Nowy numer 43/2020 Archiwum

Przeorany

Nie mógł już mówić. Gestem przywołał Jarosława Gowina i wręczył mu karteczkę: „Nie uszlachetnia”. „Nie ono dźwiga. Cierpienie zawsze niszczy – pisał schorowany ks. Józef Tischner. – Tym, co dźwiga, podnosi i wznosi ku górze, jest miłość”.

Chrypka zaczęła dokuczać ks. Józefowi Tischnerowi wiosną 1997 r. Zignorował ją. Zwykłe przeziębienie, „zmęczenie materiału”, konsekwencja nieustannych wykładów, prelekcji, spotkań. Odkładał kolejne wizyty u laryngologa. 8 czerwca 1997 r., podczas pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny, usłyszał: „Józku, latałem nad twoją bacówką”. Papież dostrzegł ks. Tischnera w ciasnym szpalerze ludzi stłoczonych w krakowskim kościele św. Anny. 10 sierpnia 1997 r. tradycyjnie, jak przez niemal 20 lat, odprawił Mszę na Turbaczu. Głos miał mocny, tryskał humorem. Schodząc do Łopusznej, rzucił do brata Kazimierza: „Tak dobrze wyszło, jakby to ostatnia Msza miała być”. Nawet nie przypuszczał, że może to być prawda... Mijały miesiące. Chrypka i ból gardła nie znikały. W końcu ks. Tischner usłyszał werdykt: to rak krtani. „Mistrz ciętej riposty”, który z mieszkańcami Podhala „godoł” o Kancie i Heglu, a na pytanie niezorientowanych w kościelnej materii rodziców: „Co jest potrzebne do chrztu dziecka?”, z uśmiechem odparowywał: „Dziecko”, znalazł się w podbramkowej sytuacji.

Nie wiedziałam, że można tak cierpieć

Opisująca czas zmagania z chorobą książka Tomasza Ponikły „Józef Tischner. Myślenie według miłości. Ostatnie słowa” to lektura porażająca. Przejmująca do szpiku kości. „Uczucie, jakie wywołuje cierpienie, to bunt przeciw niemu, a nawet przeciw Opatrzności. Bez tego nie byłoby cierpieniem. Gdybyśmy cierpiąc, mogli odczuwać spokój, cierpienie byłoby raczej przyjemne” – pisał mistrz benedyktyński o. John Chapman, a prowincjał krakowskich jezuitów o. Wojciech Ziółek dopowiada: „Wmówiono nam, że chrześcijańska postawa jest taka, by od razu pokornie przyjąć, zgodzić się. No, ale zaraz... Ta zgoda, jeśli ma być prawdziwa, musi być poprzedzona etapami odrzucenia, buntu, a dopiero potem ewentualnie stać nas na powiedzenie, że się zgadzam… To zawsze mocno podejrzane, gdy ktoś zbyt łatwo zgadza się na cierpienie. Bo taka zgoda to ucieczka, po to, by nie bolało. Zakłady psychiatryczne są pełne ludzi uciekających od cierpienia. I to jest dopiero ból! Z krzyżem jest trochę tak jak z drogą do Santiago. To nie my pokonujemy drogę, ale ona nas. To nie my radzimy sobie z cierpieniem, tylko ono sobie radzi z nami”. O tym jest ta książka. To najlepsza recenzja tego znakomitego wydawnictwa. W swoim słynnym zbiorze „Myślenie według wartości” ks. Tischner pisał, że „cierpienie odziera człowieka z wszelkich masek i odsłania go takim, jakim jest”. W ciągu ostatnich trzech lat życia przerobił tę lekcję na własnej skórze. Został przeczołgany przez to doświadczenie. Tomasz Ponikło skrupulatnie zapisuje relacje najbliższych filozofa. Bratowa Janina opowiada: „Przeżywał wielkie bóle. Kiedy tylko miał poczucie, że nikt go nie obserwuje, łapał się za głowę. Ale jeśli zorientował się, że ktoś może go zobaczyć, zmieniał postawę, żeby się o niego nie martwić. Nawet sobie nie wyobrażaliśmy, że można tak cierpieć i tak to skrywać”. Bratowa Barbara dodaje: „Często siedział na skraju łóżka, zgarbiony, trzymając opuchniętą głowę w obu dłoniach, i leciutko się bujał, wyglądał jak Frasobliwy…”. – Tę książkę koniecznie trzeba przeczytać – zachęca kard. Kazimierz Nycz. – Dlaczego? Pisze Tischner: „W całym życiu dużo mówiłem o nadziei, a za mało o wierze i miłości. Mówiłem o myśleniu według wartości, a trzeba było mówić także o myśleniu według miłości”. Takie perły dające do myślenia są praktycznie w każdym akapicie, na każdej stronie.

Niszczy – nie uszlachetnia

Kwintesencją tego, co znajdziemy w książce, jest opis pewnej wizyty. Ks. Tischnera odwiedza Jarosław Gowin. „W mieszkaniu jest rodzina filozofa i kilkoro innych gości – relacjonuje Ponikło. – Wtedy Tischner przywołuje Gowina. Bez związku z tym, o czym toczy się rozmowa, wręcza redaktorowi karteczkę: »Nie uszlachetnia«. To nawiązanie do prowadzonej przez mężczyzn o wiele wcześniej rozmowy na temat cierpienia. Tischner powstrzymał się wówczas przed zajęciem klarownego stanowiska co do problemu wartości doświadczenia cierpienia w życiu człowieka. Robi to teraz”. Cierpienie nie uszlachetnia… Interpretować tę myśl trzeba za każdym razem na własny rachunek – pisze Ponikło. – Sam Tischner przed Bożym Narodzeniem 1999 r. przygotuje maleńki tekst, którego wagę wskazuje już sam tytuł – „Miłość”. Pisze w nim: „Do prawdy dochodzi się rozmaitymi drogami. Są takie prawdy, do których dochodzi się również przez męczeństwo. Jedną z takich prawd jest prawda, że cierpiąc, cierpimy z Chrystusem. Nie żyjemy dla siebie i nie umieramy dla siebie. Czy żyjemy, czy umieramy, należymy do Boga (św. Paweł).

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także