Nowy numer 28/2020 Archiwum

Wrogom przebaczyłem

Sześć lat siedział w stalinowskim więzieniu. Przez cztery walczył o to, by nie dać się usunąć z diecezji. Mija właśnie pół wieku od śmierci biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka.

Zmarły 26 sierpnia 1963 roku bp Kaczmarek był bez wątpienia postacią tragiczną. Nie tylko ze względu na absurdalne oskarżenia o usiłowanie „obalenia ludowego ustroju” – w 1990 roku został w pełni zrehabilitowany – ale także z uwagi na inne pomówienia, które w jakimś sensie do dziś rzucają na niego cień.

Z Płocka do Kielc
Gdy w maju 1938 r. Pius XI mianował ks. Czesława Kaczmarka biskupem kieleckim, miał on 43 lata. Pochodził z diecezji płockiej, urodził się w okolicach Sierpca. Po przyjęciu święceń kapłańskich w 1922 roku studiował nauki społeczne i polityczne na uniwersytecie w Lille we Francji, zakończone uzyskaniem stopnia doktora. Dwa lata pracował wśród górniczej Polonii. Po powrocie do Płocka był m.in. dyrektorem Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej.

Do Kielc, na swoje nieszczęście, zabrał skompromitowanego ks. Leonarda Świderskiego, który, zdaniem świadków, przyrzekł biskupowi zemstę za to, że ten przy innych zwrócił mu uwagę na niemoralny styl życia. Według ks. prof. Jana Śledzianowskiego, autora biografii bp. Kaczmarka, miał on zabrać Świderskiego na prośbę biskupa płockiego Juliana Nowowiejskiego w nadziei, że nowe miejsce będzie dla niego szansą zmiany życia. Ks. Świderski, który został najpierw sekretarzem biskupa, a potem kanclerzem kurii, postępowania nie zmienił, napisał natomiast „Zielony Zeszyt” – paszkwil na biskupa. Ten tekst, w którym – jak kiedyś przyznał sam ks. Świderski – opisał on swoje doświadczenia, odegrał dużą rolę w akcji komunistów przeciw biskupowi.

Pragmatyk, nie kolaborant
Komuniści wykorzystali przeciw biskupowi Kaczmarkowi przede wszystkim trzy listy pasterskie, jakie wydał na początku wojny. Zrobili to w taki sposób, że w umysłach części ludzi zasiali wątpliwości co do postawy ordynariusza kieleckiego. Jeszcze dziś wśród historyków istnieją różnice w ocenie tych listów. W nocie biograficznej biskupa, zamieszczonej w „Pro memoria” kard. Stefana Wyszyńskiego, napisano, że nawoływał „do posłuszeństwa względem okupacyjnych władz administracyjnych”. Inaczej oceniają to np. biograf biskupa ks. prof. Jan Śledzianowski i dr hab. Ryszard Gryz, profesor Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.

– Linia biskupa była w pełni pragmatyczna – mówi historyk. – On się doskonale orientował w polityce międzynarodowej, w położeniu Polski, i wiedział, że trzeba postępować racjonalnie, by nie dawać pretekstu do niemieckich represji i w ten sposób minimalizować straty, ograniczyć ofiary.

Znajomość motywów jest ważna, gdyż stawia listy w innym świetle. W pierwszym z nich, z 24 września 1939 roku, biskup pisał m.in.: „Bez ładu, bez porządku, bez społecznej karności nie jest możliwym życie religijne, życie narodowe, ani nawet najzwyczajniejsze życie ludzkie. Dlatego wzywam wszystkich Was, żebyście, nasamprzód wierni świętym przykazaniom Boga i Kościoła, okazali się posłusznymi względem władz administracyjnych we wszystkim, co się nie sprzeciwia sumieniu katolickiemu i naszej polskiej godności”. 2 października biskup apelował: „Chcę też i wzywam Was, abyście z całą sumiennością zachowywali wszystkie przepisy i prawa władz tak administracyjnych, jak wojskowych. Wierzymy danym nam obietnicom, iż nie będzie nam nakazane nic, coby się sprzeciwiało sumieniu katolickiemu”. 29 kwietnia 1940 roku pisał do wiernych: „(...) nie wolno nam nakłaniać ucha na podszepty podejrzanych ludzi, gdyby usiłowali wciągać społeczeństwo nasze, zwłaszcza młodzież, do nieobliczalnej konspiracyjnej akcji”.

Sam bp Kaczmarek po latach tłumaczył, że „miał obowiązek przestrzegać wiernych przed lekkomyślnym i nierozważnym działaniem wobec wroga”. Po ataku Niemiec na Rosję i zmianie sytuacji międzynarodowej biskup przystąpił do podziemnej organizacji Chrześcijańska Unia Oporu. Pomimo tego i faktu, że przez całą wojnę organizował na dużą skalę pomoc charytatywną, przyjmował i wyświęcał kleryków z innych diecezji, te trzy listy pozostały w pamięci wielu (m.in. także w raportach słanych do rządu londyńskiego). Tym łatwiej stalinowskim władzom było zaatakować biskupa kieleckiego, zarzucając mu kolaborację z Niemcami.

Wyrok:12 lat więzienia
Ale to nie był jedyny powód, dla którego władza do uderzenia w Kościół wybrała właśnie bp. Kaczmarka. Był on dla niej bardzo niewygodny.
– Wydaje się, że decydujące były dwie sprawy: negatywny stosunek biskupa do porozumienia z rządem z 14 kwietnia 1950 roku oraz to, że był on kategorycznie przeciwny tolerowaniu ruchu księży patriotów – mówi prof. Ryszard Gryz. – Bp Kaczmarek początkowo optował za porozumieniem z komunistami, ale kiedy w toku rozmów warunki dla Kościoła stawały się coraz gorsze, zmienił zdanie. Gdy natomiast porozumienie zostało podpisane, uznał, że nie można go sabotować, aby więzienia nie zapełniły się księżmi. W tej sprawie również pokazał pragmatyzm.

W ocenie ks. prof. Śledzianowskiego jednym z powodów aresztowania bp. Kaczmarka było to, iż po pogromie kieleckim w lipcu 1946 roku powołał komisję, która miała zbadać rzeczywisty przebieg wydarzenia i jego sprawców, a raport przesłał przez ambasadę amerykańską do USA.

Bp Kaczmarek został aresztowany 20 stycznia 1951 roku wspólnie z 20 innymi księżmi diecezji kieleckiej. W ten sposób władze stalinowskie przeniosły na grunt kościelny metody walki stosowane do tej pory w partii i w wojsku, czyli „wykrywania” antypaństwowych spisków. Rzeczywistym celem tych metod było zastraszenie społeczeństwa i zdobycie niepodzielnej władzy. Aresztowanie biskupa i śledztwo miało doprowadzić do wykrycia szerokiego spisku przeciw władzy ludowej na szczytach Kościoła w Polsce i zakończyć się uwięzieniem kard. Wyszyńskiego. Biskupa Kaczmarka oskarżano nie tylko o kolaborację z Niemcami i próbę faszyzacji Polski przed wojną, ale także o organizowanie antypaństwowego ośrodka, którego celem były obalenie władzy ludowej, szpiegostwo na rzecz Watykanu i USA oraz handel walutami.

UB brutalnymi metodami chciało zmusić biskupa do przyznania się do stawianych mu zarzutów. Był maltretowany psychicznie i fizycznie, bity, otoczony agenturą, przesłuchiwany ponad 220 razy. Po kilkunastu miesiącach załamał się. Nie wiadomo, czy był to wyłącznie skutek podawanych mu leków i wycieńczenia organizmu.

– Być może biskup bał się realizacji przez władze totalnej czystki w diecezji, a może nawet jej rozwiązania, co działo się w innych krajach regionu – mówi prof. Gryz.

Nie jest też wykluczone, że był szantażowany „Zielonym Zeszytem”, o którym władze już wiedziały, gdyż ks. Świderski od 1949 roku był tajnym współpracownikiem UB o pseudonimie „Iwa” (w 1961 roku został ekskomunikowany). Proces bp. Kaczmarka przed Sądem Rejonowym w Warszawie zakończył się 22 września 1953 roku ogłoszeniem wyroku 12 lat więzienia (inni oskarżeni dostali od kilku lat do dożywocia). Biskup wrócił do diecezji, w wyniku Października ’56, najpóźniej spośród wszystkich internowanych czy wygnanych biskupów, bo dopiero w kwietniu 1957 roku. Ale jego kłopoty się nie skończyły.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama