Nowy numer 43/2020 Archiwum

Przyklepywanie grzechu

Nie jest miłosierdziem ułatwianie drogi temu, kto idzie w złym kierunku.

Gdyby Kościół wprowadzał to, czego życzą sobie duchowni renegaci i zakompleksieni świeccy, już by Kościoła nie było. Byłaby jakaś fundacja „Spełniamy życzenia”, ale raczej kiepsko by prosperowała. Jak pokazuje praktyka krajów Zachodu, ludzie prędzej przejdą tam na islam, niż pozostaną w tym, co postrzegają jako amebowatą organizację, która Jezusem się podpiera, ale Go nawet nie popiera. No bo co mają myśleć o takich, którzy w imieniu Kościoła gotowi są wyprzeć się nauki Chrystusa? Jeśli ktoś czuje głód prawdy, nie zechce trwać tam, gdzie zamiast prawdziwej Ewangelii głosi się jakieś zestawy nauk, dobranych tak, żeby służyły wygodzie grzeszenia. 


Dopiero co słyszeliśmy o kolejnym „przełomie w Kościele”, jakim miała być rzekoma zgoda diecezji Fryburg na udzielanie Komunii „rozwodnikom”. W istocie sam rozwód – choć katolik też nie powinien się na niego zgadzać – nie odcina od sakramentów. Chodzi więc o tych, którzy weszli w ponowny związek, a zatem popełnili cudzołóstwo. Proszę się nie obrażać – tak się to nazywa. Mówi to jasno sam Jezus. Bo gdy trwa małżeństwo sakramentalne, może je zakończyć tylko śmierć, a nie rozwód.


Gdy sprawa Fryburga wywołała ekscytację na pół globusa, okazało się oczywiście, że Kościół niczego takiego nie zaaprobował. 
No i czemu się dziwić? Po pierwsze ani żadna diecezja, ani nawet sam papież nie mają prawa wydawać zgody na świętokradztwo. A przyjmowanie Komunii w stanie grzechu jest świętokradztwem. Lepiej więc mówmy, zgodnie ze stanem faktycznym, o Komunii dla cudzołożników. Prawidłowo postawione pytanie będzie więc brzmiało: „Czy trwającym w cudzołóstwie wolno przyjmować Komunię?”. I odpowiedź na tak postawione pytanie również musi być prawidłowa: „Nie wolno”.

Tu nie chodzi o robienie przykrości ludziom, którzy popełnili błąd. Chodzi o to, żeby nie pogłębiali błędu, lecz z niego wyszli. Przez nawrócenie, a nie zagłaskiwanie grzechu. Wielu sądzi, że to już nie 
jest możliwe. Ale to kwestia zaufania Bogu, 
dla którego nie ma rzeczy niemożliwych.

Znamienny wpis na gosc.pl zamieściła czytelniczka w odpowiedzi na komentarz mężczyzny, który twierdził, że życie w związku niesakramentalnym nie zaszkodziło jego relacji z Bogiem. „Ja też przed laty żyłam na kocią łapę z kochankiem. Zostawiłam męża i wydawało mi się, że mam lepsze życie i wreszcie jestem szczęśliwa. Nawet ksiądz na spowiedzi mi związek »pobłogosławił« i powiedział, że widocznie taka moja droga i Pan Bóg się cieszy z tego, że się kochamy. Czyli co zrobił? – przyklepał mój grzech” – napisała. Aż kiedyś, pod wpływem lektury, uświadomiła sobie, co robi. „Pan tak mocno dotknął moje serce, że spadłam z konia jak św. Paweł. Natychmiast potrzebowałam księdza. (…) A Pan potrzebował tylko 4 miesiące, żeby mnie z tego bagna grzechu wyciągnąć… Ja Go tylko prosiłam, On załatwił resztę – zerwałam ten związek, wyprowadziłam się z tego domu, z tego miasta, zeszliśmy się z mężem i złączyliśmy naszą rodzinę”.

Przytoczyłem ten tekst, bo pokazuje, że dobro nie zawsze wiąże się z wygodą, ale zawsze z prawdą.


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także