GN 43/2020 Archiwum

Noble do aktualizacji

Gdyby ściśle trzymać się testamentu Alfreda Nobla, fundatora najbardziej znanej nagrody dla naukowców, żaden z tegorocznych laureatów nie zostałby uhonorowany. Zeszłoroczni zresztą także.

Nagrody Nobla mają ponad 100-letnią historię. Czy to dużo? Zależy, jakie przyjąć kryteria, ale pomijając odpowiedź na to pytanie, jedno nie ulega wątpliwości. W ciągu tych lat sposób uprawiania nauki zmienił się tak bardzo, że dzisiaj – chcąc trzymać się precyzyjnych zapisów w testamencie Nobla – nie byłoby kogo nagradzać.

Jak badano kiedyś?

Za czasów Nobla, a więc pod koniec XIX wieku, miał miejsce bardzo szybki rozwój nauki i techniki. Świat zaczął się kurczyć dzięki coraz lepszej komunikacji, coraz lepsze teleskopy dostarczały danych, które mówiły, że wszechświat jest chyba większy niż nasza galaktyka. Dmitrij Mendelejew, rówieśnik Nobla, w 1869 roku odkrywa prawo okresowości pierwiastków chemicznych (stąd tablica Mendelejewa) i świat na poziomie atomów zaczyna się porządkować. Pod koniec XIX wieku Thomson odkrywa elektron. To było coś! Nobel żył w czasach stali, węgla, pary i... przełamywania granic, które dla człowieka były przez setki lat nieosiągalne. Koniec XIX wieku to tryumf techniki, technologii, nauki... w skrócie to tryumf ludzkiego geniuszu. Powszechnie uważano wtedy, że nauka powoli się kończy, że jeszcze troszkę, jeszcze kawałek i będziemy wiedzieli wszystko, i nastanie czas czerpania pełnymi garściami z tej wiedzy. Nobel, pisząc swój testament, był przekonany, że naukowcy, którzy jakiś problem rozważają teoretycznie, w niedalekiej przyszłości odejdą w zapomnienie.

Po co teoretycy, którzy zadają pytania, skoro za chwilę znane będą wszystkie odpowiedzi? Stąd Nobel bardziej cenił praktyków. Jego intencją było nagradzanie nie tych, którzy stworzyli nową teorię czy hipotezę, tylko tych, którzy istniejącą już wiedzę potrafili wykorzystać dla dobra ludzkości. Stworzyli coś praktycznego. Coś, co ułatwi ludziom życie. Ale to było tylko jedno z kryteriów Nobla. Drugie, dzisiaj już kompletnie ignorowane, dotyczy czasu, w którym dokonano odkrycia. Otóż Nobel w swoim testamencie pisał, że nagrody mają być przydzielone tym, „którzy w roku poprzedzającym przynieśli ludzkości największe korzyści”. Innymi słowy Nagrody Nobla z 2013 roku miały honorować tych, którzy dokonali czegoś w 2012 roku. Ten warunek był – biorąc pod uwagę poprzedni – dosyć logiczny. Jeżeli ktoś prowadzi badania teoretyczne, musi latami czekać na weryfikację, którą przynosi dopiero eksperyment. Jeżeli jednak ktoś jest praktykiem, weryfikacja jego odkrycia przychodzi niemal natychmiast. Nobel chciał nagradzać praktyków. W końcu kolejne obostrzenie. Nobel chciał, by nagrodę w danej dziedzinie mogło dzielić pomiędzy siebie nie więcej niż trzech badaczy. W jego czasach dużych odkryć rzeczywiście dokonywano jeśli nie w samotności, to w bardzo małych grupach badawczych. I ostatnia sprawa, zupełnie sztuczny z dzisiejszego punktu widzenia podział na fizykę, chemię i medycynę lub fizjologię.

Jak bada się dzisiaj?

Pierwszą Nagrodę Nobla z fizyki otrzymał Wilhelm Roentgen za odkrycie promieni X (później nazwanych promieniami Roentgena). Odkrycie było dość praktyczne, bo jego medyczne aplikacje zauważono niemalże natychmiast. „Nowe” promienie pokochali także fizycy. Dzięki temu, że są bardzo krótkie (długość ich fali wynosi kilkadziesiąt nanometrów, a więc miliardowych części metra), zaczęto je wykorzystywać w krystalografii. Teraz można było – dosłownie – zajrzeć do wnętrza kryształów. W świat, który dotychczas był przed oczami fizyków całkowicie zamknięty.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się