Nowy numer 42/2020 Archiwum

Idealiści potrzebni od zaraz!

Bez wysoko postawionych celów nie uda nam się osiągnąć nawet tych przeciętnych.

- Nieszczęśniku, jesteś idealistą - usłyszałem kiedyś od znajomego. - Dlaczego nieszczęśniku? - zapytałem. - Bo idealista jest skazany na frustracje po zderzeniu z rzeczywistością - odpowiedział.

Sprawa idealizmu wraca co jakiś czas, wróciła też podczas rozmowy ze znajomą na temat kondycji wielu współczesnych mediów, dla których ważniejsza od prawdy jest oglądalność, sprzedawalność, klikalność i przede wszystkim wciskanie ludziom zideologizowanej wizji świata. Ale idealizm to nie ideologia i nie dotyczy jedynie tematu mediów. To postawa życiowa, sposób przeżywania codzienności.

Wielu ludzi uważa, że idealizm nie ma sensu, bo w ostatecznym rozrachunku idealistę czeka gorzkie rozczarowanie. Sugerują, że najlepiej wyleczyć się z idealizmu jak najszybciej i stawiać sobie umiarkowane cele, takie, których prawdopodobieństwo realizacji jest bardzo duże. Może i coś w tym jest. Może i tak jest łatwiej. Ale do czego to może doprowadzić?

Platon nie był głupcem. Kiedy opisywał świat idei zakładał na starcie, że w naszej codzienności idea rozumiana przez niego jako niematerialny byt, pewne doskonałe dobro duchowe, nie jest nam bezpośrednio dana, czy też po prostu nie jest osiągalna w naszej rzeczywistości. A jednak nie zrezygnował ze swojej filozofii. Do czego zatem potrzebny nam idealizm i idealiści?

Odpowiedź jest prosta: Jeśli nie będziemy stawiali sobie wysoko postawionych celów, jest duża szansa, że nie uda nam się osiągnąć nawet tych przeciętnych. Przy założeniu przeciętnego celu mamy szanse osiągnąć mierny skutek, bo zaangażowanie będzie dostosowane do niżej zawieszonej poprzeczki. Jeśli cywilizacja się rozwija, to właśnie dzięki idealistom. Dzięki tym, którzy mają marzenia, żeby zmienić, polepszyć obecny stan rzeczy, żeby przekroczyć to co osiągalne, dokonać czegoś, czego nikt nie dokonał, żyć jeszcze piękniej. Nie wszystkim się udaje zrealizować te pragnienia. Ale na tym co osiągną, budują następni.

A co z ryzykiem frustracji? Jasne, że istnieje. Tutaj chyba jest przestrzeń do uczenia się cierpliwości i pokory. Zbudowania wewnętrznego nastawienia, że nie wszystko musi się udać i przede wszystkim wcześniejszego złożenia swoich dobrych pragnień w Bogu. Bo czy nie jest tak, że tym, który uczy nas idealizmu jest właśnie On? Wystarczy przyjrzeć się przykazaniom, Ośmiu Błogosławieństwom i już gołym okiem widać, że chrześcijaństwo to czysty idealizm, a Królestwo Boże to cel postawiony bardzo wysoko. Osiągalny, ale nie jedynie naszymi siłami. My tylko współpracujemy z łaską, którą otrzymujemy. Czy wobec tego mamy z tego celu rezygnować? Wykreślać kolejno przykazania, z którymi nie dajemy sobie rady na co dzień? Wspólnoty chrześcijańskie, które w ten sposób postąpiły dziś są rozbite i słabe.

Musimy być idealistami. Dawać z siebie wszystko, by osiągać dobre i piękne cele. Ale idealistami twardo stąpającymi po ziemi: jeśli cel osiągniemy - to być wdzięcznymi Bogu. Jeśli nie - to mieć w sobie pokój, ale i radość z tego, że zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy zrobić. Reszty dopełni Bóg.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wojciech Teister

Redaktor serwisu internetowego gosc.pl

Dziennikarz, teolog. Uwielbia góry w każdej postaci, szczególnie zaś Tatry w zimowej szacie. Interesuje się historią, teologią, literaturą fantastyczną i średniowieczną oraz muzyką filmową. W wolnych chwilach tropi ślady Bilba Bagginsa w Beskidach i Tatrach. Jego obszar specjalizacji to teologia, historia, tematyka górska.

Kontakt:
wojciech.teister@gosc.pl
Więcej artykułów Wojciecha Teistera

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także