Nowy numer 32/2020 Archiwum

Spocznij!

Osoba osuwa się na ziemię i leży plackiem na posadzce. Część ludzi rzuca się na ratunek, a część uspokaja: „Zostawcie ją: spoczęła w Duchu Świętym”.

Długo uciekałem od tego tematu. Bałem się z nim zmierzyć. Powód jest prosty: zjawisko, któremu przyglądam się od lat, jest zbyt świeże, by móc je ocenić z dystansu. Sam podchodziłem do niego z ogromną podejrzliwością. „Spoczynek w Duchu” to nie teoretyczny, wyssany z palca problem. Nie pojedynczy casus pani Kazimiery, która zasnęła na modlitwie pod Wałbrzychem. „Spoczynki” zdarzają się dziś „hurtowo” na rekolekcjach prowadzonych dla gimnazjalistów czy oazowych rekolekcjach. Łatwo wylać dziecko z kąpielą. Jak w równie ironicznym, co żenującym komentarzu Mikołaja Kapusty na Deon.pl zatytułowanym (gratuluję pokory i odwagi!) „Prawda o zaśnięciach w Duchu Świętym”. Do łez rozbraja szczere wyznanie felietonisty: „Nigdy nie doznam tego stanu, bo noszę białe koszule i nie chciałbym ich pobrudzić”. Tymczasem „spoczynku” doświadczyły w Polsce dziesiątki (jeśli nie setki!) tysięcy ludzi. Co więcej: to konkretne doświadczenie wielu kapłanów, a nawet biskupów. Od dwóch tysięcy lat aktualna wydaje się refleksja Gamaliela: „Jeżeli od ludzi pochodzi ta sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem”.

Owoc powiewu Ducha

– Jako pierwsi rekolekcje przeżywali księża – opowiada koszaliński biskup Edward Dajczak. – To oni pękli na początku. Ten powiew Ducha dotknął najpierw nas! W pierwszej turze rekolekcji uczestniczyło 190 proboszczów. Z tej grupy spora część doświadczyła spoczynku w Duchu. Wielu z nich (często ci, po których nigdy bym się tego nie spodziewał) podchodziło do mnie później i mówiło: dziękuję za te rekolekcje! Pierwszy „padłem” ja. (śmiech) Owoców tych rekolekcji ciągle doświadczamy: w diecezji wyrastają nowe wspólnoty, ożyły parafie. Do Skrzatusza (znad morza trzeba jechać sto kilkadziesiąt kilometrów!) przyjechało ponad 5 tysięcy młodych ludzi! Przypadek? Nie. Owoc powiewu Ducha, którego doświadczyliśmy przed rokiem. Patrzyłem na twarze naszych księży. Nas samych niezmiernie zdumiewało to, jak bardzo wybudzaliśmy się duchowo. Jak bardzo byliśmy zdumieni tym, co się stało. Nikt przecież tego nie planował. Rekolekcje rozpoczęły się na normalnej (specjalnie używam tego słowa!) adoracji. Prowadzący poprosił, bym ruszył między ławki z monstrancją i pobłogosławił księży. Powiedziałem: „Ojcze, dobrze, ale zanim ruszę pobłogosławić mych braci, proszę o błogosławieństwo”. Nie czułem żadnych odlotów, żadnych wielkich poruszeń, jasne, że byłem szczęśliwy, widząc tak modlących się księży. I nagle osunąłem się na ziemię i doświadczyłem spoczynku w Duchu. To uczucie ogromnego ciepła, głębokiego pokoju, błogości, niezwykłej bliskości, a następnego dnia Ogrójca i bólu. Kiedy wstałem, wziąłem monstrancję i ruszyłem do księży. Trochę z nich już leżało na posadzce… A ci mężczyźni to twardzi faceci, stąpający mocno po ziemi i pracujący przez lata w niełatwych parafiach. Oni nie są skłonni do tanich emocji, do sentymentalizmu. To nie są ludzie z grup charyzmatycznych. 190 chłopa… Skoro tak się stało, to znaczy, że ten znak był nam potrzebny.

– Wielu znajomych księży zauważyło, że dziś nie wystarczą już same słowa. Kilka lat temu to jeszcze „działało”. Dziś już nie – opowiada ks. prof. Leszek Misiarczyk, patrolog i – uwaga – egzorcysta, którego trudno posądzić o brak rozeznania duchowego. – Dotychczasowe formy duszpasterstwa nie skutkują. Może to tajemnica zła, które działa mocniej, brutalniej? Nie bójmy się charyzmatów. Badajmy je, rozeznawajmy, ale nie wyśmiewajmy tej biblijnej rzeczywistości. Ile razy słyszałem od kolegów: „Pomachasz rękami, ponakładasz dłonie. Śmiesznie wyglądasz”. Odpowiadam: „Tyle że po tym machaniu rękami ludzie wracają do Kościoła, do sakramentów, budują na nowo rozsypane małżeństwa, zaczynają walkę z nałogami”. A skoro owoce są tak wielkie, to czy nie pochodzą one od Boga? Co ma przyciągnąć młodych do Kościoła? Jeden ze znajomych księży na rekolekcjach zorganizował dla młodzieży modlitwę wstawienniczą. Przyszli. Na drugi dzień podszedł do niego pewien chłopak i rzucił: „Co wyście nam zrobili w czasie tej modlitwy? To działa mocniej niż marycha”. (śmiech) Może dziś, by uwierzyć, trzeba huknąć o posadzkę kościoła? Gdyby Paweł nie rąbnął o ziemię pod Damaszkiem, nie nawróciłby się. Czasami mówię księżom: nie oceniajcie zbyt łatwo. Nie nazywajcie z taką łatwością Bożej rzeczywistości diabelską. Bo to grzech przeciwko Duchowi Świętemu. Najważniejsze jest podjęcie trudu rozeznania tego nowego działania Ducha.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także