wybitny niemiecki poeta doby romantyzmu Clemens Brentano, spakował manatki i wyruszył na spotkanie wizjonerki. Po wielu rozmowach z charyzmatyczną zakonnicą poobijany przez życie, krążący między Wiedniem a Berlinem artysta powrócił ze skruchą do Kościoła. Aż 6 długich lat (1818–1824) spędził przy łożu stygmatyczki, spisując strona po stronie jej relacje. „Nie widziałem w jej twarzy czy spojrzeniu cienia wzburzenia, czy egzaltacji” – wspominał te spotkania.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • MM
    22.03.2014 15:41
    Nie należy zapominać, że żadne z pism przypisywanych bł. Annie Katarzynie Emerlich nie zostało uznane przez Kościół Katolicki jako wiarygodne źródło objawień.
    Nie zostały one wzięte pod uwagę w procesie beatyfikacyjnym, który trwał długo i z przerwami – właśnie z powodu licznych kontrowersji wokół tych pism.
    To, co mówiła Anna Katarzyna Emerlich zostało spisane przez Clemensa Brentano.
    I to on nie tylko spisał, ale też ubarwił i zniekształcił treść objawień.
    Tak przynajmniej przyjęto na procesie beatyfikacyjnym.
    Paradoksalnie to stwierdzenie pozwoliło na dokończenie procesu i uznanie błogosławioną Annę Katarzynę Emerlich, gdyż w przeciwnym wypadku o beatyfikacji nie mogło by być mowy, gdyż pisma te niosą wiele wątpliwości również pod względem treści.
    Teksty, z którymi mamy do czynienia, są mieszanką tego, co błogosławiona mówiła i bogatej (trzeba to przyznać) wyobraźni Clemensa Brentano.
    Nie bez przyczyny beatyfikacja Anny Katarzyny Emerlich odbyła się dopiero w 2004 roku.
    Propagowanie tych pism, to chyba nie jest dobry pomysł. Wiele osób może sądzić, że Kościół je zaakceptował. A to bardzo szkodliwe.
    doceń 10
  • Mariusz
    22.03.2014 20:41
    Na szczęście jako katolicy nie jesteśmy zobowiązani do wiary w objawienia prywatne - nawet te uznane przez Kościół- to nie jest depozyt wiary - więc można je przyjąć wedle własnej woli, za pełnię Objawienia uznając Pismo Święte i Tradycję.

    doceń 11
  • Sławek
    23.03.2014 22:30
    poważnielucyfer z wielkiej litery?!
    doceń 2
  • JAWA25
    08.06.2017 21:57
    "Anna Katarzyna Emmerich, niemiecka mistyczka, w swych wizjach jest precyzyjna jak GPS. Opisuje szczegóły kartograficzne i geograficzne Ziemi Świętej z nieprawdopodobną dokładnością amerykańskiego satelity" super. Co słowo w tych "wizjach" to pożałowania godne brednie ("prostytutka" Magdalena) z wyjątkiem fragmentów powtarzających słowa Ewangelii (nic zatem nie wnoszących). "Lucyfer" nie jest biblijnym imieniem "upadłego anioła".
    doceń 4

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji