Nowy numer 48/2020 Archiwum

Węgry nie chcą być kolonią

Budapeszt zrywa wszelkie relacje z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. To krok niezbędny dla kraju, który ma ambicję stać się gospodarczą potęgą.

Bycie na cudzym to wstyd – powtarza premier Victor Orbán. I choć w ciągu trzech lat od przejęcia władzy jego relacje z Międzynarodowym Funduszem Walutowym były nieustanną próbą sił – ostatecznie podjął decyzję o zamknięciu w Budapeszcie przedstawicielstwa MFW. Do końca roku Węgry chcą spłacić (przed terminem) ostatnią ratę pożyczki zaciągniętej w Funduszu przez poprzedników. I nie zamierzają już więcej uzależniać się od instytucji, która wypracowała skuteczny mechanizm wciągania państw w spiralę zadłużenia, hamującą ich rozwój i tworzącą z nich kolonie międzynarodowej finansjery.

Wzloty i upadki

„Od wielu dziesięcioleci nie byliśmy tak potężni jak dzisiaj, i nigdy wcześniej nie mieliśmy tak wielu środków politycznych, konstytucyjnych i ekonomicznych do uwolnienia się od zależności” – mówił ponad rok temu Orbán w czasie obchodów rocznicy węgierskiej rewolucji z lat 1848–1849, skierowanej przeciwko rządom absolutnym Habsburgów. Jego zdaniem ci, którzy wzięli udział w powstaniu, już wtedy rozumieli, że niepodległość Węgier zależy od niezawisłości gospodarki. „Bank narodowy Węgier będzie niezależny tylko pod warunkiem, że będzie bronił węgierskiej gospodarki przed interesami zagranicy” – dodawał Orbán przy głośnym aplauzie tysięcy Węgrów zebranych pod siedzibą parlamentu.

A w jednym z wywiadów radiowych określił Międzynarodowy Fundusz Walutowy jako „zwykły bank”, któremu zależy tylko na tym, by rząd Węgier zniósł podatek od banków i w zamian opodatkował własnych obywateli. MFW to „kruk, który drugiemu krukowi oka nie wykole” i dlatego – zdaniem Orbána – dąży do przeniesienia obciążenia fiskalnego z banków na ich węgierskich klientów. Tak stanowcze deklaracje dotyczące międzynarodowych korporacji i instytucji finansowych są obecne niemal od początku rządów prawicowej partii Fidesz. Nie zawsze jednak sytuacja pozwalała Orbánowi na taką hardość. W 2008 roku, za rządów socjalistów, Węgry były pierwszym krajem Unii, który z powodu kryzysu dostał wsparcie od MFW, Banku Światowego i unijnych partnerów. Węgrom przyznano wtedy 20 mld euro.

Orbán po dojściu do władzy w 2010 roku postanowił nie odnawiać porozumienia z MFW. Zarazem jednak Węgry wystąpiły o nową linię kredytową w wysokości ok. 15 mld euro – miała to być jednak nie standardowa pożyczka, obwarowana wieloma warunkami ograniczającymi swobodę działania władz krajowych, ale tzw. linia kredytowa, na korzystniejszych warunkach, udzielana przez MFW krajom „najbardziej zaufanym” pod względem wypłacalności. Do sfinalizowania tej umowy nigdy jednak nie doszło. Momentami wydawało się wszakże, iż Orbán, w obliczu poważnej zapaści finansów publicznych, ulegnie MFW i złagodzi trochę swoją politykę wobec międzynarodowych korporacji i instytucji bankowych obecnych na Węgrzech, w obronie których stawał Fundusz. O co dokładnie poszło?

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także