Nowy numer 48/2020 Archiwum

Niemcy są krajem wolności?

Kanclerz Angela Merkel odrzuciła w piątek, dwa miesiące przed wyborami do Bundestagu, oskarżenia o niekompetencję i bierność, zapewniając, że wyjaśni bulwersujący opinię publiczną skandal z inwigilacją obywateli Niemiec przez amerykańskie służby wywiadowcze.

"Jako kanclerz Niemiec ponoszę, wraz z całym rządem, odpowiedzialność za dwie fundamentalne wartości - wolność i bezpieczeństwo" - powiedziała Merkel na ostatnim przed przerwą wakacyjną spotkaniu z dziennikarzami w Berlinie.

Jak wyjaśniła, jej zadaniem jest ochrona obywateli przed zamachami terrorystycznymi i przestępczością, jak również ochrona przed ingerencją w ich sferę prywatną. "Obie wartości - wolność i bezpieczeństwo w pewnym stopniu kolidują ze sobą, i to od niepamiętnych czasów" - zaznaczyła szefowa niemieckiego rządu, dodając, że równowagę między tymi wartościami zapewnia prawo.

Były pracownik CIA Edward Snowden ujawnił w ubiegłym miesiącu, że Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (NSA) prowadzi za pomocą systemu PRISM na wielką skalę inwigilację elektroniczną obejmującą m.in. sojuszników Stanów Zjednoczonych. Jak twierdzi Snowden, NSA rejestrowała miesięcznie w Niemczech średnio ok. 500 mln rozmów telefonicznych, e-maili i SMS-ów, traktując swego sojusznika podobnie jak Chiny.

"Cel nie może uświęcać środków. Nie wszystko, co jest technicznie wykonalne, może być robione" - powiedziała dziennikarzom Merkel. Jak podkreśliła, obce wywiady muszą przestrzegać na terenie Niemiec niemieckiego prawa, w tym ustawy o tajemnicy korespondencji. "Niemcy nie są krajem nadzoru, Niemcy są krajem wolności" - podkreśliła kanclerz, dodając, że w Niemczech i w całej Europie "nie obowiązuje prawo silniejszego, lecz siła prawa".

Merkel powiedziała, że kwestia ewentualnego naruszenia przez amerykańskie służby niemieckiego prawa jest wyjaśniana w rozmowach z władzami amerykańskimi. Rząd Niemiec skierował do władz w Waszyngtonie listę pytań, na które nie ma jeszcze odpowiedzi - poinformowała szefowa rządu. Przypomniała, że prezydent USA Barack Obama obiecał wyjaśnienie wszystkich niejasności. "Nasi amerykańscy partnerzy potrzebują więcej czasu na sprawdzenie wszystkiego. Chętnie poczekam" - powiedziała Merkel.

Podczas spotkania z dziennikarzami Merkel unikała antyamerykańskich akcentów, pojawiających się ostatnio w związku z aferą NSA w niemieckiej prasie oraz w szeregach partii opozycyjnych. Jak podkreśliła, Ameryka okazała Niemcom zaufanie, popierając proces zjednoczenia Niemiec w latach 1989/1990. Jej zdaniem "prawdziwa przyjaźń przetrwa trudną sytuację, jak ta".

Merkel zapowiedziała podjęcie konkretnych kroków, w tym wymianę not z USA formalnie unieważniającą przepisy z 1968 roku ograniczające suwerenność RFN. Berlin chce też opracować wspólne standardy działania służb wywiadowczych w UE.

Minister spraw wewnętrznych Hans-Peter Friedrich informował na początku tygodnia, że dzięki współpracy ze służbami amerykańskim niemieckiej policji udało się zapobiec co najmniej siedmiu zamachom terrorystycznym.

Obywatele Niemiec nie są zadowoleni z dotychczasowych działań rządu w sprawie inwigilacji ze strony amerykańskich służb. Z opublikowanych w piątek wyników sondażu Deutschlandtrend wynika, że aż 69 proc. ankietowanych nie jest usatysfakcjonowanych postawą rządu, a tylko 22 proc. wyraża zadowolenie z podjętych kroków.

Partie opozycyjne - SPD, Zieloni i Lewica - krytykują rząd CDU/CSU i FDP za bagatelizowanie skandalu z inwigilacją oraz brak zdecydowania w rozmowach z USA. Kandydat SPD na kanclerza Peer Steinbrueck zarzucił Merkel złamanie przysięgi kanclerskiej. "Pani Merkel przysięgała, obejmując urząd kanclerza, że uczyni wszystko, żeby chronić naród niemiecki przed niebezpieczeństwem. Teraz okazuje się, że fundamentalne prawa niemieckich obywateli były łamane na wielką skalę" - powiedział Steinbrueck w minioną niedzielę.

Merkel twierdzi, że o istnieniu systemu PRISM dowiedziała się z gazet. Jak napisał natomiast w środę dziennik "Bild", wojskowi z jednostek stacjonujących w Afganistanie, w tym Bundeswehra, zostali poinformowani już dwa lata temu o istnieniu systemu PRISM. Władze niemieckie utrzymują, że PRISM wykorzystywany przez żołnierzy w Afganistanie służący ich bezpieczeństwu, i system elektronicznej inwigilacji NSA są dwoma różnymi systemami.

Z najnowszego sondażu Deutschlandtrend wynika, że dyskusja o amerykańskiej inwigilacji raczej nie wpłynie na wynik wyborów do Bundestagu 22 września. Takiego zdania jest 70 proc. ankietowanych; 27 proc. uważa natomiast, że temat ten odegra ważną rolę w kampanii wyborczej.

Obecnie na rządzących chrześcijańskich demokratów CDU/CSU chce głosować 41 proc. wyborców, a na ich koalicjantów z liberalnej FDP 4 proc. Największa partia opozycyjna SPD może liczyć na 26 proc. głosów, Zieloni na 13 proc. a Lewica na 7 proc.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama