Nowy numer 44/2020 Archiwum

Niezłomni

65 lat temu komuniści zamknęli „Tygodnik Warszawski”, rozbijając ważne środowisko katolickiej inteligencji. Skutki tamtej operacji odczuwamy do dziś.

Gdyby w 1948 r. nie doszło do rozbicia środowiska „Tygodnika Warszawskiego”, inteligencja polska nie byłaby dziś w swej większości postmarksistowska, ale chadecka czy chadecko-narodowa – mówi historyk prof. Jan Żaryn. – Mielibyśmy silną grupę działaczy katolickich, dobrze przygotowanych do działalności publicznej, społecznej i politycznej. Myśl katolicka wpłynęłaby w znacznie większym stopniu na kształt ustrojowy Polski po 1989 r. – dodaje Marcin Przeciszewski, szef KAI, syn Tadeusza i Hanny Przeciszewskich, związanych z „Tygodnikiem Warszawskim”. To bodajże najdalsze, choć niejedyne skutki operacji komunistów sprzed 65 lat. Operacji zapomnianej, jak sam tygodnik i środowisko, które skupiało wielu wybitnych katolickich intelektualistów. Za wierność zasadom, za niezłomne dążenie do tego, by całe życie społeczne było budowane na katolickim nauczaniu społecznym zapłacili ogromną cenę – lata więzienia, a nawet utratę życia. Próbą przywrócenia pamięci o środowisku „Tygodnika Warszawskiego” jest wydana właśnie książka Tomasza Sikorskiego i Marcina Kuleszy „Niezłomni w epoce fałszywych proroków”.

Trzy pisma, trzy drogi

„Tygodnik Warszawski”, wydawany przez spółkę związaną z kurią warszawską, początkowo był pod wpływem narodowców, a następnie chadeków, gdy w połowie 1946 r. redaktorem naczelnym został ks. Zygmunt Kaczyński, przed wojną m.in. szef Katolickiej Agencji Prasowej, a w rządzie emigracyjnym minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego. Tygodnik był jednym z trzech pism katolickich, które zaczęły wychodzić w 1945 r. Obok krakowskiego „Tygodnika Powszechnego” oraz „Dziś i Jutro” Bolesława Piaseckiego, późniejszego twórcy PAX. „To, co zdecydowanie różniło »Tygodnik Warszawski« od pozostałych pism katolików świeckich, to (...) bezkompromisowa krytyka założeń marksizmu, a zarazem głoszone konsekwentnie i niezmiennie postulaty obecności w przestrzeni publicznej »katolickiego wzorca cywilizacyjnego«, obcego tak liberalnemu indywidualizmowi, jak i marksistowskiemu kolektywizmowi” – napisali prof. Tomasz Sikorski i Marcin Kulesza we wstępie do monografii o „Tygodniku Warszawskim”. Różnice w początkowym okresie ukazywania się tygodników, gdy komuniści nie mieli jeszcze pełni władzy, nie były wyraźnie zaznaczone. Te trzy nurty myślowe spotykały się i ścierały na łamach „Tygodnika Warszawskiego”, gdzie publikowali nie tylko autorzy wywodzący się z nurtu chadecko-narodowego i chadeckiego, ale także publicyści dwu pozostałych tygodników, np. Stefan Kisielewski, Hanna Malewska, Paweł Jasienica, Andrzej Micewski, Jan Dobraczyński. Drogi autorów i trzech pism rozeszły się w 1947 r., po sfałszowanych przez komunistów wyborach. Wtedy skończyły się nadzieje na to, że rządy komunistów są przejściowe, a wpływ środowisk katolickich na kształt państwa możliwy. Środowiska katolików musiały określić swoje miejsce i stosunek wobec państwa komunistycznego. „Dziś i Jutro” z Piaseckim poszło na współpracę z reżimem, środowisko „Tygodnika Powszechnego” przyjęło program „minimalistyczny”, ograniczając się do zagadnień religijnych i kulturalnych, „Tygodnik Warszawski” pozostał przy próbie kształtowania całego życia społecznego na podstawie katolickiego nauczania. W warunkach marksistowskiego państwa totalitarnego, które nie pozwalało na samodzielność myślenia w żadnej przestrzeni życia społecznego, taka postawa musiała skończyć się tragicznie.

…z głową osłoniętą papierem

– „Tygodnik Warszawski”, który propagował katolicyzm społeczny i ostro polemizował z marksizmem, podobnie jak chadecja oddziaływał na społeczeństwo, w tym środowiska robotnicze, które były terenem zarezerwowanym dla siebie przez komunistów – mówi prof. Jan Żaryn. – Dlatego komuniści przystąpili do kampanii oszczerstw przeciwko środowisku „Tygodnika Warszawskiego”, oskarżając go m.in. o sprzyjanie faszyzmowi, a następnie brutalnie zlikwidowali pismo. Pierwsze aresztowania nastąpiły już w 1947 r. Do frontalnego uderzenia w członków redakcji i jej współpracowników doszło – decyzją płk Julii Brystygier, dyrektor V Departamentu MBP – 31 sierpnia 1948 r. Oskarżeni o rzekomą nielegalną działalność, która miała zagrażać porządkowi prawnemu Polski, skazani zostali przez sądy wojskowe na długie lata więzienia, aż po dożywocie (Jerzy Braun, Jan Hoppe, Józef Kwasiborski).

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama