Nowy numer 44/2020 Archiwum

Opuszczony

Prokuratorskie śledztwo wykazało, że instytucje państwowe, które miały pomóc prezydentowi Kaczyńskiemu przygotować jego wizytę w Katyniu, zawiodły na każdym etapie. Lech Kaczyński został opuszczony, jakby nie był prezydentem państwa, ale zawalidrogą.


Niedawno otrzymałem obszerny, liczący ponad 350 stron, dokument przygotowany przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga o umorzeniu śledztwa w sprawie niedopełnienia obowiązków służbowych przez funkcjonariuszy publicznych w związku z przygotowaniem i organizacją oficjalnej wizyty premiera Tuska w dniu 
7 kwietnia 2010 r. oraz prezydenta Kaczyńskiego w dniu 10 kwietnia 2010 r. w Katyniu. Zostałem jego adresatem, ponieważ 7 kwietnia 2010 r. byłem uczestnikiem wizyty w Smoleńsku. W związku z tym w ramach tego śledztwa otrzymałem status osoby pokrzywdzonej. 
Zadaniem prokuratury było sprawdzenie, czy w toku przygotowań do obu tych wizyt nie doszło do złamania prawa.

Było to postępowanie uzupełniające w stosunku do prowadzonego przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie śledztwa w sprawie wyjaśnienia przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem. 
Lektura tego dokumentu jest doświadczeniem przygnębiającym, odsłania bowiem wszystkie patologie polskiego życia politycznego ostatnich lat. Pokazuje, jak fatalna decyzja o rozdziale uroczystości w Katyniu doprowadziła do obniżenia warunków bezpieczeństwa Prezydenta RP, który traktowany był jako nieproszony gość nie tylko przez Rosjan, ale także przez znaczną część polskich struktur państwowych, a przede wszystkim przez urzędników Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Nie chcę używać mocnych słów, gdyż w debacie po katastrofie padło ich już aż nadto. Opiszę tylko fakty zebrane i przeanalizowane przez prokuratorów Józefa Gacka i Michała Machniaka w ramach śledztw V Ds. 34/13.


Telefon Putina


Dla wszystkich polskich polityków, zarówno z otoczenia premiera Tuska, jak i prezydenta Kaczyńskiego, odpowiedzialnych za politykę zagraniczną, było rzeczą oczywistą, że obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej będą najważniejszym wydarzeniem w 2010 r. Wstępne przygotowania zaczęły się pod koniec 2009 r., kiedy zapadła decyzja, że wszystkie poczynania w tej sprawie będzie koordynowała Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, której sekretarz generalny Andrzej Przewoźnik stał się jednym z głównych organizatorów tego przedsięwzięcia. Zakładano różne scenariusze, zarówno dwóch wizyt – premiera i prezydenta, jak również wspólnej wizyty. Chciano przy tym wykorzystać pozytywne doświadczenia z uroczystości 
70. rocznicy wybuchu II wojny światowej, w których na Westerplatte uczestniczyli zarówno premier, jak i prezydent. Wygłosili różne, ale w sumie uzupełniające się przemówienia. 
Inicjatywa w polskich rękach była jednak tylko do 3 lutego 2010 roku. Wówczas odbyła się rozmowa telefoniczna premiera Putina z premierem Tuskiem, podczas której polski premier został zaproszony do wspólnych obchodów rocznicy zbrodni katyńskiej w Rosji. Propozycja wydawała się atrakcyjna, gdyż celem polskiej polityki było od dawna doprowadzenie do wspólnych, polsko-rosyjskich uroczystości w Katyniu. Z Moskwy płynęły także sygnały, że władze rosyjskie chcą wykorzystać te uroczystości dla prowadzenia polityki destalinizacji w Rosji. Przyjmując jednak propozycję Putina, premier Tusk w bardzo trudnej sytuacji postawił prezydenta Kaczyńskiego, który od dawna jasno deklarował, że zamierza wziąć udział w tych uroczystościach. Nie tylko nie powiadomił go o tej rozmowie, ale także nie próbował w jakikolwiek sposób skonsultować z nim dalszego postępowania podczas tych uroczystości.

Cały dalszy polityczny bieg wydarzeń był konsekwencją przyjęcia zaproszenia Putina, które stanowiło również oczywistą interwencję w polską politykę wewnętrzną. Interwencję, jak pokazał późniejszy bieg wydarzeń, do dzisiaj skuteczną. Przestrzegał przed tym Mariusz Handzlik, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta, odpowiadający za kontakty zagraniczne. Już w notatce z 8 grudnia 2009 r., sporządzonej po rozmowie z ambasadorem Federacji Rosyjskiej Władimirem Grininem i przekazanej do MSZ, sugerował on pełną koordynację wszystkich poczynań w sprawie przygotowania uroczystości w Katyniu, aby uniknąć możliwości „rozgrywania” ich przez Rosję. Jednak zarówno ta notatka, jak i pismo Handzlika z 27 stycznia 2010 r. do MSZ i Kancelarii Premiera, jednoznacznie deklarujące wolę udziału prezydenta Kaczyńskiego w uroczystościach katyńskich, pozostawione zostało bez odpowiedzi. Dalsze zaś poczynania polskiego rządu sprowadzały się do tego, aby przyjazd Prezydenta RP do Katynia utrudnić lub wręcz uniemożliwić. Na kolejne pisma płynące z Kancelarii Prezydenta do MSZ oraz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa nie było odpowiedzi. Przedstawiciele prezydenta nie byli zapraszani na kolejne spotkania przygotowawcze, choć np. w jednym z nich wzięło udział aż 19 instytucji. W tym samym czasie przedstawiciele MSZ – Andrzej Kremer, podsekretarz stanu odpowiadający za sprawy wschodnie, i Jarosław Bratkiewicz, dyrektor Departamentu Wschodniego MSZ, na polecenie min. Radosława Sikorskiego prowadzili intensywne rozmowy ze stroną rosyjską, ustalając szczegóły wizyty premiera Tuska w Smoleńsku i Katyniu. Kancelaria Prezydenta RP, pomimo że o to prosiła, nigdy nie była informowana o szczegółach tych rozmów. O tym, że do spotkania Tuska z Putinem w Katyniu dojdzie 7 kwietnia, dowiedziano się tam z mediów. W efekcie strona rosyjska w ogóle próbowała zanegować fakt, że wie o zamiarze przyjazdu prezydenta Kaczyńskiego na uroczystości katyńskie. Ambasador Grinin, choć już 27 stycznia 2010 r. otrzymał w tej sprawie oficjalne pismo min. Handzlika, publicznie twierdził, że nie był o tych planach prezydenta informowany. 


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama