Nowy numer 47/2020 Archiwum

Nie będę marynarzem

Widzę was nie jako ludzi, tylko jako cienie – mówi Dominika Putyra. Siedzimy wśród kwiatów jej ogrodu z widokiem na Skrzyczne. A ona sama jak najładniejszy kwiat. W świetnie dobranej bluzce, którą sama kupiła. – Była miła w dotyku – wyjaśnia.

Śnieg fantastycznie skrzypi, trawy nie słychać, ale czuć – objaśnia. – A jak pachnie! W snach przychodzą do mnie ludzie z twarzami. W rzeczywistości tylko je przeczuwam. Wyobraźcie sobie, jakby ktoś przyłożył wam do oczu 30 przezroczystych okładek z folii. Straciła wzrok pod koniec liceum. Choć lekarz rozpoznał zespół Stargardta, już kiedy miała dwa latka. Mama – lekarz pediatra – poszła z nią na wizytę, a okulista drobnym druczkiem zapisał w karcie rozpoznanie, nie informując jej. Wiedział, że i tak nic się nie da zrobić. To choroba genetyczna, na skutek której zamierają komórki siatkówki oka. Uaktywnia się i rozwija w okresie dojrzewania i niszczy oko, na ile może, aż do końca jego trwania. Dziś Dominika ma 28 lat i chodzi z białą laską. Rozsuwa ją na długość 160 cm jak czarodziejską różdżkę, za pomocą której poznaje otoczenie. Złożona mierzy 30 cm i można ją schować do torebki. – Taka wytrzymalsza jest z włókien szklanych i kosztuje 25 dolarów – informuje. Określenie różdżka zamiast laska bardziej pasuje do przedmiotu, który pomaga jej w poruszaniu się. Dominika ma ogromną fantazję. W dzieciństwie z papierka po cukierku potrafiła wyczarować lalkę, a z bohaterami ulubionych powieści, takimi jak Tomek Wilmowski, rozmawiała godzinami.

Chyba udało jej się zaczarować ten świat, bo nadal jest jej przychylny. Po rodzinnym domu w Bystrej, który zna na pamięć, prawie fruwa, a nie chodzi. W tym roku nauczyła się jeździć na łyżwach. Pływa tak szybko, że nikt jej nie dogoni, także w morzu. Ostatni raz płynęła za kajakiem, na którym przyjaciółka głośno śpiewała, żeby Dominika wiedziała, dokąd się kierować. Jeździ na rowerze w duecie, żartując, że „robi za silnik”. Stuka na klawiaturze jak wykwalifikowana maszynistka – 400 znaków na minutę. Chodzi w góry, do muzeów i sklepów. Potrafi sama w ciągu 10 dni odwiedzić kilka miejscowości, a nawet wyjechać za granicę (swoje podróże opisuje w piśmie dla niewidzących „Pochodnia”). Piecze ciasta na święta. Studiuje muzykoterapię, gra na pianinie i organach. Wyliczanie tego, czym się pasjonuje, zajęłoby cały tekst. Wierzy w Boga tak mocno, że uważa dzień bez Komunii św. za stracony. Przecież ma za patrona św. Dominika, założyciela zakonu dominikanów. A jej imię znaczy „należąca do Pana”.

Lekko pod górę

Na początku to imię wydawało się jej niewygodne w użyciu. Wolała, jak wujek wołał do niej „Misiu”. Z czasem przekonała się, że św. Dominik ją prowadzi i dała sobie spokój z narzekaniem na nie. I w ogóle na życie. Bo wszystko ma swoje plusy i minusy. Nawet niewidzenie. – W ogóle się nie męczę podczas wchodzenia na góry. Nie widzę, jak wysoko mam wejść, a wszyscy od samego patrzenia tracą siły – mówi. Tak samo w życiu. Nie patrzy, ile ma przejść, tylko prze do przodu. Nawet kiedy kolejny raz pytając o drogę, zamiast informacji słyszy od zagadniętego przechodnia ciekawskie pytanie: „A dlaczego pani nie widzi?”. Albo gdy zdziwiony konduktor, widząc ją samą w przedziale, pyta: „To pani tak sama podróżuje nocą z Krakowa do Wrocławia?”. A kiedy dziewczyna potwierdza, on załamuje nad nią ręce z okrzykiem: „O Matko Boska!”. Nie zraża się przeciwnościami, bo, jak mówi, zahartowała się w dzieciństwie. Była najmłodszą siostrą dwóch braci i musiała walczyć o wszystko. Najwięcej czasu spędzała ze starszym o półtora roku Krzysiem, który stale ją dopingował do działania. Obserwując otaczające ich dom góry, ścigali się, kto jest bardziej spostrzegawczy. Czy pierwsza ona czy brat zobaczy błyskawicę nad lasem. Szkołę życia przeszła też w klubie sportowym. Należała do niego od 6. roku życia i razem z kolegami uczyła się jeździć na nartach na stoku w Szczyrku. Cały weekend poświęcała na treningi.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama