Nowy numer 48/2020 Archiwum

Docenić obywateli w demokracji

O tym, dlaczego rząd źle prowadzi sprawę Wołynia, a także o konieczności uwolnienia w Polsce mechanizmów demokracji bezpośredniej z posłem Kazimierzem Michałem Ujazdowskim

Był Pan w Londynie na uroczystościach 70. rocznicy śmierci gen. Sikorskiego. Obchodom towarzyszyły małe wątpliwości, kto reprezentuje polskie władze.

Nie było żadnego z ministrów konstytucyjnych obecnego rządu. Z uwagi na rangę tych obchodów, okrągłą rocznicę, fakt, iż generał Sikorski był przywódcą polskiego państwa, uważam, że w Londynie, a wcześniej w Gibraltarze powinien być członek Rady Ministrów. Owszem, byli przedstawiciele administracji, jak prof. Kunert – szef Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Ale nie było ministra polskiego rządu. Uznaję to za brak należytego szacunku dla tradycji państwowej.

Jak w takim razie określi Pan parlamentarną dyskusję wokół uchwały wołyńskiej, w której argumentował Pan za używaniem terminu „ludobójstwo”?

Przede wszystkim jestem rozczarowany polityką ministra Sikorskiego. Jego wystąpienie przesądziło o treści uchwały. Gdyby polityka obozu rządzącego była dojrzała i podmiotowa, to pan minister Sikorski na długo przed rocznicą rzezi wołyńskiej powiedziałby ukraińskiemu partnerowi dwie istotne rzeczy. Po pierwsze: nie negocjujemy prawdy o rzezi wołyńskiej, to było ludobójstwo. Po drugie: w żadnej mierze nie cofamy wsparcia dla państwowych i europejskich aspiracji Ukrainy. Strona ukraińska już dawno powinna takie stanowisko polskiego rządu usłyszeć. A tak stała się rzecz niedobra. Nie powiedzieliśmy prawdy. Partnera ukraińskiego zachęciliśmy do obojętności i w żadnym razie nie wzmocniliśmy sojuszu polsko-ukraińskiego.

Trochę inaczej, korzystniej na tle rządu próbował wypaść prezydent Komorowski. Chociaż w przypadku wizyty w Łucku jajko przesłoniło to, co chciał powiedzieć.

Prezydent Komorowski ma więcej słuchu politycznego i wyczucia niż minister Sikorski. Jednak cóż to dało? Cała sprawa od dawna była źle ukształtowana właśnie przez ministra spraw zagranicznych.

Obrońcy polityki rządu tłumaczą, że skoro Ukraińcy protestują przeciw sformułowaniu „czystka etniczna o znamionach ludobójstwa”, to jak mieliby się zgodzić na „ludobójstwo”?

– Ludobójstwo nie jest kwestią narodową. Prawo karne ma w tej dziedzinie sens uniwersalny. Przestępstwo ludobójstwa istnieje po to, by chronić ludzkość przed takimi aktami. Nie ma tu ani zaciekłości, ani chęci odwetu. Można było tę kwestię postawić tak, by była zrozumiana przez ukraińskie elity. Tylko trzeba było to zrobić z odwagą i dużym wyprzedzeniem. Jednak minister Sikorski w każdym obszarze prowadzi politykę łatwą. Polega ona po prostu na usuwaniu trudności przez rezygnację z własnego stanowiska. W taki sposób trudno mieć jakikolwiek wpływ na bieg spraw. Trudno prowadzić realną politykę.

Odnosi się Pan do natury rządowej polityki zagranicznej i krytykuje politykę wschodnią. Premier często za to powtarza, że wzrosła nasza pozycja wewnątrz UE.

Jestem zdecydowanym rzecznikiem obecności Polski w UE, ale z uwzględnieniem polskiej podmiotowości, umiejętności definiowania własnego zdania, promocji własnego interesu. Oznacza to także powrót do aktywnej roli w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. PO całkowicie z tej polityki zrezygnowała. Dobra i efektywna polityka wymaga trudu. Jeśli chce się działać na rzecz dobra wspólnego, trzeba mierzyć się z realnymi trudnościami.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama