Nowy numer 41/2019 Archiwum

Zaryzykujesz?

Kościół to nie urząd ds. regulacji spotkań z Bogiem w niedziele i święta. Kościół to życie. Nie zrozumie tego nikt, kto nie zaryzykował i nie wszedł do środka na całego.

W miniony weekend świętowaliśmy 90-lecie „Gościa Niedzielnego”. W czasie Mszy Świętej w archikatedrze Chrystusa Króla w Katowicach, spoglądając któryś-tam-setny raz w życiu na ogromną, zawieszoną nad ołtarzem figurę Pana Jezusa przyszła mi do głowy pewna myśl: jak wiele dostałem od Kościoła przez Sobór Watykański II. Sobór, który podkreślił obraz Kościoła jako wspólnoty Boga z ludźmi. Kościoła, który jest znacznie więcej niż instytucją. Jest Wspólnotą wspólnot, jest rodziną.

Mam w swojej rodzinnej parafii diakonię, która jest moim podstawowym miejscem posługi w Kościele, ale też wspólnotą, w której czuję się „u siebie”. Działanie diakonii jest ściśle związane z codziennym życiem parafii, która naprawdę jest domem, bo wokół ołtarza gromadzimy się nie jako osobne satelity, ale jako ludzie, których łączą relacje.

Zaryzykujesz?   Archikatedra Chrystusa Króla w Katowicach. Msza Święta w intencji czytelników i pracowników "Gościa Niedzielnego" z okazji 90 lat istnienia tygodnika Henryk Przondziono /GN Dalej: w tej parafii wyrosłem w oazie, uczestnicząc co roku w rekolekcjach z oazowiczami z całej diecezji. Następnie spędziłem cztery wspaniałe (choć – czemu nie zaprzeczam - czasem i trudne lata w Wyższym Śląskim Seminarium Duchownym. Tam dostałem szansę mieszkania pod jednym dachem z obecnym w Najświętszym Sakramencie Panem Jezusem – kaplica była kilkadziesiąt metrów od pokoju. W tym miejscu poznałem też wiele osób, dzięki którym mogłem odkrywać Pana Boga i Kościół na nowo, wielu wspaniałych ludzi, towarzyszy w drodze do nieba. Teraz Pan Bóg daje mi łaskę pracy w „Gościu”, który jest z tą diecezją związany jak dziecko z matką.

I chociaż im dłużej jest się w jakiejś wspólnocie, tym więcej dostrzegamy też ludzkich słabości (także swoich), to jednak Kościół w archidiecezji katowickiej sprawił, że jestem tym, kim jestem. Tutaj odkrywam Boga, który nie jest despotycznym władcą, ale kochającym do szaleństwa Ojcem. Ojcem, który zrobi wszystko, żeby mnie odnaleźć. Tutaj, w Kościele katowickim poznałem  zdecydowaną większość moich przyjaciół, osób z którymi jestem w diakonii, ale i tych, z którymi wyjeżdżam w Tatry czy Alpy. I także w relacjach z nimi odkrywam żywego Jezusa Chrystusa. I choćbym mógł mieszkać w Alpach z widokiem na Matterhorn – najpiękniejszą górę świata – moje serce, to kim jestem, zawsze będzie związane z archidiecezja katowicką, z parafią bł. Karoliny w Tychach, z Ruchem Światło-Życie. I jestem pewien, że każdy ma w Kościele takie swoje miejsce.

Kościół to nie tylko instytucja, urząd ds. regulacji spotkań z Bogiem w niedziele i święta. Kościół to życie. Nie zrozumie tego nikt, kto nie zaryzykował i nie wszedł do środka na całego. A Ty? Zaryzykowałeś? Jeśli tak, to podziel się swoim doświadczeniem. Jeśli nie, to nie czekaj dłużej!

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wojciech Teister

Redaktor serwisu internetowego gosc.pl

Dziennikarz, teolog. Uwielbia góry w każdej postaci, szczególnie zaś Tatry w zimowej szacie. Interesuje się historią, teologią, literaturą fantastyczną i średniowieczną oraz muzyką filmową. W wolnych chwilach tropi ślady Bilba Bagginsa w Beskidach i Tatrach. Jego obszar specjalizacji to teologia, historia, tematyka górska.

Kontakt:
wojciech.teister@gosc.pl
Więcej artykułów Wojciecha Teistera

Zobacz także

  • Przemek
    25.09.2013 08:31
    Piękne słowa! Bóg zapłać!
    doceń 5
  • Maluczki
    25.09.2013 09:48
    "Kościół to nie tylko instytucja, urząd ds. regulacji spotkań z Bogiem w niedziele i święta. Kościół to życie. Nie zrozumie tego nikt, kto nie zaryzykował i nie wszedł do środka na całego. A Ty? Zaryzykowałeś?"

    A Pan wszedł?
    Z pańskich felietonów wnioskuję, że na razie stoi Pan przed drzwiami i woła: Wchodźcie!
    Prawdziwe wejście polega na uwierzeniu że Pan Bóg wszystko stworzył, a potem przyjęciu Jego Prawa do wykonania i wykonywaniu go.
    Najgorzej jest z wiedzą co to Prawo w praktyce znaczy. Rzeczywistość nas otaczająca świadczy że w tym zakresie panuje całkowita niewiedza.
  • Verbumpopuli
    25.09.2013 13:06
    Nie jesteśmy w Kościele obcymi. To ma być nasz dom, a nie punkt usługowy czy targowisko, na którym jesteśmy widzami i klientami. W naszych domach rodzinnych nie jesteśmy gośćmi, ale domownikami, czyli tymi, którzy aktywnie je budują. To jak wygląda nasz dom, czy jest nam ciepło, czy mamy co zjeść, gdzie się schronić, porozmawiać, odpocząć zależy przecież od naszego trudu i zaangażowania. I tutaj nie chodzi tylko o budynek.

    Wiemy dobrze, chociaż zdarza nam się o tym zapominać, że w domu nie są najważniejsze ładne meble, super łazienka czy nowe okna. To są rzeczy potrzebne, ale drugorzędne, ponieważ sam budynek i wyposażenie nie jest jeszcze domem. Dom jest raczej przestrzenią duchową i międzyludzką. Dom buduje wspólnota ludzi, bo służy on nie tylko do mieszkania, ale jest niezbędny dla duchowego rozwoju człowieka. Człowiek samotny może mieć mieszkanie, ale nie dom. Mieszkanie można sobie wynająć. Dom trzeba tworzyć. I w tym tworzeniu każdy musi brać aktywny udział: żona, mąż, dzieci i dziadkowie. Wszyscy powinni czuć się za niego odpowiedzialni, to znaczy, słuchać się nawzajem, rozmawiać ze sobą, podejmować różne obowiązki, wspierać się, dzielić bóle i troski, myśleć wspólnie także o materialnym zabezpieczeniu. Wtedy dom się buduje. I trwa to przez całe życie.

    Dom zaczyna się rozpadać, powiewa w nim pustką, chociaż mogą w nim być dębowe meble i perskie dywany, jeśli nie widzi się w nim człowieka, jeśli dom jest tylko hotelem, jeśli ktoś próbuje „korzystać” z pracy innych, jeśli nie docenia wkładu pozostałych domowników, jeśli nie ma w nim gościnności, wdzięczności, wyrozumiałości. Dom może być targowiskiem, na którym załatwia się różne interesy, oczekuje się wyłącznie zaspokojenia własnych potrzeb i korzyści. W pewnym sensie nadmierna troska o wyposażanie domu może być ucieczką przed pustką, jaka w nim panuje. Myślimy, że jeśli coś upiększymy materialnie, to będzie inaczej.

    Nasze życie już od początku wiąże się ze wspólnotą. Nikt z nas nie spadł z nieba w gotowej postaci. Bóg stwarza nas i doprowadza do doskonałości z pomocą ludzi. Dlaczego? Bo sam jest wspólnotą. W Bogu zachodzi ciągła wymiana miłości i dobra. Ojciec nieustannie oddaje się Synowi, Syn Ojcu i ta miłość między nimi jest Duchem Świętym. Nie ma życia bez wspólnoty. Nie ma miłości bez wspólnoty. Jak mielibyśmy nauczyć się miłości, jeśli nie byłoby komu co podarować? Zostaliśmy stworzeni na obraz nie jakiegokolwiek Boga, ale Boga, który jest wspólnotą osób. Dlatego nie osiągnięmy szczęścia w pojedynkę. To jest najgłębsza racja istnienia domu, rodziny, państwa, Kościoła.

    Kościół budujemy wspólnie. Często wierzący mawiają: a cóż ja znaczę, czy byłbym w Kościele czy nie, i tak wszystko jedno. Czy ojciec lub matka może tak powiedzieć o swoim domu? Wyobraźmy sobie, że w ścianie kościoła wyciągniemy jedną cegłę. Brzydko by to wyglądało. Zrobiłaby się dziura. Chcielibyśmy ją jak najszybciej zamurować. Ale jeśli wyciągniemy kilkanaście takich cegeł lub kilkadziesiąt, to ściana się zawali. Każdy ochrzczony jest ważny, ponieważ bez niego ściany Kościoła zaczną się chwiać, a w pewnym momencie mogą runąć.

    Podobnie jak w rodzinie istnieją więzy krwi, tak w Kościele jesteśmy związani ze sobą duchowo, niewidzialnie. To związanie wydarzyło się na chrzcie. Zostaliśmy włączeni najpierw w Bożą rodzinę, czyli życie Ojca, Syna i Ducha Świętego, a następnie w ludzką wspólnotę wierzących. Nie na niby, nie na krótką chwilę, ale na całą wieczność.

    Na chrzcie Bóg zawarł z nami przymierze, jak z Izraelitami na pustyni. Inaczej mówiąc spisał z nami umowę. Wiemy, że w umowie liczą się obie strony, tyle że tą drugą stroną jest nie tylko ochrzczony, ale także wspólnota Kościoła. Przez pokropienie na początku mszy przypomnieliśmy sobie o tej umowie.Bóg mimo swojej wielkości traktuje nas jako partnerów, wierzy w naszą odpowiedzialność i dane słowo. Niczego nie narzuca. Odwołuje się do wolności.

    Dlatego tytuł artykułu nie jest właściwy. My juz jesteśmy w Kościele i to na całego, jak w rodzinie i każdego dnia bierzemy na swoje barki jego sprawy, byc może nawet nie wiedząc czasami, że tak się dzieje. Nie ma tu żadnego ryzyka. Jest natomiast zagrożenie, czy wytrzymamy jako wspólnota, jako rodzina na tej trudnej drodze ziemskiego pielgrzymowania.
    doceń 10

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji