GN 48/2020 Archiwum

Belka o polskiej polityce monetarnej

Polska jest w korzystnej sytuacji i NBP nie musi prowadzić "niekonwencjonalnej" polityki pieniężnej; zbyt niskie stopy procentowe mogłyby zaszkodzić złotemu, a ich stabilny poziom powinien odstraszyć spekulantów - mówił w środę w Sejmie szef NBP Marek Belka.

Belka wykorzystał okazję przedstawienia posłom sprawozdania z działalności NBP za 2012 r., do wyjaśnienia, dlaczego kierowany przez niego bank ma nieco inną politykę niż wiele banków centralnych na świecie.

Belka tłumaczył, że polityka pieniężna, w przypadku NBP, oznacza głównie politykę stóp procentowych, dlatego, że Polska - jak podkreślił - jest w sytuacji na tyle normalnej i korzystnej, że nie uciekamy się - jak wiele banków centralnych w świecie - do tzw. polityki niekonwencjonalnej.

Wyjaśniał, że taka "niekonwencjonalna" polityka polega na utrzymywaniu stóp procentowych na ultraniskim poziomie, dostarczaniu "po cenach zero" nieograniczonej ilości płynności, a także stosowaniu bezpośredniej interwencji na rynkach aktywów, przede wszystkim papierów dłużnych państwa.

Oświadczył, że nie musimy dostarczać płynności, bo sektor bankowy w Polsce ją ma, a wzorem Europejskiego Banku Centralnego w Polsce - jeżeli nie zabronione - to utrudnione jest skupowanie aktywów (obligacji państwowych) przez NBP.

Belka mówił, że jedną z lekcji kryzysu jest to, że oprócz przyglądania się każdemu bankowi z osobna, trzeba się przyglądać całemu sektorowi finansowemu, jako całości.

"W związku z tym potrzebny jest nadzór makroostrożnościowy. Czyli instytucja oddzielania od nadzoru mikroostrożniściowego, który patrzy na rynek finansowy, (tak) by on sam się nie stał źródłem problemów" - podkreślił.

Jak wyjaśnił, w Polsce odpowiednikiem takiego ciała makroostrożnościwego, ma być Rada Ryzyka Systemowego, której powstanie rząd włączył w plan prac legislacyjnych. "Rada ta zajmowałaby się wykrywaniem ryzyk dla całej gospodarki, nierównowag gospodarczych, głównie tych, które powstają w ramach systemu finansowego. U nas w Polsce, to głównie w bankach" - powiedział Belka.

Szef NBP tłumaczył, że rada ta miałaby instrumenty o charakterze rekomendacji. "Władza makroosotrożnościowa, czyli owa Rada Ryzyka Systemowego będzie mogła zarekomendować dla całego systemu bankowego pewne działania, które ograniczą nadmierną np. akcję kredytową" - powiedział.

Dodał, że ważne jest to, iż taka władza makroostrożnościowa może działać symetrycznie, w obie strony. "Zarówno naciskać hamulec, kiedy gospodarka zaczyna szaleć, jak i zwalniać ten hamulec, czy naciskać pedał gazu, kiedy gospodarka zaczyna zwalniać" - powiedział

Belka mówił też o wpływie niższych stóp procentowych, które oznaczają tańszy kredyt, na koniunkturę gospodarczą w Polsce. Jak podkreślał wpływ ten jest nieco słabszy niż w krajach Europy Zachodniej.

Dodał, że Polacy są mniej zadłużeni w porównaniu z większością mieszkańców innych krajów europejskich i stosunkowo oszczędnie korzystają z kredytu. Jedyną kategorią kredytów, która w Polsce jest popularna i w relacji do PKB jest na tym samym poziomie, co w krajach Unii Europejskiej, to kredyt konsumpcyjny. "Tzw. kredyt dla biednych ludzi" - powiedział.

Jego zdaniem, obecne niskie stopy procentowe powinny wpływać na ożywienie koniunktury kredytowej wcześniej, niż za półtora roku - jak wskazuje literatura ekonomiczna.

Prezes NBP wyjaśniał też, że zbyt niskie stopy procentowe mogą zaszkodzić złotemu, małym bankom oraz przyczynić się do odpływu depozytów z banków komercyjnych.

"Wiadomo, że jak złoty się osłabi - co oczywiście podoba się eksporterom - to potem ma skłonność do natychmiastowego odbicia i nadmiernego wzmocnienia. Destabilizacja złotego destabilizuje gospodarkę. Chcemy tego uniknąć" - powiedział Belka.

Tłumaczył, że jeżeli stopy procentowe będą zbyt niskie, to ludzie mogą wycofać z banków swoje oszczędności. "Ponieważ ludzie w Polsce są bardzo wrażliwi na zmianę stóp procentowych, przeniosą - choćby to nie miało najmniejszego sensu - swoje depozyty do towarzystw funduszy inwestycyjnych. Tam oczywiście dostaną baty. Zrobią to prawdopodobnie w nieodpowiednim momencie i za późno" - ostrzegał szef NBP.

Według niego może się to niekorzystnie odbić na bilansach banków komercyjnych, "które +wysuszone z tzw. płynności+ - w związku z wycofywaniem depozytów - będą musiały ograniczyć akcję kredytową". "A tego chcielibyśmy uniknąć" - zaznaczył. Dodał, że na taką niestabilność szczególnie narażone są małe banki.

Belka mówił też dlaczego po lipcowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej zapowiedział koniec cyklu obniżania stóp procentowych. Zaznaczył, że utrzymywanie stóp procentowych na stabilnym poziomie powinno odstraszyć spekulantów, którzy chcieliby grać na skarbowych papierach wartościowych. "Spekulanci powinni stracić zainteresowanie Polską" - dodał.

Jego zdaniem, dalsze obniżanie stóp procentowych miałoby sens "gdyby wpływało na rentowność skarbowych panierów wartościowych, ale tak przestało być".

Prezes NBP zwrócił też uwagę, że różnica w wysokości stóp procentowych między światem a Polską była bardzo wysoka. "Mniej więcej o połowę (ten dysparytet - PAP) się obniżył, ale był on motorem napływu kapitału portfelowego do Polski i entuzjastycznego popytu światowego na polskie skarbowe papiery wartościowe" - dodał.

Ocenił, że wśród tych inwestorów byli tacy, którzy chcieli inwestować w dłuższym terminie, ale byli też spekulanci. "Chcielibyśmy uniknąć nadmiernego uzależnienia naszego rynku skarbowych papierów wartościowe od inwestorów zagranicznych. Nadmiernego, to nie oznacza, że chcielibyśmy ich wypłoszyć. W związku z tym, powinniśmy tym inwestorom przekazać jasny komunikat. Tym komunikatem była zapowiedź utrzymywania obecnego poziomu stóp procentowych na pewnym poziomie przez dłuższy czas, co najmniej do końca roku" - dodał.

Belka chwalił się też osiągniętym przez NBP zyskiem mimo niesprzyjających warunków ekonomicznych. Jak zaznaczył, poziom aktywów rezerwowych Polski, czyli 83 mld dol., oceniany jest jako wysoki przez instytucje międzynarodowe.

"Zarządzamy tymi rezerwami aktywnie - sprzedając drogo, kupując tanio. W efekcie na koniec zeszłego roku osiągnęliśmy (NBP - PAP) zysk 5,5 mld złotych" - wyjaśniał posłom. Zastrzegł, że nie jest w stanie powiedzieć, jaki będzie zysk NBP w 2013 r., bo to zależy m.in. od kursu złotego na ostatni dzień grudnia.

Poseł PO Jacek Brzezinka z komisji finansów publicznych, poinformował, że komisja zapoznała się ze sprawozdaniem z działalności NBP w 2012 r. i nie formułuje do niego uwag.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama