Nowy numer 44/2020 Archiwum

Inny świat

Streetworking na Pradze. Przystają w bramach praskich podwórek i rozkładają mobilną szkołę z nadzieją, że dzieci nie podzielą losu rówieśników: nie skończą na marginesie, nie będą miały kuratorów, nie pójdą do więzienia

Cel może mało ambitny, ale dziewczyny zdają sobie sprawę, że jeśli ich podopieczni przejdą dzieciństwo bez większych problemów z prawem, to będzie sukces. – To ciężka praca, bo nie mamy do czynienia z dziećmi grzecznymi, ale z tymi, które borykają się ze społecznymi deficytami: nie potrafią przestrzegać zasad – tłumaczy Joanna Bieńkowska, która od kilkunastu tygodni pracuje jako streetworkerka Grupy Pedagogiki i Animacji Społecznej GPAS Praga.

– Szukamy na praskich podwórkach tych, którzy spędzają tu bardzo dużo czasu, nie mają wsparcia w domu rodzinnym i wymykają się opiece instytucjonalnej, na przykład szkole.

Szkoła bez klasy

Adres: ul. Zaokopowa. W bramie stoi dwóch panów, jeden tuż po dwudziestce, drugi sporo starszy. Chowają piwo za pazuchą, ale za chwilę znowu się nim raczą. Odrapane ściany, na klatkach po kilkanaście mieszkań, pajęczyna drutów i kabli na elewacji. W podwórzu, za niskim płotkiem, pod kapliczką z figurką Matki Bożej – piaskownica, porozrzucane łopatki, łysa lalka, pod trzepakiem wózek bez kółka. Jest po siedemnastej. Jakaś mama dogląda trzylatki, wokół biega pies. Gdy w bramie przy Zaokopowej 3, jak w każdą środę, zjawiają się wolontariusze z wózkiem mobilnej szkoły, senne podwórko na kilka godzin ożywa. Szkoła ma cztery kółka, rączkę do ciągnięcia i kilkanaście tablic w środku, wypełnionych zadaniami, zabawami i grami. Pomysł ściągnięty z Belgii – ruszył w maju 2005 r. Dzięki temu szkoła wjedzie na każde podwórko, skwerek, park czy boisko.

Poznaj swoje emocje

Jedynym pociągnięciem z zielonego pudła wyjeżdżają kolejne tablice, a z nich jeszcze inne, w sumie półtorametrowy wózek w ciągu minuty może stać się długim na dziesięć metrów murkiem, pod którym chętnie zbierają się dzieci. Mażą kredą, jak w szkole, na kolorowych panelach edukacyjnych uczą się podstawowych rzeczy – liczyć, czytać, odróżniać zdrowe jedzenie od tego, które szkodzi, rozpoznawać i nazywać emocje. – Najczęściej są to wiadomości deficytowe u dzieci ulicznych. Zadania opracowane są w specjalny sposób, aby dzieci mogły nawet nieświadomie – poprzez zabawę zdobywać podstawowe informacje i ćwiczyć swoje umiejętności, oraz wzmacniać swoją samoocenę – tłumaczy Tomasz Szczepański, koordynator pracy streetworkerów i prezes Stowarzyszenia Grupa Pedagogiki i Animacji Społecznej Warszawa-Praga-Północ. Sam wychował się na Pradze i wydawało mu się, że zna tę dzielnicę, dopóki nie zaczął wchodzić głębiej w jej liczne podwórka i spotykać ludzi, mieszkających tu od pokoleń. Był zszokowany językiem dzieci: pełnym wulgaryzmów i gwary więziennej. Widok dziesięciolatka palącego papierosy, pijącego alkohol, ćpającego przeraża go. Żyłka społecznika odezwała się w 1996 r., gdy trafił na dzieci ze Stalowej, rzucające kamieniami w okno. Umówił się z nimi na piłkę. Eksperyment pedagogiczny wypalił. Trzy lata później z innymi zapaleńcami założył stowarzyszenie GPAS.

Nie kopać butelki

– A poskaczemy na skakance? – pyta mała dziewczynka w fioletowej kurteczce. Wolontariusze, Grzegorz Prujszczyk i Agnieszka Rucińska wyciągają linkę, i za chwilę na podwórku robi się gwarniej. Mają też piłkę, badmintona, frisbee: to, co kilkuletnie dzieci lubią najbardziej. – Chodzi o to, by zajęły się kreatywną zabawą, a nie destruktywnymi zachowaniami. Czasem dużym osiągnięciem jest, że skończą szkołę, niektórzy kontynuują edukację także po gimnazjum. Sukcesy trudno w tej pracy zmierzyć, ale to, że dzieci się bawią zamiast kopać na ulicy puste butelki, już jest w jakiejś mierze osiągnięciem – dodaje Tomasz Szczepański. Za chwilę dzieci nudzą się skakaniem. Podchodzą do zielonej tablicy. Panele można wymieniać stosownie do wieku i potrzeb dzieci, które na ulicach i podwórkach odwiedza mobilna szkoła. Projekt realizowany jest, gdy jest ciepło, tzn. od marca do października. Z zasady w każdym jednym dniu tygodnia szkoła cyklicznie odwiedza wybrane podwórko. Tak działa też w Ameryce Południowej, Afryce i Azji. GPAS Praga był pierwszą europejską organizacją, poza Belgią, która wykorzystuje mobilną szkołę do pracy ulicznej. – Przy szkole otwierają się często nawet dorośli. Pytają, gdzie szukać pomocy w swoich problemach – mówi Tomasz Szczepański.

Światoteka

Przy ul. Szwedzkiej 6 powstało właśnie nowe miejsce dla praskich dzieci. W Światotece ruszy wkrótce praskie studio radiowe, prowadzone przez dziennikarza i prezentera radiowego Grzegorza Bendę, warsztaty prasowe i filmowe, sala z komputerami, które oferować będą edukacyjne gry. Wspólnymi siłami sześciu praskich organizacji, w tym Caritas i GPAS, tworzących konsorcjum „Tu Praga Waw Pl” udało się stworzyć miejsce, gdzie 20–30 dzieci dziennie będzie korzystać z korepetycji, zajęć artystycznych czy kulinarnych. Będzie studio muzyczne czy „sala szalikowa” z kolekcją 200 piłkarskich atrybutów z całego świata. Remont lokalu wsparły Wedel i jeden z banków. Najzdolniejsi będą mogli starać się o specjalne granty i mikrostypendia. Animacje i warsztaty w Światotece będą odbywały się w ramach nowego projektu realizowanego od tego roku przez miasto stołeczne Warszawę „Lokalny system wsparcia”. Ich zadaniem jest zapobieganie wykluczeniu społecznemu młodych ludzi. Oprócz zajęć edukacyjnych, socjoterapeutycznych czy rozwijających zainteresowania (m.in. capoeira, streetart, muzyczne, taneczne, teatralne, kulinarne, filmowe, profilaktyczne, sportowe), Światoteka będzie organizować zajęcia wspierające dla rodziców. Ważnym elementem w projektach są także inicjatywy integracyjne dla mieszkańców, takie jak pikniki sąsiedzkie czy festyn dla społeczności lokalnej.

Ognisko „Dziadka”

– Finansując takie przedsięwzięcia, będziemy oczekiwać konkretnych rezultatów, na przykład wzrostu efektów nauczania w szkołach – mówi Tomasz Pactwa, kierujący w ratuszu Biurem Pomocy i Projektów Społecznych. Niedaleko Światoteki mieści się ognisko „Praga” – najstarsza placówka w strukturach Zespołu Ognisk Wychowawczych im. Kazimierza Lisieckiego „Dziadka”. W zabytkowym, drewnianym budynku, który powstał około 1915 r. ognisko opiekuje się dziećmi i młodzieżą w wieku od 6 do 18 lat. Wychowawcy pomagają w rozwiązywaniu problemów szkolnych i starają się włączać rodziców w planowanie pracy z ich dzieckiem oraz w życie placówki. Dzieci mają tu także pomoc specjalistyczną, indywidualne konsultacje psychologiczne, socjoterapię, zajęcia logopedyczne oraz terapię pedagogiczną. Na 80. urodziny ognisko „Praga” otrzymało właśnie nowy pawilon, utrzymany w stylistyce obecnego, zabytkowego ogniska, sfinansowany przez ratusz. Jeszcze w tym roku miasto chce ogłosić konkurs dla organizacji pozarządowych na prowadzenie „klubów dziecka i rodzica”, gdzie w godzinach przedpołudniowych bezpłatną opiekę będą miały najmłodsze dzieci (od roku do 3 lat) z rodzin borykających się z różnymi problemami, np. długotrwałym bezrobociem. Warunkiem opieki nad dzieckiem w klubie będzie podpisanie przez rodzica kontraktu – zgody na współpracę z organizacją pozarządową, asystentem rodziny i uczestnictwo w warsztatach podnoszących kompetencje rodzicielskie, szkoleniach na temat aktywnego poszukiwania pracy. Miasto przeznaczyło na ten cel blisko 5,5 mln zł.

Świat nie kończy się w bramie

Z 3–4-letnimi dziećmi jest najłatwiej. Najmłodsi szybko lgną do ulicznych pedagogów. Ale są też takie dzieci, które przez kilka godzin nie odezwą się ani razu. – Pamiętam chłopca, który przez cały czas pisał na naszej tablicy literki. Pisał i ścierał, jakby nigdy w szkole nie miał takiej okazji – przypomina sobie lider GPAS. W tym czasie steetworkerzy przyglądają się starszym. Wyszukują tych, którzy stoją z boku. To potencjalny „cel” streetworkerów, którzy mają pracować z najtrudniejszą młodzieżą w wieku 9–12 lat. Zaprzyjaźniają się z nimi, wchodząc w naturalne środowisko. Z nich tworzą grupkę 5–6 osób. Joanna Bieńkowska studiowała psychologię, kończy staż w Ogólnopolskim Pogotowiu dla Ofiar Przemocy Niebieska Linia. – To nie jest łatwa praca. Staramy się być bardziej dorosłymi kumplami tych dzieci, a nie wychowawcami. Nie trzymamy ich za rączkę, nie moralizujemy, gdy przeklinają na ulicy. Gdy przy nas palą papierosy, nie każemy im przestać, bo inaczej nigdy nie będą chciały z nami pracować. Gdy zdobędziemy zaufanie, staramy się jednak proponować im bardziej kreatywne zajęcia. Żeby zobaczyły, że świat nie kończy się w bramie ich kamienic. I że można spędzić czas ciekawiej, na przykład na boisku czy w kinie – mówi Joanna Bieńkowska.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama