Nawet podejrzewam, co sprawiło, że wyrobili sobie taki pogląd – rozmawiali tylko z jedną stroną konfliktu: z dyrektorką przedszkola, w którym próbowano wprowadzić genderowe treści, i z wspierającym ją Urzędem Miasta. A urzędnicy we własnym interesie próbują przekonać wszystkich wokół, że nic się nie stało. Dziennikarze nie rozmawiali natomiast z rodzicami zaniepokojonymi treściami, które próbowano wprowadzić w przedszkolu. Nie robię z tego moim kolegom z „Dziennika” zarzutu, bo z rodzicami porozmawiać próbowali, tylko im się nie udało. To sami rodzice nie chcieli już więcej spotykać się z dziennikarzami. Jednak fakt jest bezsporny: rozmawialiście tylko z jedną stroną konfliktu, więc przedstawiacie jego niepełny obraz.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








