Nowy numer 49/2020 Archiwum

Powstanie w kadrze

W ostatniej dekadzie powstanie warszawskie doczekało się m.in. imponującego muzeum i książki Normana Davisa. Czy doczeka się również znaczącego filmu?

Z tym już gorzej, bo po 1989 roku powstanie jak gdyby znikło z pola zainteresowań naszych reżyserów. Dlaczego? Przecież nie ma już barier, jakie w czasach PRL-u ograniczały swobodę wypowiedzi w sprawach dotyczących historii. Pojawiły się za to nowe ograniczenia, natury ekonomicznej. Agnieszka Odorowicz, szefowa Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej (PISF), słusznie kiedyś zauważyła, że filmy o wydarzeniach historycznych nie mogą być robione za byle jakie pieniądze. By taki film trafił do współczesnej widowni, musi zostać zrealizowany z rozmachem. Zdarza się oczywiście, że reżyser potrafi przedstawić na ekranie ważne wydarzenia historyczne w formie bardziej kameralnej. Od pewnego czasu takie filmy u nas powstają. Dobrymi przykładami są „Generał Nil” Leszka Bugajskiego czy „Róża” Wojciecha Smarzowskiego. Wydaje się jednak, że śmierć około 150 tysięcy ludzi, w większości cywilów, i jedyna w dziejach najnowszych bezprzykładna zagłada wielkiego miasta wymagają środków adekwatnych do ogromu tragedii sprzed prawie 70 lat. Prawdopodobnie w jakimkolwiek kraju na świecie doczekałaby się już ona wielu filmowych i telewizyjnych realizacji. Tym bardziej że powstanie do dzisiaj budzi emocje i wywołuje często skrajne oceny.

Jak na razie takiego filmu nie nakręcono, chociaż trzeba przyznać, że władze podjęły próbę wypełnienia tej białej plamy. W 2006 r. ogłoszono konkurs na scenariusz filmu o powstaniu warszawskim. Finał odbył się z wielką pompą i z udziałem prezydenta RP. Zwycięzcom wręczono nagrody. PISF, który może wspomóc realizację filmu jedynie do określonej kwoty, zwrócił się o pomoc do instytucji państwowych, mających statutowe powinności w tym zakresie. Pomoc zadeklarowali Jarosław Sellin, wówczas sekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Bronisław Wild- stein, ówczesny prezes TVP, a nawet Radosław Sikorski, wówczas minister obrony narodowej. Jednak filmu jak nie było, tak nie ma.

Wyeliminować powstanie

Najlepsze filmy nawiązujące do tragedii powstania zrealizowano bardzo dawno temu. Nakręcony w 1956 roku „Kanał” Andrzeja Wajdy wszedł na ekrany w określonej sytuacji historycznej. Był to czas, kiedy chwilowo rozluźniono rygory krępujące życie artystyczne w Polsce. Film i teraz ogląda się ze ściśniętym sercem. Z jednej strony jest to obraz niezwykle realistyczny w przedstawieniu gehenny powstańców, próbujących pod koniec powstania przedostać się podziemnymi kanałami z Mokotowa do Śródmieścia. Wiele scen filmu odnosiło się do wydarzeń, które miały miejsce w rzeczywistości. Do takich należy epizod, w którym jeden z powstańców, postradawszy zmysły, ginie w plątaninie kanałów. W swojej monografii „Mokotów 1944” Lesław Bartelski przytacza historię Gustawa Kryńskiego, operatora filmowego, który „dostał ataku szału i zaczął biegać po kanałach z potwornym wyciem. Padł później w śmierdzącą ciecz, nie dając znaku życia”. Z drugiej strony „Kanał” jest filmem nasyconym symboliką i działającym na emocje.

Film Wajdy był pierwszym w całości poświęconym powstaniu warszawskiemu. Wcześniej prawdę o powstaniu starano się wyeliminować z historii. Wątki powstańcze w filmach przewijały się sporadycznie, w formie epizodów. Przykładem są chociażby „Zakazane piosenki” Leonarda Buczkowskiego z 1947 roku. W drugiej, wprowadzonej na ekrany w 1948 roku wersji filmu dodano nawet sceny budowy barykady podczas powstania, ale jednocześnie mocniej podkreślono rolę Armii Czerwonej w wyzwalaniu Warszawy. Jedną ze scen filmu czasem mylono z prawdziwymi zdjęciami z powstania. Po „Kanale” Wajdy była „Eroica” Andrzeja Munka. Później nie pojawiło się już żadne wybitne dzieło poświęcone powstaniu. Jednak wśród tych nielicznych, które nakręcono, znalazło się kilka tytułów wpadających w pamięć. W tym pięcioodcinkowy telewizyjny serial „Kolumbowie. Rocznik 20” Janusza Morgensterna z 1970 roku, zrealizowany według powieści Romana Bratnego. Dwa ostatnie odcinki rozgrywają się na Starym Mieście w czasie walk z Niemcami. Dziełem Morgensterna jest także „Godzina W”, nakręcona – podobnie jak filmy Wajdy i Munka – na motywach opowiadania Jerzego Stefana Stawińskiego.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także