Nowy numer 24/2021 Archiwum

Jesteśmy członkami jednego Ciała

Zamieszki w Sudanie Południowym nie mają podłoża czysto etnicznego. Jest to walka polityczna o władzę. Zwierzchnicy chrześcijańscy tego kraju, w tym biskupi katoliccy, sprzeciwiają się instrumentalizacji konfliktu.

Biskupi apelują zarazem do dziennikarzy, by zaistniałą sytuację przedstawiali prawdziwie. 

Sudan Południowy, który niecałe trzy lata temu uzyskał niepodległość, znalazł się na krawędzi kolejnej wojny domowej po tym, jak doszło tam do nieudanej próby zbrojnego przewrotu. Stał za nim były wiceprezydent, 61-letni Riek Machar, odwołany z urzędu w lipcu i popierany przez Nuerów. 

Prezydent kraju Salva Kiir należy do grupy etnicznej Dinka. Dinkowie, stanowiący prawie połowę ludności Południowego Sudanu, zawsze traktowali mniej licznych Nuerów (dziesiąta część ludności) z wyższością, jako obywateli drugiej kategorii.
 

W czasie starć w ostatnich dniach zginęło co najmniej tysiąc osób. Doszło do ataku na bazę sił pokojowych ONZ w stanie Dżunkali, trwają też walki na polach naftowych. Zwierzchnicy chrześcijańscy Południowego Sudanu apelują do polityków, by nie podsycali napięcia, ale zdecydowanie weszli na drogę porozumienia i dialogu. Przypominają zarazem, że walka o władzę ma także swój wymiar materialny, ponieważ kraj ten jest niezwykle bogaty w ropę naftową. 

Jak donosi Radio Katolickie w Sudanie, wzywając do współpracy biskupi katoliccy podkreślają: „Nie jesteśmy ani Nuerami, ani Dinka. Jesteśmy członkami jednego Ciała Chrystusa, a nasz kraj potrzebuje dialogu”.

Również sekretarz stanu USA John Kerry i Rada Bezpieczeństwa ONZ zaapelowali w piątek o położenie kresu aktom przemocy w Sudanie Południowym i oświadczyli, że pokój jest jedynym wyjściem z obecnego kryzysu w tym kraju. W opublikowanym oświadczeniu Kerry poinformował, że rozmawiał telefonicznie z prezydentem Sudanu Południowego Salvą Kiirem Mayarditem i wezwał go do podjęcia działań mających na celu ochronę ludności i pojednania między zwalczającymi się ugrupowaniami.

Kerry podkreślił, że ludność Sudanu Południowego doświadczyła już zbyt wielu lat walk wewnętrznych i poniosła zbyt wielkie ofiary aby zezwolić na ponowne pogrążenie się ich młodego państwa w otchłań przemocy. Szef amerykańskiej dyplomacji poinformował, że w piątek udał się do Sudanu Południowego specjalny wysłannik USA, ambasador Donald Booth.

Rada Bezpieczeństwa ONZ w uchwalonej niewiążącej deklaracji wezwała przywódców rywalizujących ugrupowań Salvę Kiira Mayardita i Rieka Machara do "przerwania aktów przemocy i niezwłocznego rozpoczęcia dialogu".

W ub. czwartek podczas ataku na bazę sił pokojowych ONZ w Akobo zginęło najmniej 20 osób w tym 3 indyjskich żołnierzy ONZ. Rzecznik misji pokojowej ONZ Edmond Mulet poinformował, że około 35 tys. osób schroniło się w bazach ONZ na terenie całego Sudanu Południowego.

Waszyngton wysłał w piątek oddział 45 żołnierzy do Sudanu Południowego, by chronili ambasadę USA i jej pracowników. Po utrzymujących się kilka miesięcy napięciach wywołanych zdymisjonowaniem w lipcu przez prezydenta Salvę Kiira Mayardita wiceprezydenta Rieka Machara, w niedzielę w pobliżu stolicy kraju - Dżuby wybuchły walki. Według Kiira w najnowszych incydentach stroną atakującą były oddziały wierne Macharowi.

W starciach między rywalizującymi frakcjami armii zginęło co najmniej 500 osób, a 800 zostało rannych.  

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama