Nowy numer 43/2020 Archiwum

Unik Trybunału

Wyrok Trybunału w Strasburgu oznacza, że nie możemy liczyć na wsparcie międzynarodowych instytucji w sporze z Rosją o prawdę na temat zbrodni katyńskiej.


Najważniejszym problemem, przed którym stanęła Wielka Izba Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, była odpowiedź na pytanie, czy ma on prawo oceniać rosyjskie śledztwo katyńskie. Każda z odpowiedzi miała doniosłe skutki dla dalszego biegu spraw. Trybunał ostatecznie orzekł, że nie może ocenić rosyjskiego śledztwa ws. zbrodni katyńskiej z lat 1990–2004, bo Rosja przyjęła Europejską Konwencję Praw Człowieka dopiero w 1998 r. Nastąpiło to więc osiem lat po rozpoczęciu przez sowiecką, a prowadzonego później przez rosyjską Główną Prokuraturę Wojskową śledztwa w sprawie zbrodni katyńskiej. Trybunał w swym orzeczeniu przypomniał, że do zbrodni katyńskiej doszło w 1940 r., natomiast konwencja praw człowieka, na podstawie której trybunał orzeka, powstała dopiero w 1950 r. (jej przepisy weszły w życie w 1953 r.). Sędziowie stwierdzili więc, że ze względu na odległość czasową nie mogą oceniać śledztwa rosyjskiej prokuratury. 
Rozprawa przed Wielką Izbą Trybunału była efektem odwołania się grupy rodzin katyńskich od pierwszego wyroku, który zapadł w Strasburgu w kwietniu 2012 r. Trybunał w siedmioosobowym składzie uznał wtedy, że „masowy mord dokonany na polskich więźniach można traktować jako zbrodnię wojenną”. Jednocześnie stwierdził, że nie ma uprawnień, by badać, czy Rosjanie przeprowadzili skuteczne śledztwo w sprawie zbrodni katyńskiej. Obecnym orzeczeniem Trybunał podtrzymał tamto stanowisko, co oznacza, że strona polska poniosła w Strasburgu porażkę. 


Wysoka stawka


Stawka tego wyroku była wielka. Gdyby był dla strony polskiej korzystny oznaczałby konieczność wznowienia przez Rosję śledztwa katyńskiego, prowadzonego przez Wojskową Prokuraturę FR w latach 1990–2004 oraz odtajnienie wszystkich związanych z tym śledztwem materiałów. Warto przypomnieć, że strona rosyjska nie tylko utajniła 36 tomów z tego śledztwa, ale nawet samo postanowienie o jego umorzeniu. Korzystny dla nas wyrok byłby także precedensem, jeśli chodzi o możliwość dostępu do materiałów w sprawach tzw. obławy augustowskiej. W lipcu 1945 r. jednostki NKWD i Armii Czerwonej spacyfikowały Suwalszczyznę, mordując 592 osoby podejrzewane o powiązania z podziemiem niepodległościowym. Instytut Pamięci Narodowej już kilka razy kierował do rosyjskich władz wnioski o pomoc prawną w odszukaniu dokumentów, które mogłyby pomóc w śledztwie w tej sprawie. Rosyjska Prokuratura Generalna niedawno jednak odmówiła udzielenia pomocy prawnej w tej kwestii.


Niezrozumiałe milczenie Trybunału



Profesor Ireneusz Kamiński z PAN, współautor argumentacji prawnej przedłożonej trybunałowi, który wspólnie z innymi prawnikami reprezentował krewnych ofiar zbrodni katyńskiej, w rozmowie z GN nie ukrywał swego rozczarowania tym wyrokiem. Podkreślał, że w pełni zgadza się ze zdaniem odrębnym, wyrażonym przez 5 z 17 sędziów Trybunału. Według niego niezrozumiałe jest przede wszystkim to, że Trybunał w ogóle nie odniósł się do argumentów podniesionych i zgromadzonych w dokumentacji dostarczonej do Trybunału zarówno przez prawników ofiar, jak i przez polski rząd. – Były nasze argumenty – mówi prof. Kamiński – ale z drugiej strony było milczenie. W ten sposób nie powinien postępować żaden sąd – dodaje. 
Jest to uderzające zwłaszcza w kontekście zwrócenia uwagi przez stronę polską na znaczenie listy ukraińskiej, co przeczyłoby twierdzeniu, że w tym śledztwie nie nastąpiły po 1998 r. nowe okoliczności. To ważne, gdyż poprzednio sam Trybunał wskazywał, że „nowe dowody lub okoliczności związane ze zbrodnią katyńską” po 1998 r. mogłyby uzasadnić jurysdykcję trybunału w odniesieniu do rosyjskiego śledztwa katyńskiego. W tym kontekście strona polska wskazała na fakt ujawnienia w latach 90. XX wieku tzw. Ukraińskiej Listy Katyńskiej, czyli spisu 3435 obywateli polskich, przetrzymywanych na terenach wschodnich województw II Rzeczypospolitej i zamordowanych na tej samej podstawie prawnej, co jeńcy wojenni z obozów w Starobielsku, Ostaszkowie i Kozielsku. Władze Ukrainy przesłały listę władzom rosyjskim w ramach pomocy prawnej jako materiał dowodowy i w 2004 r. została ona formalnie włączona do rosyjskiego śledztwa. Znalazła się także w dokumentacji dotyczącej skargi katyńskiej w strasburskim Trybunale. Niestety, jak zaznaczył w rozmowie z GN prof. Kamiński, Trybunał w swym orzeczeniu także do tej kwestii w ogóle się nie ustosunkował.


Fatalne konsekwencje


Z wyroku zadowolona może być Rosja, gdyż Trybunał uznał, że w istocie śledztwo w sprawie zbrodni katyńskiej nie może być poddane międzynarodowej kontroli. To oznacza, że pozostają w mocy oceny rosyjskich śledczych, którzy podczas pierwszej rozprawy w Strasburgu dowodzili, że jeśli nawet „hipotetycznie przyjąć”, że polscy jeńcy „mogli zostać zabici” na polecenie władz, było to uzasadnione, bo część polskich oficerów to byli „szpiedzy, terroryści i sabotażyści”, a przedwojenna polska armia „była szkolona do walki ze Związkiem Sowieckim”. Czy przy takim podejściu instytucji i organów państwowych możliwa jest rewizja rosyjskich podręczników szkolnych, które na temat zbrodni katyńskiej w ogóle milczą albo wyliczają ją w kontekście wielu innych stalinowskich „błędów i wypaczeń”, wprawdzie bolesnych i wstydliwych, ale nieomal koniecznych w sytuacji, w jakiej znajdował się Stalin i sowieckie kierownictwo? Rosnąć więc będzie kolejne pokolenie Rosjan wychowane w cieniu może nie tyle kłamstwa katyńskiego, ile półprawdy na temat zbrodni katyńskiej, bez ostatecznego dopowiedzenia o moralnych i prawnych konsekwencjach, jakie z tej zbrodni powinny być wyciągnięte.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama