Nowy numer 43/2020 Archiwum

Einstein byłby dziś zagrożony zwolnieniem

Twórca ogólnej teorii względności Albert Einstein, gdyby pracował dziś na którymś z brytyjskich uniwersytetów, to byłby zagrożony zwolnieniem, ponieważ jego teoretyczne dociekania nie miałyby przełożenia na granty - twierdzi oksfordzki profesor Fergus Millar.

"Nie mówię tego żartem, ale Einstein, wykładowca fizyki teoretycznej, który tylko myślał o wszechświecie byłby narażony na zwolnienie, ponieważ jego dociekania nie przysporzyłyby jego uniwersytetowi żadnych grantów" - napisał profesor Millar w liście do dziennika "The Times".

"Na współczesnym brytyjskim uniwersytecie nie zabiega się o fundusze z myślą o sfinansowaniu badań, lecz odwrotnie - projekty badawcze są formułowane pod kątem zdobycia funduszy" - zaznaczył.

Według niego, największą zmianą na brytyjskich uniwersytetach w ostatnich 30. latach był rosnący nacisk na badania kosztem nauczania, a także zmiana modelu finansowania szkół wyższych - odejścia od finansowania bezpośredniego na rzecz finansowania konkretnych projektów badawczych.

W zestawieniu z tym, iż kadra profesorska straciła bezpieczeństwo pracy, a dużą część funduszy na badania stanowią fundusze rządowe oznacza to, że naukowcy, jeśli chcą się utrzymać na uniwersytecie, muszą wpisywać się w aktualne, polityczne oczekiwania wobec nich.

"Granty na badania pokrywają ogólne koszty uniwersytetów i są niezbędne dla finansowania poszczególnych wydziałów i całych uniwersytetów" - wyjaśnił.

Millar podaje przykład uniwersytetu, który ogłosił zamiar zamknięcia wydziału muzyki, ponieważ jego przychody z badań były niewystarczające. Inne placówki urlopują pracowników na cały semestr, by przygotowali wniosek o granty. Jest to ze szkodą dla nauczania i ogólnej kultury życia uniwersyteckiego.

Za jeszcze gorsze uznaje to, że uniwersytety rozliczane są z grantów w bardzo krótkim cyklu.

"Uniemożliwia to poważne, długofalowe prace badawcze, których wynik z założenia jest niemożliwy do przewidzenia. Jeśli nie można z ufnością przewidzieć ich rezultatu w horyzoncie pięciu lat (a obecnie wymagana jest także prognoza ich oddziaływania i wpływu), to nie są uznawane za prace badawcze" - tłumaczy Millar.

"Wykładowcom spełniającym się zawodowo w nauczaniu, trosce o studentów, kierowaniu wydziałem, bądź egzaminowaniu, w najlepszym razie grozi publiczne upokorzenie jako badawczo nieaktywnych, a w najgorszym razie zwolnienie z pracy" - dodaje.

"Obecny system (finansowania uniwersytetów - PAP) jest głęboko szkodliwy nie tylko dla nauczania, ale także dla samych badań" - stwierdził w konkluzji.

77-letni prof. Fergus Millar związany był z University College w Londynie, a następnie uniwersytetem oksfordzkim, skąd odszedł na emeryturę w 2002 r. Uchodzi za jednego z największych znawców historii starożytnej Grecji i Rzymu i za jednego z najbardziej wpływowych historyków XX wieku.

 

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama